KĄCIK HISTORYCZNY

ANCIENT ZONE nr 12

Mam jedną schizofrenię
Marek

Alkohol, papierosy, narkotyki, szkoła... nałogi, o których mówi się non stop - że są fe, że trza je likwidować tudzież z nimi walczyć. Czemu nikt nie zwraca uwagi na nowe zagrożenie, zrodzone w XXI wieku, zwące się pospolicie Grand Theft Auto 3? Po upojnej nocce spędzonej z owym towarem zacząłem cierpieć na pewnego rodzaju schizofrenię. Niewiele pamiętam z tamtego dnia zaraz po pierwszym razie, ale spróbuję po kolei.

Vanilia sky
Dryyyyń!!! Coś (zapewne budzik) zawyło przeraźliwie. Tak, obudziłem się we własnym mieszkaniu; znaczy to, że operacja "save game" została zakończona powodzeniem. Zerkam na zegar wskazujący 7 rano, by zaraz potem wychylić się przez okno celem zaczerpnięcia świeżego, miejskiego powietrza, a także rzucenia po raz wtóry okiem na moje miasto. O tak - szare bloki i łażący bez celu ludzie - mój kochany Red Light Discrict. W dalszej odległości mam sposobność ujrzeć zielony wieżowiec, Staunton Plaza, a raczej Construction Yard, na którego to mieszkańcy miasta zwykli mówić - nie wiedzieć czemu - "zieleniak". Tylko gdzie pozostałe biurowce, zwłaszcza ten należący do AM company (Action Mag?) ? Ach, to pewnie ta mgła. A któż dzisiaj ma dla mnie jakieś zlecenie? Mapka wskazuje jedynie jedną literkę - "S". He he, Szkoła - co za denna xywka dla mafiosa! Nic to - wychodzę na zewnątrz i kieruję swe kroki ku garażowi irytując się, dlaczego u licha brama nie otwiera się, gdy przy niej stoję?! Ech, cholerne bugi... Chłopaki z Rockstar Games mogli bardziej się przyłożyć. Tak czy siak - nie widząc innego rozwiązania, postanowiłem zwędzić jakąś brykę na mieście. Stanąłem jak zwykle na środku ulicy czekając, aż nadjedzie coś o ilości kół równej cztery. Wtem zbliżać zaczęło się jakieś auto. Już miałem go trąbiącego pozdrowić międzynarodowym znakiem przyjaźni, gdy wtem owy pojazd okazał się być czarną beemką - szit, toż to mafia sentinel! Wziąłem nogi za pas i nie chcąc dalej ryzykować, udałem się do punktu "S" na piechotę, napotykając po drodze cywila... palącego szlugę! Przetarłem przeto oczy ze zdumienia, gdyż uliczni "palacze" - w mym przekonaniu - mieli pojawić się dopiero w GTA: Vice City! Problem ten stał się mało istotny w świetle wydarzeń, mających zdarzyć się za chwilę. Oto zza rogu wyjechał jeden z tych wozów, których zdobycie przysparza niemałych problemów - trashmaster! Przecież wystarczy, że w garażach w Portland skompletuję już tylko go oraz Dodo, a dane mi będzie otrzymać super bonus! Takich okazji się nie przepuszcza, zatem wskoczyłem szybko do kabiny wyrzucając jednocześnie z niej kierowcę. Moje gorączkowe poszukiwania klawisza ze strzałką do góry, odpowiadającego wszakże jeździe przed siebie, zostały brutalnie zahamowane przez dobijającego się do bądź co bądź swej kabiny kierowcy. Po obrzuceniu mnie gromadą wyzwisk ów osobnik odjechał w siną dal. Nie to jednak miało być punktem kulminacyjnym całego pięknego dnia! Stanął przede mną - jakby wyrósł spod ziemi - jakiś żółtek! Już miałem wyjąć jakąś zabawkę z mego arsenału, gdy zorientowałem się, że cały sprzęt pozostał w domu. W tejże samej chwili uświadomiłem też sobie, że przed mym blokiem żaden wyrastający z betonu gan nie mienił się kolorową poświatą. Wiedziałem - operacja save game nie mogła zostać zakończona powodzeniem; zebrałem wszakże ponad 70 hidden packages! Będąc jednak cały czas świadom, że za chwilę zebiorą się tu jego kumple z Triady, ponownie wziąłem nogi za pas.

Cóż za dzień. To nie jest dobra chwila na wykonywanie jakichkolwiek zleceń, zatem zadanie od pana S. postanowiłem sobie na dzisiaj darować. Moim nowym celem stało się natomiast ostateczne skompletowanie wszystkich autek w portlandzkich dokach. Śmieciarki, która niedawno mi prysnęła, nie znajdę już o tej porze dnia. Pozostał mi już zatem tylko Dodo - mały, czerwony samolocik, którego kilka egzemplarzy dostępnych jest na lotnisku. Pojawił się problem w postaci dotarcia na miejsce - nie znałem jeszcze miasta na tyle dokładnie, by móc bezpiecznie oddalić się zbytnio od mojej mety. Wtem ulicę przemierzył autobus z wypisz wymaluj wielkim napisem wskazującym jak byk miejsce jego przeznaczenia - Trójmiasto airport (Trójmiasto? ...ależ oczywiście - Portland, Staunton i Shoreside = 3 in 1). Nie namyślając się długa usadowiłem swoje dupsko w jego wnętrzu, po czym zostałem bezpiecznie odstawiony na port lotniczy. Zwędzając jakieś autko z lotniczego parkingu przejechałem się na płytę lotniska, a konkretnie na pas startowy. Owszem, zauważyłem samolot przymierzający się do lądowania, jednak pamiętałem, iż bug w grze powodował "przechodzenie" samolotów przez auto jak przez ducha...

Ryms!!! Fak, coś poszło nie tak! Ten latający skurxxxl trzasnął mi w lewy bok. Zdołałem jeszcze na parę sekund przed śmiercią domyśleć się, że ktoś musiał zainstalować patcha nie informując mnie o tym. Wtem obudziłem się! Wiedziałem. Wiedziałem, że z tamtą grą było coś nie tak. Operacja save game została zakończona dopiero teraz. A cóż by tu porobić dzisiejszego pięknego poranka? Liberty City czeka na mnie!