Wstępniak
Wasze wiersze
Inne wiersze
Inne
Listy
Historia
Haiku
Redakcja
Ankieta
Kontakt
Powrót do AM

Optymalna rozdzielczość: 800x600 lub wyższa

MIRONCZARNIA

męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów niepotraf
niepewny cozrobień
yeń

Miron Białoszewski
Zamieścił:
Buniol

TANIEC NA BŁĘDACH UBEZDŹWIĘCZNIONYCH

Uspokój się, Białoszewski,
byłeś dziś pierwszy szczęśliwy
(humor jak rumor
                                   spadł! o
                                   spokój
                                   niepokój),

nie jesteś pierwszy nieszczęśliwy,
przed tobą, w czasie, po tobie
                    miliony
              małpiliony
        takich
przeróż sobie
na inne, wyjdź z małpilionów
w małpiliony
              albo jak dużo
pilonych
              to czyms dużym,
bo chcesz być duży,
więc przeróż

Miron Białoszewski
Nadesłał:
Wannim

DZIKI KRAJ PRZYCZYN

Rosnąć ma trawę,
Trawa ma cerkiew.
Cerkiew ma drabinkę.

Drabinka nie ma
noszonych umrzyków.
Umrzyki nie rosną.

Miron Białoszewski
Nadesłał:
Wannim

NADWOŁKOWYJSKIEJ NOCY LICZBA POJEDYNCZA

Ucho wilka wyło do wiatru.
Starocerkiewna pogoda.
Huśtały się lisy
między górami
szło
szkło
niebieskiej góry
w gwiazd żółć
kropił:
     nocleg
     sowa
     niestałość
     otwarty dół miejsc
         do Wołkowyji
         do do -
         i na -
              rzecza
         dna
         zastałej
         odmiany:
         włk
         włka

Miron Białoszewski
Nadesłał:
Wannim


URANIA

Uranio, sosno, siostro - tak ciebie nazywam
Bo palcem pnia swego ukazujesz niebo
Wiatr co się w twojej czarnej grzywie zrywa
Zacicha dołem. Siostro, wzywam ciebie!

Jak niegdyś wróże w koronach z jemioły
Abyś wytrwała w progu mego domu
I strzegła kwiatu, owocu i pszczoły
I serc co tutaj gasną po kryjomu.

Uranio, muzo dnia ostatecznego
Bogini końca, bogini trwałości
Zniszczeń bogini i wszystkiego złego
Stójże na straży domu i nicości.

Weźmij mnie w swoje grzywy, ty szalona
Wyszarp mi ręce co już nie wyrosną
Pogrzeb mnie, ratuj, daj swoje korony,
Bym także był uranią, nicością i sosną.

Jarosław Iwaszkiewicz
Zamieścił:
Buniol

PIES HORACJAŃSKI

Psie, co na murze willi Horacego
pilnujesz ruin, fiołków i hiacyntu,
czy słyszysz nocą w ciszy gór sabińskich
                             stopę skaczącą?

I brzmiące głosy, które przez stulecia
zmienne co prawda, lecz zawsze jednako
zdobne kwiatami - niosą nam tę samą
                             mądrość zbyteczną?

Bo ja czasami śpię i widzę w nocy
zarysy boskie gór, z radości szczekam
i jestem chyba jak ty, biało-czarny
                             pies horacjański.

Jarosław Iwaszkiewicz
Zamieścił:
Buniol

DESZCZ

Smugi jasne, smugi srebrne, smugi szklane,
Srebrnowłose, srebrnodźwiękie, ukochane -

W waszym szepcie midopłynne są peany,
smugi deszczu, szklane kulki, pieśni szklane.

Czy w radości, czy w tęsknocie - zakochany,
Chodzę sobie w waszą mowę - zasłuchany.

Dobre deszcze, deszcze dobre, złotem dziane,
Smugi jasne, krople drobne, ukochane.

Jarosław Iwaszkiewicz
Nadesłał:
Wannim

WŁÓCZĘGA

Powiał od pól wiosennych wiatr mojej włóczęgi,
Wzywają mnie mej drogi ścieżki pogmatwane.

Samotności wieczystej tajemne potęgi
Mówią, że nie zbuduję, co nie zbudowane.

Pójdę przez odmłodzone po łąkach badyle,
Obłędnie wirująca, niebieska kometa,

Jak łowca, co w lwie sieci ułowi motyle,
Miast wielkiej tajemnicy posiadłszy - sekreta.

