O muzyce w TV słów kilka
Zanim rozpocznę swe wywody, tytułem wstępu: nie jestem "100-letnim zgredem, który nie rozumie współczesnej muzyki", jak mogą to sugerować niektórzy. W moim odczuciu jestem wprawdzie stary (20 lat tuż, tuż), ale bez przesad. Jeśli chodzi o moje kwalifikacje dotyczące oceniania muzyki, w klasie maturalnej byłem na fakultecie humanistycznym, na którym to mieliśmy szereg doskonałych zajęć dotyczących głównie naszych zainteresowań. Jednym z takiego cyklu tematów był problem kiczu w sztuce, a ja zajmowałem sie właśnie muzyką. Bogatszy o te doświadczenia chciałbym napisać trochę właśnie o muzyce w wydaniu TV.
Na pierwszy ogień pójdą dwa programy muzyczne emitowane co tydzień na antenie "Jedynki". Chodzi mi o: "Myślisz o kimś, wybierz teledysk" i "Kolejkę – listę przebojów". Oba te programy oprócz osób prowadzących różnią się tylko porą emisji. Cała reszta jest identyczna. Emitowane są te same piosenki, dziwne, ale zazwyczaj są to jakieś "wakacyjne hopsasasa" ewentualnie inny niezwykle prymitywny hip-hop, którego cały przekaz zawrzeć można w zdaniu "kradnę, ćpam bo jest źle" (ale zamiast zrobić cokolwiek, to tylko stękam, że cały świat jest przeciwko mnie!). Broniąceę - nie mam nic do hip-hopu. Pod warunkiem, że prezentuje on jakiś poziom i treść. Naprawdę po raz 1000 słuchać, że jest źle, jest po prostu nudno. Są przecież zespoły (N. A. S., Slums Attack, czy Kaliber 44), których poziom jest w moim odczuciu wysoki. Reszta to w większości nędzne kopie. Ale to właśnie te "nędzniaki" promowane są na antenie TV. Kto nie wierzy, niech włączy np. TVN w sobotę między 10.30 a 12.30. Jeśli zaś chodzi o inne piosenki emitowane w tych programach - nie mam nic do tego że komuś podoba się Christina Aguilara, Britney, czy inny jęczący blond-produkt z taką ilością plastiku, że można by z nich odbudować WTC, ale trzeba wiedzieć, gdzie jest granica przyzwoitości. A jeśli panu Kwiatkowskiemu podobają się piosenki tego typu to niech nagra sobie jeden odcinek i ogląda go, gdy najdzie go ochota. Bezsensem jest dublować dwa identyczne programy, tylko pod inną nazwą. Ktoś się pewnie spyta: skąd tak dobrze znam je? Już mówię, oglądałem je, gdy Garou był w TVP na fali (przed Sopockim Festiwalem), a teraz uśmiech na mej twarzy gości, gdy słyszę (i widzę!) siostry Las Ketchup i "Asereje". Piosenka ta, mimo iż jest typowym przykładem kiczu, wprawia mnie w dobry nastrój. Może to efekt szatańskiego przekazu, bo podobno kościół w Hondurasie stwierdził, że piosenka ta jest o diable...
