Pij mleko
Zrobisz wielki program
Czy programy, których twórcy nie boją się krytykować, mają prawo zastnieć? Czy coś, czego nie prowadzi jakiś znany dupek ma prawo żyć własnym życiem i mieć się całkiem dobrze? Czy mały seans zajawek, wspominek i zgryźliwych komentarzy jest w stanie odciągnąć kogoś od Kościoła? Oczywiście, że tak! "Kinomaniak" nie rzuca się w oczy. Jest emitowany na TV4 - stacji niezbyt popularnej. Oglądać go trudno, bo jest osadzony w czasookresie, który zazwyczaj wypełniają obiady i wycieczki maluchem. Jednak kilka razy udało mi się obejrzeć ten program i jestem szczerze zaskoczony w całym pozytywnym znaczeniu tego słowa. Kilkadziesiąt minut filmowej przyjemności zgrabnie sklejane w całość przez Artura Pietrasa.
Uwielbiam dobre filmy i staram się chodzić na wszystkie do kina lub obejrzeć je na wideo czy w telewizji. Niestety nie zawsze starcza czasu, pieniędzy lub chęci. Jednak zawsze warto wiedzieć na co się wybrać, jeżeli nadarzy się okazja. Co tydzień mamy możliwość zapoznania się z kilkoma filmami dzięki programowi "Kinomaniak".
Składa się on z wielu urywków z filmów. Każda taka zajawka pozwala nam wyrobić sobie jakieś zdanie o obrazie, ale nie zdradza nic z jego treści, co potem mogłoby odebrać nam przyjemność z jego oglądania. Póżniej możemy zapoznać się z opinią prowadzącego. Są one często złośliwe i zgryźliwe, co bardzo mi się podoba. Mimo wszystko, ja też raczej szukam dziury w całym niż rozpływam się w zachwytach. Często dochodzi do interesujących wspomnień z filmów bardzo ambitnych, bardzo pięknych i bardzo starych, których nie dane było mi obejrzeć. Z nimi właśnie porównywane są najnowsze hity, z nimi też zostają skontrowane filmy słabe.
Jeżeli kiedyś mieliście w swoich rękach magazyn "Film" to wiecie już, jaki klimat ma "Kinomaniak". Jest to więc klimat wszechobecnej, prostej i trafiającej inteligencji, przepełnionej wspomnieniami i porównaniami. Jest to kawałek wysublimowanego smaku i gustu w sferze ekranowej muzy w nudne niedzielne popołudnie. I w końcu jest to aura pewnej niepoprawności, która nie boi się sporo namieszać, może nie w świecie, ale w środowisku na pewno. Wspominam o "Filmie", bo jest to najlepsza gazeta jaką trzymałem w moich chciwych łapskach. Ze szczerym uśmiechem i wzruszeniem myślę o tym tytule. Kiedy w końcu znajduje się na moim biurku, zawsze bral czasu na jego przeczytanie. Więc w weekendy robię sobie taki wieczorek filmowy, kiedy czytam, oglądam i patrzę. I coraz bardziej cieszy mnie to, że chociaż jeden jest program w polskiej telewizji, który patrzy na cały przemysł filmowy z lekkim przymrużeniem oka. Prawdziwym przymrużeniem, które oznacza również szczyptę rozbawienia, jakiego doznajemy obserwując raczkujące dziecię. Podobnie raczkuje wciąż nasza kinematografia. Co dziwne raczkuje, stawiając czasami niepewne kroki, po latach biegów i skoków. Dobrze, że jest taki czas w tygodniu, kiedy możemy zobaczyć to jeszcze dokładniej.
W "Kinomaniaku" często są pokazywane też wywiady. Z różnymi osobami. Z kolesiem, który przetłumaczył "Shreka" i stworzył go praktycznie od nowa, z aktorkami, modelkami, reżyserami i twórcami offowymi. Możemy tu łatwo dostrzec nie kłamany luzik tych rozmów, w których nie sposób wyczuć błażejoworowerowego zakłamania, nawet jeżeli gdzieś tam jest za kulisami. Możemy zobaczyć tutaj, jak bardzo ludzie, reżyserzy, twórcy próbują odszukać swoich widzów, dogodzić im i w końcu ich spotkać. Jednak rzadko im się to udaje. Nie dzieje się tak, bo robią gówniane filmy. Tylko Polacy nie mogą się przełamać i przestać wierzyć w hasło: "Droższe to i lepsze". Widać, jak twórcy próbują szokować tworząc obrazy kontrowersyjne. W sposób przesadzony nagłośnione i wystylizowane na łamacze obiegowych opinii i skostniałego lodu konserwatywnego spojrzenia na kino, jako grzeczne narzędzie politycznej walki. Był więc wywiad z tym, który wykreował "Golasy", pojawiały się wzmianki o tym, który chciał pokazać inną stronę Wiśniewskiego, a w końcu wyświetlili jego dzieło w kościele.
Są też relacje z planów filmowych i najważniejszych wydarzeń środowiska filmowego. Kolejną zaletą "Kinomaniaka" jest to, że nie jeździ on tylko na Oscary i Złote Palmy, Lwy i Kaczki, tudzież Maliny, ale także na festiwale offowe, o których mało kto wie, a jeszcze mniej ludzi ma dostęp do filmów na takich festiwalach pokazywanych.
"Kinomaniak" dostał ostatecznie zasłużone miejsce w "Filmie". Szukajcie go gdzieś koło 105 strony w "Seansie domowym TV". Możecie zapoznać się tam z "odkulisowymi" przygodami Pietrasa przy wysmażaniu dla nas kolejnego odcinka programu. Lektura ciekawa, czasem śmieszna, czasem poważna. Często możemy napotkać tam typowo dziennikarskie spojrzenie na problemy. Przyjrzyjmy się jednak do jeszcze jednej wspaniałej cechy programu telewizyjnego.
Jest nią scenografia. Nie jesteśmy znudzeni wciąż tym samym studiem, bo wielokrotnie Artur zabiera nas na wycieczki. Raz odnajdujemy się więc w remontowanym domu, kiedy indziej na stadionie. Wszystkiemu towarzyszą wstawki - albo sklecone z kadrów istniejących filmów, albo zmontowane przez zespół redakcyjny. Jakkolwiek by było, wprowadzają one charakter programu. Charakter zabawny i bardzo samodzielny. Wesołe kadry z amatorami, specjalnie grającymi sztucznie swoje role, spotkania z niekiedy spiętymi gwiazdami. Wszystko to dostarcza miłego wrażenia kolidowania z utartymi schematami i porą mszy dla młodzieży.
Emisja w niedziele w samo południe na TV4
Piccolo
pokefil@wp.pl