Serious Sam
Marek
Historyczna gra FPP... zawsze miałem ochotę
cuś takiego opisać. Na mej uwadze skupiło się kilka produktów, ot chociażby Medal od Honor, jednak schody
rozpoczęły się przy próbie tegoż pozyskania. Wg zasady, do której z jakimż to zapałem dostosowują się
wszyscy internetowi recenzenci, recka oparta jest ZAWSZE na oryginalnej, finalnej wersji programu.
Ta... nie zamierzam prawić tu kazań jakie to piractwo jest fe, jednak wyrażanie mojej skromnej opinii
bazowanie przy recenzowaniu na piracie uderza tu trochę w godność.
Przez łapy przeleciała mi jednakże oryginalna kopia Battlefield 1942 (wszakże pożyczanie nie jest - jak chcą
tego producenci - legalne inaczej). Próba opalenia skończyła się pojawieniem się łapy z bodajże granatem
w dość oryginalnej, niebiesko przezroczystej scenerii (i uprzednim dziesięciominutowym czekaniem na
lołding). Po zasięgnięciu języka w końcu zrozumiałem, że mój z lekka poczciwy dziadek komp takich gier
już nie trawi. Na polu walki zostało już tylko jedno pudełko - Serious Sam: the first encounter.
Eh, czytaliście kiedyś dłuższy i bardziej nudny wstęp?
A teraz POWAŻNIE
W egipski klimat wprowadza intro, na które składa się animacja w postaci kamery błąkającej się po
jednym z najbardziej reprezentatywnych leveli. Zapytacie: "co to kuxxa za wprowadzenie?!". Wiem, że
zwykliśmy podziwiać niesamowite wstawki filmowe w kosmicznych niekiedy rozdzielczościach (kto podziwiał
Fallout Tactics?), jednak uwaga - to rozwiązanie jest dobre, a nawet bardzo dobre, wręcz świetne, prawie
że niesamowite, po prostu niespotykane. W połączeniu z dobrze, a nawet bardzo dobrze odwaloną melodyjką
daje dobry, wręcz niesamowity, prawie że... zresztą, sami wiecie jaki efekt.
POWAŻNIEJ proszę
Fabuła do najoryginalniejszych nie należy: coś na tym świecie się rozpaćkało i główny bohater -
Poważny Sam - zostaje teleportowany do starożytnego Egiptu, gdzie kładąc do piachu armię mutantów
nasłaną przez "Złego" usiłuje odmienić losy świata. I tak lądujemy przed świątynią Hatszepsut, gdzie
rozpoczyna się...
POWAŻNA napieprzanka
Nie zaznasz tu graczu skomplikowanych poziomów, w których otworzenie jednych drzwi przyprawia o zawrót
głowy, ani taktycznego biegania i chowania się przed arsenałem wroga, nie spotkasz się tu z cichym
podchodzeniem pod plecy przeciwnika. Co zatem czeka gracza, który cierpliwie przeczekał czarny ekran
z zielonym, ładującym się paskiem u dołu? {wymowna cisza} Po nieskomplikowanych, aczkolwiek
bardzo malowniczych planszach dane mu będzie chodzić i... siać spustoszenie. Owszem, są gdzieniegdzie
przyciski, pułapki, zapadnie, jednak główne przesłanie leży w biciu rekordów w uśmiercaniu przeciwników
na czas :)
POWAŻNIEJSZA dezaprobata
Doleciał mnie pomruk apro... dezaprobaty. To chyba niezadowolenie przełożonych mogących już podziwiać oczami
wyobraźni, jak to ich wychowankowie po paru godzinkach spędzonych z Serious Samem wychodzą na ulice
i usiłują bić nowe rekordy. Wiedzcie jednak, że nie przyjdzie nam dobijać nikomu winnych ludzi, zwierzątek,
i czego tam jeszcze można się przyczepić. Dane nam natomiast będzie, wyposażonym w działko kalibru 44
(tudzież wyższym), plecami do ściany częstować ołowiem hordy mutantów, hybryd i innych paskudztw.
I wiecie co? Ta jakże odprężająca czynność daje niesamowitą radochę!
Gdzie ja jestem {a gdzie POWAŻNIE?!}
A przyjdzie nam odprężać się w nieźle wyrenderowanych sceneriach - świątyniach, oazach, kanionach,
grobowcach, na piaskach pustyni czy wśród egipskich pałaców. Oj, pamiętna była scena pogoni [raczej
ucieczki :) ] za rozjuszonymi byczkami na tle wielkiej piramidy na gwiaździstym niebie. Hejnał!
Słów kilka o...
...mutantach. Widać, że chłopaki z Cro Team wytężyli trochę swą chorą wyobraźnię. Walki przyjdzie nam
toczyć z... uf, nie wiem od czego zacząć. Od sraczkowato-brązowych stworów z twarzą na klacie, poprzez
koziorożcowe kościotrupy na strzelających rakietami czerwonymi niby-ptaszyskami kończąc. Gratuluję też
zrobienia użytku z prawej półkuli mózgu podczas wymyślania nazw. Pierwszy napotkany przeciwnik to
bodajże "gnaal samica", czy jakoś tak. O reszcie nawet nie wspomnę, pośmiejecie się później sami.
Słów POWAŻNYCH kilka o...
Recenzent zazwyczaj w tym miejscu mówi, że gra jest albo poważ... powiedzmy: boska; albo że jest
niezbyt poważna. Serious Sam nie niesie żadnego przesłania, nie wytęża umysłu, psuje wzrok itd.
Płynącą z niego korzyścią jest NIESAMOWITA radocha z lania (a teraz zauważ, że w całym tekście ani
razu nie użyłem słowa zabijać) przeciwników, no i trochę zapoznajemy się z kulturą starożytnego Egiptu.
Gdyby jednak wymienione wady i zalety położyć na dwie szale, waga baaardzo gwałtownie przechyliła by się
na korzyść tej drugiej strony.
plusy: muzyka; lokacje; nazwy przeciwników ;)
minusy: wersja polska - literówki i głos Sama; brak... przesłania?
|
|