Programem innym o 180 stopni jest oczywiście "Kręcioła". Moim zdaniem jest to najlepszy program muzyczny w TVP. Oczywiście nie robiła go TVP, tylko agencja Jurka Owsiaka. Dzięki niemu co tydzień dowiadujemy się nowych szczegółów o Festiwalu Woodstock w Żarach, bo relacja w "publicznej" ostatnio szła około (wiem bo oglądałem) 1.15 w nocy. Pewnie bali się, by Owsiak nie pokazał jakichś orgii, czy innych wulgaryzmów. Zamiast wulgaryzmów o pierwszej w nocy usłyszałem "Bolero" Maurice'a Ravela w wykonaniu symfonicznym. I co? Zamiast zostać wygwizdanym przez blisko ćwierćmilionową publikę orkiestra dostała duże oklaski. Mamy więc pozytywne wibracje z Żar w środku nocy. Co dla przeciwwagi? Lansowany przez TVP idol nastolatek z włosami w kolorze marchewki, ze złomem w takiej ilości, że w skupie dostałby za ten złom fortunę (jedyne za co tego pana lubię to fajne tatuaże). Oto Michał Zajebisty, pardon, chodziło mi o Michała Wiśniewskiego. "Zajebiście" to jedyny chyba przymiotnik {Przy-miotnik? ;)} jakiego nauczył się on podczas lat szkolnych. I tak wygląda idol większości gimnazjalistek w naszym kraju. Jasnym jest, że nie darzę zbytnią sympatią pana W. Jest jednak coś za co go szanuję. Jest to jego stosunek do dzieci z domów dziecka. Tu ma dużego plusa (ale to i tak niewiele pomoże, bo cała reszta to minusy) Mam tylko nadzieję, że gdy nie ma kamer telewizyjnych jest on w stosnku do tych maluchów taki sam!
Zobaczymy co teraz u jednego z konkurentów telewizji publicznej. Włączmy TVN. "VIVA" – muzyka podobna jak w "Jedynce". Trochę plastikowego disco, trochę hip-narzekania. Ale oprócz tego dwójka wspaniałych prowadzących. "Małgo" (czyżby wstydziła się swojego prawdziwego imienia – w/g mnie nawet Gośka brzmi lepiej). Ale ja nie jestem QL to skąd mogę to wiedzieć? Jest więc Małgo, a oprócz niej do wyboru "Daro" (Darek) oraz "Grzesiu" (niech by spróbował wymyślić jakiś głupo-skrót,). Właśnie prowadzący są chyba największym problem "VIVY". Gdy program prowadziła Magda, Odeta, czy nawet niezbyt rozgarnięty Wit(ek?) to jeszcze jakoś to było, mimo iż muza i tak była w/g mnie do bani. Ale Ci prowadzący??? Skąd oni ich wzięli? Z konkursu "Głupol i beztalencie roku"? Mam nadzieję że nie, choć wszystkie znaki na ziemi i niebie na to właśnie wskazują.
Nadeszła pora na kolejną ze stacji. Polsat. Nie będę zajmował się "Disco Relaxem" i resztą programów disco-polo. Zajmę się "Idolem". Śpiew kandydatów ocenia tu jury, które jest jak najbardziej normalne... w 75%. Bo jedynym wyjątkiem jest pan Wojewódzki, któremu wydaje się, że jest nie wiadomo jak wielką gwiazdą. Temu człowiekowi męczenie ludzi swymi chamskimi odzywkami sprawia chyba wyraźną przyjemność. Nie wiem, czy pan Kuba miał trudne dzieciństwo, może koledzy się nad nim znęcali i teraz on odbija to sobie na uczestnikach programu? Jest jednak coś, co razi mnie jeszcze bardziej. Stosunek, jaki ma on do osób biorących udział w programie jest jaki jest, OK. Ale co mają znaczyć głupie docinki w stosunku do pani Zapendowskiej? Przecież ona mogłaby być jego matką! {No, weźmy poprawkę na to, że Kuba dość młodo wygląda ;).} Nie wiem, czy godzi się ona na to tylko dlatego, że "scenariusz tego wymaga", ale ja na miejscu tej kobiety dałbym mu po prostu w pysk. Niech wie, że do starszych z szacunkiem trzeba się zwracać.
