NAJGORSZY PROGRAM TELEWIZYJNY 2002
Laureatem tej nagrody zostaje program stacji POLSAT - Idol - który był bezkonkurencyjny wobec przeciwników. Zwycięstwo było druzgocące i niepodważalne. Program pobił wszystkie rekordy chamstwa, złośliwości, robienia szumu wokół niczego, reklamowania tandety w ładnym pudełku.
Pod koniec bieżącego roku podsumujmy działalność tego telewizyjnego kiczu. Otóż Idol powstał w celu nie wyłonienia gwiazd, ale nadania rozgłosowi stacji POLSAT i czerpania niewyobrażalnych zysków z reklam. Jest to stacja typowo komercyjna, przedkładająca pieniądze nad wszystko i zajmująca się głównie ich pomnażaniem. W programie pozycja SUPERKIT, czyli najlepsze powtórki po raz piętnasty.
Kto wykaże się największą głupotą i wyśle najwięcej SMS-ów, ten otrzyma płytę w rekompensacie za brak komórek mózgowych. Superpomysł - licytacja na ślepo. Nie losowanie, prawidłowa odpowiedź, tylko czysty zysk z SMS-ów, każda osoba będzie liczyć się wielokrotnie. Gdyby tak cały zysk z Idola szedł na cele charytatywne...
Pokazywanie występów nie najlepszych, zapowiedzianych: "Ci śpiewali ładnie, ale te osoby, no cóż..." czy coś tym stylu. I śmiech, szydera z występujących. To ma niby odstraszać osoby nieposiadające talentu. Jednak gdyby ludzie posiadali jakieś uczucia, mogliby wziąć pod uwagę fakt, że komuś może zrobić się smutno i przykro, kiedy publicznie, w telewizji, naśmiewają się z niego. Ale to uczestnicy wiedzieli o takiej możliwości i sami decydowali się na "sprawiedliwy sąd ekspertów od muzyki". Komuś mogło coś się nie udać, pójść nie tak, ale obrazić trzeba, bo by nie przeżyli. Nie wyobrażam sobie, jak ktoś mógłby tak postąpić. A wszystko dla mamony, całe te reality-show, goładupa-show, amazonki i buszmeni-show, big brother, small brain-show, trumna-show i wiele podobnych. Takaż to nasza cywilizacja śmierci. Śmierci nie tyle cielesnej człowieka, lecz gorzej - przede wszystkim duchowej. Już nie ma ideałów, nie ma wzniosłych celów, tylko skoki do przepaści, turnieje czterech skoczni - kto jak najgłębiej spadnie na dno życia. Skok w dal - tylko tyle, że teraz skacze się do tyłu. Po prostu zamienili start z metą. Nasze przyśpieszenie jest rzeczywistym hamowaniem. Rozwijając się cofamy się w rozwoju. Nie martwcie się, niedługo australopiteki takie jak ja zawładną planetą i każdy dostanie banana, a nie wybrani bogacze. Każdy będzie pracował na "farmie bananowej." Niedługo. Tylko wszyscy pomrzemy i będzie lepiej.
Slavik
Slavik_1@wp.pl