Planeta psów

Psów było w telewizji bardzo dużo i niemal wszystkie były albo agentami (często specjalnej troski) albo gadającymi mutantami. Oczywiście Polacy nie mogli pozostać w tyle i nie zrobić również czegoś psiego. Szarik to był po prostu mit, jak Łajka, ale czy zwierzaki z polsatowskiego serialu również się nim staną? Heh. Nie?

W "Psim sercu" główną rolę gra Maria Pakulnis i któryś z masy golden retrieverów wybranych w castingu. W każdym odcinku poznajemy osobną historię, więc nie można zaliczyć tego tytułu do rzeszy telenowel. Osobna historia wiąże się również z osobnym bohaterem. W poszczególnych odcinkach mamy do czynienia jednak z jedną i tą samą aktorką, tylko że inaczej ucharakteryzowaną i z inną postacią do zagrania. Jak dla mnie, to jest to rozwiązanie co najmniej nietypowe i nie sprawdzające się. Ja już bym wolał telenowelę klasyczną z setkami nagannych ról, ale gdzie tu wcisnąć psa, żeby choć trochę uoryginalnić gniota? Talent pani Pakulnis został tutaj rozmieniony na drobne. Może się ona pokazać w roli skrajnie różnych kobiet, ale nigdy nie zdoła rozwinąć postaci i stworzyć bliższej więzi z telewidzem. Można się z nią identyfikować około dwudziestu minut i koniec pieśni, a raczej wycia. Psy, jak to psy w takich filmach odbierają ludzkim aktorom pałeczkę pierwszeństwa, bo nie wiedzieć czemu, ludzie wolą słuchać głupich tekstów czytanych przez lektora, kiedy tylko pieskie mord(y)ki pokażą się na ekranie, niż głupich tekstów wychodzących z ust ludzi. A dodać trzeba, że zwierzaki w tym serialu są naprawdę sprowadzone do roli kompletnych durniów goniących tylko za ciepłem człowieka, miłością i przyjaźnią. Jestem w stanie sądzić, że psy mają jednak głębsze przemyślenia na to i owo niż autorzy serialu. Zapewne głównym celem stworzenia "Psiego seca" było wzruszenie ludzi i zmuszenie ich do gadania w kółko: "Ach, te zwierzaczki!" albo "Zobacz, ludzie to tak nie potrafią kochać...". Wszystko zostało do bólu przesłodzone i upiększone. Psy wyidealizowane, ludzie w trzech czwartych źli i bezduszni. Zazwyczaj jedyną sprawiedliwą okazuje się tylko Pakulnis, która wielokrotnie ratuje kochanego i kochającego kundla z opresji - a to za pomocą kwiecistej przemowy skierowanej do grupy podburzonych wieśniaków, a to znów dzięki swej nieporadności i głupocie pozwalającej psu na iście einsteinowskie pokazy geniuszu. Często wydaje się, że psy - tutaj o rozumku daleko mniejszym od mózgu Kubusia - są jednak o niebo inteligentniejsze od swych właścicieli. Idąc dalej można od razu domyślić się końca całego serialu. Oczywiście zostanie wyprodukowane jakieś, powiedzmy, dwanaście filmów pełnometrażowych bazujących na ogranym motywie opanowania Ziemi przez rasę istot ukrywających się pod maską ciamajdowatości i durnego ganiania za własnym ogonem. "Planeta kundli" zostanie wyemitowana we wszystkich kinach świata, a ludzie, dotychczas nieświadomi swej ślepoty, wyjdą na ulice zabijać Bogu ducha winnych władców wszechświata, a może i nawet Ziemi.

Zamiast takich bzdetów, na które idą nasze pieniądze lepiej skupić się na pomocy psom, które w zimie nie mają co do pyska włożyć. Chociaż właściwie, skoro i tak mają opanować planetę, to może od razu podejmijmy zapobiegawcze kroki i wygłódźmy cholerstwo! Tak jest! Polecam "Tajne akta psiej agencji". Podczas pisania daleko zhiperbolizowanej recenzji serialu "Psie serce" nie został uszkodzony żaden pies w stopniu uniemożliwiającym mu funkcjonowanie w społeczeństwie. Dziękuję za uwagę.

Piccolo
pokefil@wp.pl