Skoro jestem już przy "Idolu" to poznęcam się jeszcze troszkę nad zwyciężczynią tego programu - Alą Janosz. Nie będę pytał "kto ją wybrał?", bo zaraz odpowiecie: widzowie. Ale pamiętajcie że "...nieważne jak głosują ludzie, ważne kto liczy głosy..". I kto to powiedział? Józef Stalin, a miało to miejsce po referendum z 1947 roku w Polsce. Cała sprawa zaczęła brzydko pachnieć już, gdy dowiedziałem się że mała (11-letnia) Ala wygrywała liczne festiwale dziecięce, oczywiście organizowane przy wsparciu Polsatu. {Hmm, byłabym ostrożna w takich oskarżeniach, bo Ala wygrała też np. odcinek "Szansy na sukces" (ostatnio oglądałam, powtarzali) i śpiewała na Sylwestrze w Dwójce rok temu (też powtarzali, też oglądałam), a także grała bodajże Wendy w musicalu "Piotruś Pan" u Stokłosy. O ile się nie mylę, z tymi występami Polsat nie miał wiele wspólnego. Co oczywiście nie może być dowodem na to, że Ala nie ma "kontaktów".}Wygrał po prostu swój, bo niby czemu miałaby wygrać "jakaś Flinta" (Ewelina, która była moją faworytką) skoro sam pan Leszczyński rozpoznał ją z festiwalu w Żarach. "Ach te wstrętne Żary i Owsiak". Przecież nie możemy promować Flinty, która potem będzie w "Dwójce" u Owsiaka śpiewać. I tak wygrała Ala. {Hihi, jestem ciekawa, co sobie myśli Polsat, kiedy ogląda Alicję na Dwójce :).} Jest to moja teoria, z którą można oczywiście się nie zgadzać! Wizernek wykreowany przez Alicję doskonale pasował do disco-popowej atmosfery Polsatu. Jednak na razie krytykuję małą "Idolkę", a nie powiedziałem jeszcze słowa o jej śpiewie. Teraz powiem. Wczoraj (1.I) leciał program, w którym finaliści "Idola" śpiewali piosenki, każda z innego dziesięciolecia. Taka podróż przez epoki. Ali przypadły lata 90-te (a może sama je sobie wybrała?). Zaśpiewała piosenkę 4 Non Blondes "What's Up?". "Zaśpiewała", chociaż stosowniejszym byłoby określenie "zakwiczała". Jeszcze lepszy był "układ choreograficzny" podczas śpiewania refrenu. Mała Ala dostała padaczki? A może to nowy taniec o nazwie "mam stado os w nogawce?". Z tej wzruszającej rockowej ballady zrobiła ona... No właśnie - co? Nie wiem nawet, jak to określić, przypomniała mi się jednak Britney śpiewająca "Satisfaction" Rolling Stonesów. Odczucia były podobne.
Liczne, przytoczone przez mnie przykłady pokazują, że telewizja, zarówna publiczna jak i komercyjna, rozkochana jest w tandecie i szmirze, która udawać ma muzykę. To prawda, nie można jednak zapominać, że są programy muzyczne, które nawet ja oglądam z przyjemnością. Wymienię kilka, bo nie mam zamiaru szukać do jutra. Koncert Edyty Geppert, koncert "Raz, Dwa, Trzy", występ Kazika Staszewskiego na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu z piosenkami Kurta Weilla (2 lata temu!), koncert "I muvrini" i Garou w Sopocie, program artystyczny "Pod dachami Paryża", gdzie śpiewano hity piosenki francuskiej po polsku. Niewiele tego niestety, ale dobre i to. W końcu jak mówią - "na bezrybiu i rak ryba". Mam jednak nadzieję, że w nowym roku proporcje te ulegną zmianie.
Zlotto
zlotto@interia.pl
PS. Jeśłi ktoś ma ochotę, zapraszam do rzeczowej polemiki na argumenty. Mail pewnie jest podany gdzieś niżej. {Albo wyżej, jak się Tawanannie zachce przesunąć ;). Jeśli ktoś chce, może się ze mną skontaktować. Chętnie poznam go z moimi zainteresowaniami muzycznymi, by mógł się lepiej przygotować.