KĄCIK HISTORYCZNY

ANCIENT ZONE nr 12

Asterix & Obeliks: Misja Kleopatra
Marek

Cezar mówi idźcie won! To idziemy sobie stąd!

Starożytny Egipt, jakiego jeszcze nie znałeś! Zdumiewająca rozrywka, niesamowita przygoda. Tu wszyscy chodzą z uśmiechem na ustach. To reklama natrętngo biura podróży, a najnowszego filmu o dwóch Galach błądzących non stop na dopingu.

Juliusz Cezar to znany z lekcji historii kobieciarz. Jedną z jego wybranek była królowa Egiptu Kleopatra, którą zdaje się nie jął taktować zbyt poważnie. Publicznie oświadczał, że lud egipski nic już nie znaczy. Owszem, kiedyś postawili jakieś tam ostrosłupy wielkości Pałacu Kultury i Nauki czy kamienne lwiątka. Ale teraz... piękna królowa (w tej roli monica Belluci) postanawia odmienić obraz swego kraju w oczach imperatora. W tradycyjnej kłótni dotyczącej wyższości narodu egipskiego nad rzysmkim (i na odwrót) dochodzi do zakładu, w którym Kleopatra zamierza wybudować Cezarowi w Aleksandrii pałac, jakiego wieczne miasto nie widziało i nigdy widzieć nie będzie. W zamian Cezar ma publicznie oświadczyć swoje uznanie dla narodu Egipcjan. Żeby było śmieszniej (ciekawiej, trudniej, dramatyczniej - cholera wie co jej do głowy strzeliło), konstrukcję należy postawić w... 3 miesiące!

Do misji niemożliwej zostaje wybrany marny architekt Numernabis. Otrzymuje propozycję nie do odrzucenia - budowa pałacu w zamian za góry złota. W razie niewywiązania się z terminu umowa/zlecenie posłużenie za przekąskę dość wygłodniałym najwyraźniej świętym krokodylkom. Numernabis nie załamuje się - przypomina sobie o dwóch znajomych galach, będacych w posiadaniu napoju ze świecących grzybków (czy z czego tam to się robi) dającego niezłego dopalacza. Za jego pomocą misja może nabrać realnych kształtów. Jednak przeciw biednemu architektowi stają na drodze Marnypopis - nadworny architekt mający za złe, iż to nie go królowa wyznaczyła do zadania; oraz sam Cezar dążący do wygrania zakładu za wszelką cenę.

Powiedzmy to wprost - film jest niesamowitą komedią z rewelacyjnym spolszczeniem. Pod Numerbabisa głos podkłada sam Cezary Pazura, a już to jest gwarancją najwyższej jakości. Jak to bywa w takich filmach, większość dowcipów i aluzji zrozumiała jest głównie dla ludności z kraju, z którego dana produkcja pochodzi. Zastapienie takich tekstów polskimi odpowiednikami to nie lada sztuka, a ta musiała zostać przez tłumaczy opanowana do perfekcji. Przykład? Asterix przedzierający się przez tłum robotników na placu budowy: "tłoczno tu jak na słowiańskich stadionach"; wycofujące się rzymskie legiony spiewające w rytm kawalerii powietrznej pogrubione słowa z powyższego wstępu czy pamiętna scena - "Idea, coś cię przerywa".

Film tworzony był z przymróżeniem oka, dlatego scenarzyści nie musieli przykładać bacznej uwagi do ogółu scenografii. Jak zwykle wszystko przerobione jest na żart. Na bazarach spotykamy handlowców sprzedających miniatury sfinksów, grafików wykonujących zdjęcia z profilu itd. Pałace, wnętrza i komnaty to już jednak element doskonale opracowany. Egipskie piaski (czyt. klimat) czuć tu dosłownie cały czas.

Przedział wiekowy widzów jest nieograniczony. W końcu ktoś stworzył film, w którym tracimy pół fabuły poprzez turlanie się ze śmiechu po sali kinowej. Bo poza Epoką Lodowcową (Ice Age) innego takiego chyba już nie ma.

Dobrze byłoby wytknąć na końcu wady i niedopatrzenia producenta, jednak takowe trudno znaleźć. Nawet, jeżeli jakiś antyasterix w końcu znalazłby jakiegoś buga, byłby on bardzo mało istotny w świetle całego filmu. To tyle. "Cezar mówi idźcie won... "