Puchar Świata w Bischofschofen

Konkurs skoków w Bischofschofen był organizowany dość wcześnie, więc był to konkurs, który obejrzało najmniej z nas. Na szczęście zostałem w domu i mogę go zrelacjonować. Do konkursu głównego awansowali oprócz Adama Małysza także Robert Mateja i Marcin Bachleda. Robert skoczył słabo, a Marcin jeszcze gorzej. Uplasowali się na 42 i 50 miejscu. Konkurs w Austrii był inny niż reszta konkursów w TCS. Nie startowano systemem KO, ponieważ kwalifikacje były rozgrywane na krótko przed konkursem. No cóż, nie było już takich emocji w pierwszej serii. {Emocji??? Dla mnie system KO odbiera właśnie wiele emocji. Ale każdy ma swoje zdanie :). } Niespodziankę zrobili Austriacy. Najpierw daleko skoczył Thomas Morgenstern (132,5 metra), a później Florian Liegl (133,5). Konkurs był bardzo ciekawy. Daleko skoczył też Włoch Roberto Cecon (126). Im skakali lepsi, tym skoki były dalsze. Słabo skoczył za to Uhrmann i Widhoelzl. Natomiast młody Norweg Sigurd Pettersen skoczył najdalej w całym konkursie - 134,5 metra! Dało mu to jednak 3 pozycję, bo styl miał gorszy od dwóch prowadzących Austriaków. Hannawald skoczył trochę słabiej, lecz nie najgorzej. Po wcześniej wspomnianym Widhoelzlu skakał Adam. Skoczył bardzo słabo, bo zaledwie 119,5 metra. Ahonen za to - bardzo dobrze. Po pierwszej serii był czwarty. Lider PŚ skoczył jeszcze gorzej niż Adam. Podsumowując: po pierwszej serii prowadził Liegl, drugi był Morgenstern, trzeci Pettersen, a czwarty Ahonen. Małysz był 20!, a Hoellwarth 23. W nie najlepszym humorze czekałem na drugą serię. Niespodzianką w pierwszej było też słabe miejsce Goldbergera - 27. W drugim skoku też nie pokazał nic wielkiego. Później Hoellwarth też nie skoczył rewelacyjnie, ale ponad 120 metr. Niczego wielkiego nie spodziewałem się też po Małyszu, lecz Adam nas nie zawiódł. Skoczył dalekooooo i jeszcze dalej :) (133 metry). Był to ogólnie 3 skok konkursu i najlepszy w tej serii. Była to wielka niespodzianka, ponieważ na treningach skakał poniżej 130 metra. Przez długi okres prowadził w konkursie. Prowadzenie zabrał mu dopiero 11 skoczek Austriak Kofler. Potem zaczęły się nerwy. Dla przypomnienia dodam, że gdyby zawody skończyły się po pierwszej serii, w TCS to Małysz byłby siódmy. Powracam do konkursu. Zaczęły się nerwy. Adam miał szanse na podium TCS. Wyprzedził Hoellwartha. Kogo jeszcze wyprzedzi? - takie było moje główne pytanie. Następni skoczkowie nie skakali dobrze. Norweg Roar Ljokelsoey, który miał olbrzymie szanse na podium, oddał słaby skok. Potem skoczył drugi Norweg Bjorn Einar Romoroen - zdecydowanie dalej niż inni - 130 metrów. Później skakał Hannawald. Nie skoczył źle, ale i nie dobrze. Tyle, ile musiał. Później Ahonen. Ponad 120 metrów. Tym skokiem zapewnił sobie zwycięstwo w TCS. Potem skakali już tylko młodzi skoczkowie. Najpierw kolejny Norweg Pettersen. Słabo. Jako następny Austriak Morgenstern. Skoczył dobrze, ale nie udało mu się wyprzedzić Romoroena. Adam w tej chwili był trzeci w TCS, na podium! W konkursie był 7. Liegl miał życiową szansę, by wskoczyć na podium Turnieju Czterech Skoczni. Na nasze szczęście skoczył tylko 118 metrów, więc nie wyprzedził Małysza, ani w konkursie, ani w Turnieju. Wszyscy oglądający konkurs kibice byli zadowoleni z postawy Adama. Konkurs wygrał Norweg Romoroen, a na drugim miejscu byli Andreas Kofler i Sven Hannawald. Adam choć był siódmy, to miejsce to było bardzo dobre, ponieważ mało stracił punktów do Janne Ahonena, a odrobił trochę do Hoellwartha. Tak czy inaczej, konkurs w Bischofschofen był bardzo pomyślny nie tylko dla Adama Małysza, ale także dla polskich kibiców. Tak samo jak dla fińskich, niemieckich, norweskich i austriackich.

W bardzo dobrym nastroju (kiedy ostatnio miałem taki humor? - nie wiem :) zacząłem wytykać błędy komentatora. Szron jak zawsze nie mówił profesjonalnie. Lista jego przejęzyczeń i błędów była tak długa, że gdybym ją zamieścił, to pani redaktor (Tawananna) musiałaby ją znacznie skócić, by nie zajmowała tak dużo miejsca. Dlatego nie zamieszczę jej wcale. Przykładów też nie będę podawał. {A szkoda, bo chętnie bym sobie poczytała :).} Po prostu Szron jak zawsze był na swoim stałym, słabym poziomie. Co do organizatorów, to moim zdaniem byli najgorsi ze wszystkich czterech konkursach tego turnieju. Kwalifikacje odbyły się tuż przed zawodami, a nie dzień wcześniej. {Ech, to była wina nie tyle organizacji, co pogody. A ładnej pogody nie da się zorganizować na zawołanie :).} Nie rozgrywano konkursu systemem KO. Co to szkodzi wydrukować kilka list zawodników z ich numerami? To było do zrobienia. Sędziowie też nie byli zbyt sprawiedliwi, ale ci z Ga-Pa - o wiele gorsi. A operatorzy też nie popisali się poziomem. Ogólnie konkurs był ciekawy ze względów na skoczków, ale nie najlepiej przygotowany.

Matys
adam-matysiak@wp.pl