Puchar Świata w Engelbergu
Jak zawsze z wielkimi nadziejami zasiadłem przed telewizorem, by oglądać skoki narciarskie, a przede wszystkim naszego mistrza nad mistrzami, Adama Małysza. Jakie było moje zdziwienie, gdy usłyszałem głos Krzysztofa Miklasa zamiast Dariusza Szaranowicza. W końcu coś zrobiła polska telewizja. Was pewnie też irytowało, to jak Szron (Szaranowicz) pierniczył o czymś, co nie miało sensu. Moim zdaniem jest zbyt przereklamowany. Wróćmy jednak do zawodów. Na początku nie najlepsza wiadomość. Oprócz Adama awansował tylko Tonio Tajner (zrobił sobie prezent, bo miał wtedy imieniny), {Szkoda, że Tomisława jest tak rzadko ;).}, a "diabełek z Zakopanego" (Marcin Bachleda) miał ogromnego pecha. Był 51! Tuż za głównym konkursem. Wracam jednak do samego konkursu. Już w pierwszych skokach, niejaki Michael Hafele {Chyba Matthias (pisowni pewna nie jestem :(. } skoczył na 131 metr! Pomyślałem sobie: "Drugi Ammann". Dla przypomnienia dodam, że dokładnie rok temu na tej skoczni zaistniał dwukrotny mistrz olimpijski Simon Ammann. Później nasz Tonio skoczył nieźle i awansował do finałowej 30-stki. W końcówce pierwszej rundy były już złe warunki. Adam skoczył tylko 124 metry. W czasie przerwy nad skocznią pojawiła się chmura! Druga runda była przeprowadzona w ekstremalnych warunkach. Tonio skoczył przyzwoicie i ostatecznie zajął 28 miejsce. Na nieszczęście Adam popełnił błąd przy wyjściu z progu i wylądował na 118 metrze. Ostatecznie zajął 15 miejsce. Najgorsze w dotychczasowych konkursach od czasu Turnieju Czterech Skoczni 2 lata temu!!! Jak to później skomentował - "Za bardzo chciałem". Konkurs wygrał Janne Ahonen z Finlandii, a po raz pierwszy w tym sezonie startował Martin Schmitt!
Drugi konkurs był jeszcze bardziej dramatyczny niż pierwszy. Do 50-tki awansowało trzech Polaków: Małysz, Bachleda i Tajner. Tonio i "diabełek" skoczyli nieźle, z tym, że Tonio zapewnił sobie już w połowie konkursu awans, a Bachleda... o tym później. Po oddaniu skoków przez 30 skoczków było wiadome, że Tonio awansuje, ale Bachleda miał małe szanse. Z upływem czasu skakali coraz lepsi i coraz gorzej to widziałem. Bachleda byłby 31 - czyli tuż za finałem. Pierwsza dziesiątka skakała jak natchniona. W końcu przyszła kolej na Adama. W tej chwili prowadził w konkursie Sven Hannawald po skoku na 133 metr. Nasz Adaś jest jednak doskonałym zawodnikiem - poszybował na 132 metr i miał minimalną stratę do Niemca. Małysz dostał trzy 19 i dwie 19,5. Adam byłby pierwszy, ale sędziowie znacznie zawyżyli noty Hannawalda dając mu nawet 20! Co się w pale (sorry za takie stwierdzenie, ale sędziowie są niesprawiedliwi) nie mieści, bo skoczył gorzej stylowo od Polaka. Cieszyłem się skokiem Małysza, ale "diabełek" był nadal po za konkursem. Jako ostatni skakał lider PŚ Martin Hoellwarth z Austrii. To co zrobił, przeszło moje najśmielsze marzenia. Nie dość, że zwalił skok (dokładniej - spadł z progu), to jeszcze nawet nie awansował do dalszej rundy. Tym samym dał awans Bachledzie. To był najlepszy prezent bożonarodzeniowy, jaki mógł zrobić Hoellwarth całej Polsce! {Hehe, nie ma jak szczerość polskiego kibica :). A mnie Hoeelwartha szkoda, bo to świetny skoczek. I teraz wyjdę na antypatriotkę ;).} W drugim etapie i Tonio i Bachleda skoczyli nieźle, ostatecznie plasując się na miejscu 24 i 27. Małysz przy swoim skoku miał o wiele gorsze warunki niż pozostali i wylądował na 125 metrze. Zajął ogólnie 4 miejsce, co dało 50 pkt i tyle samo odrobił do lidera. Warto też wspomnieć, że Ahonen i Pettersen skoczyli słabo i uplasowali się daleko za Małyszem, więc Adam odrobił punktów do wszystkich zawodników co byli przed nim. Stracił tylko do Widhoelzla, który go wyprzedził. Konkurs wygrał, na nieszczęście, tzw. Sveni Hanni. Do tego gospodarz tej skoczni - Simon Ammann, ani razu nie awansował do drugiej rundy w obu konkursach!
Co do pracy komentatora, to nie mam większych zastrzeżeń. W porównaniu do Szrona, Miklas zaprezentował wysoką klasę. Przez dłuższy czas nie komentował skoków, ponieważ po czwartym konkursie w Turnieju Czterech Skoczni, rok temu, w Bischofschofen, powiedział, że Hannawald być może jest na dopingu. Polska telewizja wycofafała go właśnie za to i wstawiła tego bubka Szrona. Moim zdaniem, FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) powinna zrobić testy na doping, ale chyba nie chcieli zrobić skandalu. Wracając do podsumowania obydwu konkursów, spotkała mnie też kolejna miła niespodzianka. Po raz pierwszy w obu konkursach skoczkowie skakali według numerów na koszulkach, czyli organizatorzy jako pierwsi w tym sezonie zmienili skoczkom "plastrony". Zawsze w drugim konkursie skakali z numerami, które mieli w kwalifikacjach, a to przeszkadzało trochę w odbiorze konkursu. Wielkie brawa dla organizatorów. Popełnili oni jednak błędy. Pierwszy konkurs powinnien odbyć się o 30 minut wcześniej, by nie musieli skoczkowie skakać w tej chmurze. Ale co poradzić? {Nie zawsze chyba da się przewidzieć tak szczegółowo warunki pogodowe za parę godzin.} Ogólnie, zawody w Engelbergu były bardzo dramatyczne, ale doskonale przygotowane. A polska telewizja nie miała zbyt wielu problemlów z łączami.
Matys
adam-matysiak@wp.pl
Był to pierwszy tekst, który napisałem do tego kącika. Teraz będę regularnie przysyłał opisy wydarzeń sportowych w telewizji - skoków narciarskich, a także piłki nożnej, siatkówki i koszykówki.