Puchar Świata w Garmisch-Partenkirchen
Pierwszy dzień Nowego Roku musiał być dla nas, Polaków, szczęśliwy. Pierwszego stycznia 2003 roku odbył konkurs Turnieju Czterech Skoczni w Ga-Pa. Liczyłem teraz jak nigdy, na to, że Adam wygra. Na początku nie najlepsza wiadomość, oprócz Adama awansował tylko Marcin Bachleda. Konkurs ten już na początku był dramatyczny. Czasami bardzo dobrzy zawodnicy skakali ze sobą. Tak było w przypadku lidera kwalifikacji PŚ Hoellwartha i dwukrotnego zdobywcy tego trofeum Schmitta (obaj mają na imię Martin). Schmitt nie skoczył rewelacyjnie i zabrakło mu niewiele by awansować do drugiej rundy. Hoellwarth, choć skoczył daleko, nie utrzymał równowagi przed linią. Tymczasem tylko jeden sędzia postawił mu niższe noty! To jest niesprawiedliwe! Na powtórkach było wyraźnie, że przewrócił się przed linią. Ale nie tylko on nie utrzymał równowagi. O tym jednak będzie później. Bachleda skakał w parze z Peterem Zontą ze Słowenii. Marcin skoczył bardzo słabo, a Zonta - przewrócił się! Wielka szkoda, że tego faktu nie wykorzystał Polak, bo byłoby o wiele milej. Ale nie wolno się załamywać. Zawody były bardzo ciekawe, choć od dłuższego czasu nie było dalekich skoków. Dopiero pod koniec zaczęło się skakanie. Daleko skoczył Peterka, Ahonen, Goldi. Przyszła kolej na Adama. Małysz nie brał udziału w kwalifikacjach, więc startował pod koniec jako ten słabszy. Skoczył bardzo daleko, na 121 metr. Po pierwszej serii Adam zajął 4 miejsce. Hannawald skoczył o 3 metry mniej. Prowadził Słoweniec Peterka, drugi był Fin Ahonen, a trzeci Austriak Goldberger. Bardzo dobrze układał się konkurs dla Adama, ponieważ Norweg Pettersen skoczył słabo i na pewno Adam wyprzedzi go w klasyfikacji generalnej, zaś Austriak Widhoelzl był pod koniec "10". Hannawald też był za Adamem. No i oczywiście Hoellwarth. Szkoda tylko, że Marcin Bachleda nie awansował. Byłem bardzo zadowolony z tego konkursu. Przejdźmy do drugiej serii. Pettersen - jak to on - skoczył o wiele lepiej niż w pierwszym skoku, więc nadrobił kilka miejsc. Ale niedużo. Do formy powrócił Simon Ammann, który ostatecznie uplasował się na 6 pozycji. Emocje rozpoczęły się po półmetku tej rundy. Hoellwarth skoczył nieźle, ale nie rewelacyjnie. Potem skakał Widhoelzl. Też słabo. Jako następny skakał Sven Hannawald. Skoczył bardzo daleko, bo 125 metrów, ale się przewrócił! W tym momencie pewnie kilkaset tysięcy kibiców z Polski (w tym i ja) zawyło rykiem radości jak wtedy podczas Olimpiady, kiedy Hannawald się przewrócił i dał tym samym Adamowi srebrny medal! Pomyślałem, że jest doskonale. Kilka miejsc później skakał Adam. Poleciał i wylądował daleko, na 123,5 metrze. Objął wtedy prowadzenie. Jako nastepny skakał Goldi. Skoczył też daleko, ale zdobył taką samą notę końcową co Małysz, więc Adam był już na podium! Po Goldim skakał w tamtej chwili faworyt konkursu Janne Ahonen. Skoczył rzeczywiście najdalej - 129 metrów, prawie tyle co wynosi rekord skoczni należący do Adama sprzed dwóch lat. Niestety, a może stety :) też nie utrzymał się na nogach i się przewrócił. Ma chłopak pecha. Sytuacja była rewelacyjna. Został jeden skoczek, Adam na razie pierwszy, nadrabia nad wszystkimi stratę, awansuje na 3 miejsce PŚ i na 5 TCS. Może i wygra. Nie, Peterka zabrał nam tę nieopisaną radość. Skoczył o dwa metry za daleko. Szkoda. {Jak dla kogo :).} Ale i tak jest dobrze. Był to chyba jeden z lepszych konkursów jakie oglądałem.
W dobrym, a nawet bardzo dobrym nastroju usiadłem przed komputerem, by opisać ten konkurs. Szkoda, że organizatorzy nie byli w takiej formie jak Adam :). Śnieg był sztuczny, czyli twardy. Skoczkowie, którzy lądowali daleko, lądowali na prawie płaskim i twardym podłożu. To z tego powodu było tyle upadków. Były też drobne kłopoty z wiatrem, który osiągał nawet prędkość - 5 m/s czyli 18 km/h! Oprócz skandalistycznej postawy czterech z pięciu sędziów (nie powinni już nigdy sędziować w takiej ważnej imprezie jak TCS czy PŚ), organizatorzy byli dobrze przygotowani. Co do pracy komentatora, to po Szronie nie było się można spodziewać czegoś dobrego. Jak to zawsze on, pierniczył o czymś tam. Jednym słowem - jest on beznadziejny. Wiem, to były trzy słowa, ale tak wyszło :-). Operatorzy nie mieli zbyt wielu błedów, ale główna kamera była zamontowana w złym miejscu. Tradycyjnie już chyba tzw. Vorlaufer (przedskoczek) skakał z kamerą na kasku. Tyle, że kamera nie była ustawiona na tej samej wysokości co oczy, ale z boku. Tak czy siak, widok jest niesamowity. Szczególnie ta prędkość skoczka. Ogólnie konkurs w Ga-Pa był bardzo dobrze przygotowany i zostanie u nas w pamięci na długi czas.
Matys
adam-matysiak@wp.pl