Andrzej Mahdi
Przy okazji napawania się jakimiś amerykańskimi filmami, których fabuła sprowadzała się do ukazania małości człowieka i tego, że jednak może coś zdziałać, kiedy połączy swe siły Portugalia z Chinami, zacząłem myśleć, dlaczego w Polsce dają nam taki chłam. Może zejdę z tematów stricte telewizyjnych, ale wybaczcie mi proszę. Zresztą nie, nie wybaczajcie mi jeszcze, bo nie wiem, czy zawinię.
W kinie polskim źle się dzieje i to wie każdy. TVN puścił ostatnio wiele kinowych hitów, które powstały w naszym dumnym kraju. Przypomnijcie sobie "Prawo ojca", "Chłopaki nie płaczą". Niestety nie zobaczymy pewnie przez jeszcze długi czas na żadnej publicznej stacji "Dnia świra", ani "Ediego", ale to inny chlebek. Jedyne, co produkujemy, to kolejne ekranizacje lektur szkolnych. Mnie to już zaczyna denerwować. Zresztą już od dobrych czterech lat bojkotuję te cholerne superprodukcje stworzone przez Hoffmana albo innego starego Wajdę. Ten ostatni koleś to już mnie zupełnie denerwuje. Teraz pewnie jacyś malkontenci krzywy wzrok i zaczyna się: Ależ Piccolo, a nam się zdawało, że ty taki dobry chłopiec, szanujesz starców, kościół i masz pełne zrozumienie dla drechów, a ty tutaj tak obrażasz barona, filar, wręcz śrubę trzymającą cały ten klozet przy podłodze od staruchów. Bu. A i dobrze. Sobie mówcie, ale wśród Was są ludzie, którzy chcieliby przejść się do kina na coś polskiego, gdzie nie występowałby Pazura w jakiejś komedii anatomicznej i gniot reżyserii jakiegoś piernika. Nie chcielibyście się przejść? No właśnie. Ja też!
I dlatego zróbmy coś z tym. Nie dawajmy im pieniędzy i koniec. Jak na taką "Starą baśń" Hoffman wyłoży powiedzmy 25 mln złotych to zwróćmy mu te 2-3, jak nas zmusi pani w szkole, bo wycieczka. Staruszki zbankrutują i się skończy. Ten pieprzony komitet zauważy, że ramole przestały się podobać porządnym ludziom i da może ciężki szmal naszych matek i nasz własny zlany potem grosz jakimś młodym, kreatywnym ludziom z fantazją. Pamiętacie "Dług"? Kasy to oni wiele nie mieli, ale patrzcie, co wysmażyli. Superfilm, który budzi ludzkie uczucia, a nie organy podnoszące kwasotę żołądka. "Edi" w ogóle jest najlepszym przykładem. Film jest super i zasłużenie został reprezentantem Polski na gali Oskarów. Chociaż tutaj chyba na równi bym stawiał złomiarza ze świrem Kondrata. "Tereska" też Was chyba ruszyła, prawda? Mam nadzieję, że zobaczyliście w tym obrazie coś więcej niż życie ulicy. W "Blokersach" też można dostrzec drugie, wcale nie ukryte, dno historii. Tanie filmy robią furorę, bo niektórzy wspaniali ludzie chcą przerwać tę tyranię i pokazać, czego są warci. Jeżeli nie przewróci im się w głowach od kasy, którą mam nadzieję zarobią, to pomyślcie, co stworzą w następnej kolejności! Na pewno film, który zagra na strunach naszej duszy i pozbawi nas złudzeń, kto jest lepszy w kręceniu dobrych movies. Ale wina leży po naszej stronie. Bo jak stado baranów łazimy na kolejne pustynie i w puszcze, dajemy się zawrócić z drogi przez jakieś denne "Quo vadis". Wystarczy iść na inny film. Ich jest dużo, a 70% lepszych od polskich superprodukcji. Nie twierdzę, że wszystkie nasze filmy są do dupy, ale superprodukcje takie są. Filmy takie jak "Yyyyrek..." albo "Jak to się robi z dziewczynami" ukazują po prostu naszą prostotę (często zresztą wyolbrzymioną).
