Świątynia Majów
Marek
Cywilizacja Majów kryje więcej zagadek,
aniżeli można by się tego spodziewać. Najnowsze odkrycia odsłaniają coraz to ciekawsze fakty, o czym
przekonać można się chociażby na podstawie ostatniego odkrycia.
Miało ono miejsce dokładnie 21 stycznia 2001 roku. Amerykanin A. Reepel wraz ze swym japońskim
przyjacielem - Anorbo Omas - prowadzili prace na terenie Hondurasu. Ich celem było wtargnięcie do
jednej z niedawno odkrytej i wyrwanej dżungli piramidy, niedaleko rzeki Ulua i skopiowanie tamtejszych
malunków ściennych. To, co tam odkryli całkowicie odmieniło poglądy na tąże cywilizację.
Towarzysze po przybyciu na miejsce udali się do niewielkiej świątyni na szczycie piramidy, gdzie znajdował
się posąg nieznanego dotąd bóstwa. Był tu także szyb prowadzący do wnętrza budowli - połowicznie
zbadanych komnat. Pierwsza z nich zbudowana byłą na kształt kwadratu o boku ok. 10 metrów. Nie znajdowało
się weń nic poza kamiennymi ławami ustawionymi wzdłuż północnej ściany. I oczywiście ścienne malowidła,
które należało przerysować. To, co na nich ujrzeli, wydało się w pierwszej chwili wręcz nieprawdopodobne.
Wszystkie obrazki tworzyły pewnego rodzaju historię, jeśli nie komiks. Na początku przedstawiona była
uprawa roślin, zwanej u nas tytoniem. Sęk w tym, że wyraźnie zobrazowane jest, jak jeden z rolników
zawija niewielką jego ilość na kształt rurki, przypala pochodnią, a następnie... dokładnie tak - puszcza
dymek z ust! Mówiąc dokładniej - pobiera próbkę z każdego plonu i jako "tester" odrzuca bądź "przepuszcza"
dane zbiory.
Wybrane plony zabierane są do świątyń dokładnie takich jak ta, w której odkrycie zostało dokonane.
Tytoń kładzie się na wielkiej paterze ustawionej przed posągiem bóstwa podobnym do tego, jaki znajdował
się na szczycie badanej piramidy. Ofiara jest podpalana, a dym efektownie wędruje do nieba. Zebrani ludzie
na kolanach odprawiają jakieś modły.
To jeszcze nic. Ta historyjka przeplatana jest inną - rolnicy zbierają rośliny łudząco podobne do konopi
indyjskich (!), a po skończonych opisanych wyżej modłach trwają wśród Majów tańce i zabawy, połączone
z paleniem zebranego specyfiku! Obrazkowa opowieść kończy się wraz z końcem balangi, której kresu nie
wszyscy palacze doczekują.
W komnacie znajdowały się wrota, najprawdopodobniej przejście do następnych pomieszczeń, jednak nie
potrafiono ich otworzyć. Na chwilę obecną nie wiadomo, co się za nimi znajduje. Amerykanin zdołał jedynie
odczytać z nich napis - Każdy, komu dane będzie tu przybyć, prędzej czy później odejdzie.
Wszystko to wskazuje, że niektóre szczepy państwa Majów czciły boga tytoniu. Reepel nazwał go Tobacco.
Bóstwo dołączyło tym samym do poczetu majskich (majowych?) bogów.
Notka dla zbulwersowanych pierdołami wypisywanymi w powyższym tekście: wesołego Prima Aprilis!
|
|