Jarosław Iwaszkiewicz
Nadesłał:
Wannim


WIELE JEST DZIWÓW

Wiele jest dziwów, lecz żaden z nich
Nie jest tak przedziwny jak człowiek.
On i przez morze siwe
W pędzącej z południa wichurze,
Przedziera się pod wytrysłymi
Z dna bałwanami. I Ziemię,
Najczcigodniejszą z bogów,
Tę wieczną, niezmożoną, z roku na rok
Nęka orką, gnając tam i z powrotem
Muły z ostrymi pługami.

Swawolne ptaki, plemiona
Srogich zwierząt, ryby w słonej topieli
Osacza wszystkie i więzi
Ciasnymi pętami sieci
Przebiegły człowiek. Sposoby
Zna, by nad zwierzynąz pustkowia,
Wędrując po wzgórzach, panować
I żeby bujnogrzywym koniom
I niestrudzonym bykom górskim
Karki przygnieść jarzmem.

Mowy i wiatrolotnej myśli,
I gorliwości, z której powstają I obrony przed mrozem i deszczem,
Przed strzałami ich, keidy nad głową
Gołe niebo. Wobec niczego, co ma nadejść,
Nie bezbronny, tylko jak przed śmiercią
Uciec, tego nie wymyśli,
Choćby na najgorsze z chorób
Znalazł lekarstw wiele.

Sofokles
Fragment tragedii Antygona
Tłumaczenie:
Zygmunt Kubiak
Zamieścił:
Buniol


CO DZIEŃ UMIERA JEDEN BÓG

Biłem pokłony obejmując ziemię
z czoła ścierałem znak poddanych - błoto
patrzyłem w niebo zalęknionym wzrokiem
w białym obłoku znajdując anioła

przez mroczne gąszcza mitów
szedłem po omacku

ja urodzony na śmierć
ja skazany
na czas
wierzyłem w bogów
uwierzyłem w ludzi

patrzyłem jak wysoko rozświetlona przestrzeń
zarosła niebem ludzkiej czci i strachu
otwieraj się coraz szerzej
światłem

chwieje się niebo
podparte słupem
kadzidlanych dymów

miniaturki posągów
buddy i mojżesza
smagli handlarze sprzedają
na pamiątkę pobytu

stare imiona
tracą blask fałszywy
co dzień
umiera
jeden
bóg

Tadeusz Śliwiak
Zamieścił:
Buniol


OJCZYZNA

Miłością, jakże dziwną, ojczyznę kocham swoją !
Rozsądek zimny nie zmieni jej w niczem.
Ni sława, krwią kupiona w boju,
Ni pokój z pełnym dumnej ufności obliczem,
Ni podania przeszłości, pełne wieków cienia,
Nie budzą we mnie radosnego rozmarzenia.

Kocham-lecz za co kocham ją, sam nie wiem-
Jej stepów chłodne, milczące zadumy,
Bezbrzeżnych lasów jej rozkołysane szumy,
Jej wielkich rzek podobne do morza wylewy...
Lubię na wozie trząść się, wieś mijając w biegu
I mrok nocny powolnym przenikając wzrokiem,
Widzieć wzdłuż drogi polnej, marząc o noclegu,
W dalekich, smutnych siołach drżące światła okien.

Lubię ścierniska dymek siwy,
Tabory w stepie nocujące-
Na wzgórzu pośród żółtej niwy
Lubię dwie brzozy bielące.
Z radością, wielu nie znajmomą,
Patrzę na gumno z bujnym plonem.
Na wiejską chatę, krytą słomą,
I okiennice jej rzeźbione;
A zmierzchem, w święta dzień, rosistym
Jam do północy patrzeć gotów
Na tan z przytupywaniem, świstem,
Pod brzęk i gwar pijanych chłopów.

Michał Lermontow
Tłumaczenie:
Mieczysław Jastrun
Nadesłał:
Wannim


CO WARTO

Zwalić by można się z nóg
Co rusz,
Co krok;

Co noc
To szloch
I rozpacz

Ale czy warto ?
Może nie warto ?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.

Zginąć by można jak nic :
Do żył
Jest nóż;

Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.

Ale czy warto ?
Może nie warto ?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.

Jechać by można do miast
Lub w las,
Na błoń;

Na koń
I goń
Nieboskłon.
Ale czy warto ?
Może nie warto ?
Ech, chyba warto...
Tak, tak - to warto.
Bardzo to warto.
O, tak - to warto.
Jeszcze jak warto !

Edward Stachura
Nadesłał:
Wannim