Chcemy wypaść na nie wiadomo kogo i łazimy na te gnioty. Wielcy sarmaci, ludzie światowi popierający Polskę w jej dążeniu do Europy chadzają na te wielkie, drogie, sławne i gówniane Pany Tadeusze, bo chcę pokazać, jak to oni kochają Słowackiego i Mickiewicza. A co naprawdę czytają w domu i jakiej muzy słuchają, poza Mozartem i Chopinem, co do których to deklarują zawsze?
Pamiętacie "Ferdydurke"? Nauczyciel spytał kolesia: "Dlaczego Słowacki wielkim poetą był". A ten się głowi, męczy i w końcu wybucha: " Nie wiem, proszę dać mi spokój. Mnie on naprawdę nie kręci, ja po prostu nie lubię poezji przez takie pana gadanie, a może i bym polubił?" Cytat nie był dokładny, więc do wypracowań go nie angażujcie. My też powinniśmy tak zrobić. Nie zmuszać się do czegoś, co nas nie kręci i nawet pogadać z rodzicami, nawrócić ich. Żebyśmy nie udawali, tylko wzięli sprawy w swoje ręce. Po co być jakimś luzakiem i oglądać chrzaniony "Rower Błażeja" albo dawać kasę durniom, których Wajda i inne grzyby podpłacają już i tak solidnie? Staś Tarczewski był to według mnie chory człowiek i miał chore poczucie patriotyzmu, spodobałby się Piłsudskiemu (swoją drogą wiecie, że mózg marszałka Józefa był o 50% cięższy od mózgu zwykłego człeka? Przeczytałem to na wystawie "Portale pamięci"). ALE nasz Sienkiewiczowski Polaczek zrobiłjedną rzecz, która mnie poruszyła, jak miałem te 8 lat i pierwszy raz czytałem jego dzieje. Mahdi postawił go przed konfliktem tragicznym. Znaczy się, że każdy wybór pośle go do piachu. Albo wybiera od razu śmierć albo przyjmie religię Mahdiego, jakakolwiek by ona nie była. Wtedy Stachu rzekł z piersią dumnie wyprężoną, kolanami nieugiętymi i buńczuczną minę na facjacie swej szlachetnej: "Nigdy, udawał ja nie będę, bo ja katolik jestem i żaden Allach rozkazów dawał mi nie będzie. Wiem, że mnie teraz nie lubisz królu złoty, ale ja jestem taki twardziel właśnie i modlę się do Boga, tego co to dywaników nie wymaga!" Cytat niedokładny, więc nie angażujcie go do wypracowań.
Broń Boże, żeby brać sobie Tarkowskiego za ideał. Jak Was dorwie banda drechów i spyta kogo wolicie: Myslovitz / Nirvana / RedHot / cochceszizacodałbyśsiepociąć czy Cieciucha i Shazzę to bezwłocznie wybierzcie to drugie! ALE kiedy nikt nie grozi Ci poniżeniem, śmiercią lub trwałą wzroku utratą albo zdolności mobilnego przemieszczania się to walcz, stary\a! Nie dajmy się, nie bądźmy baranami w stadzie. Mój styl to Twój styl to tylko reklama, już chyba wiesz, że telewizja kłamie, nie wszystko możesz mieć. Skończmy z naszym sztucznym polskim szlachectwem i zamiast Podbipięty oglądajmy samych siebie. Sienkiewicz i Mickiewicz byli wspaniałymi ludźmi, twórcami jak się patrzy, ale to było dawno. Chyba każdy rozumie, że ich ideały nie mogą znajdować odzwierciedlenia w naszym życiu, a tym bardziej w życiu prywatnym, które w wielu przypadkach kręci się koło srebrnych i szklanych ekranów.
Piccolo
pokefil@wp.pl
Prawdziwą tragedią dla człowieka najczęściej nie jest niemożność dopięcia celu, ale rozczarowanie, którego doznaje po osiągnięciu tego, czego pragnął. Dlatego być mądrym życiowo to znaczy taki wybór celów, aby nie utraciły one swojej wartości, z chwilą, gdy zostały osiągnięte. Nieważne kto to powiedział, ale życzę młodym twórcom filmowym i wszystkim, którzy brali udział w OFF-ensywie polskiego kina takiej właśnie życiowej mądrości. Dzięki za wszystkie przeżycia.