Czy w TV jest miejsce na "ambitną muzykę", czyli po koncercie Edyty Geppert

W okresie przedświątecznym nasza wspaniała telewizja publiczna, a dokładniej drugi program uraczył nas programem muzycznym jakże innym od tych prezentowanych dotychczas. Był to koncert znakomitej artystki, bardzo popularnej w II połowie lat 80-tych, trzykrotnej (jedyna, której się ta sztuka udała!) laureatki nagrody Grand Prix w Opolu. Laureatki Wiktora w roku 1987 i 1988 – nagrody telewidzów dla najciekawszej osobowości TVP. Chodzi mi o Edytę Geppert. Specjalnie przypomniałem jej sylwetkę, bo zawistni ludzie nazwać ją mogą gwiazdą jednej piosenki (ewentualnie dwóch).

Podczas niespełna godzinnego recitalu pani Edyta zaprezentowała piosenki ze swej nowej płyty pt. "Wierzę piosence". Tytuł jest lekkim przeinaczeniem tytułu szlagieru autorstwa nieśmiertelnego "Pianisty" – Władysława Szpilmana, pt.: "Nie wierzę piosence", którą wykonywał kiedyś Bohdan Łazuka. Oprócz tej piosenki oraz ciekawego utworu "A jak się nie sprzeda pani Geppert?", który jest aluzją do porad tzw. promotorów dotyczących wizerunku scenicznego pani Edyty, że to niby nie te czasy, nie ten styl i ogólnie wizerunek sceniczny nie jest adekwatny do czasów współczesnych, wykonane zostały jeszcze inne z nowej płyty (nie znam niestety ich tytułów, bo płyta kosztuje 45 złotych, nie mam od kogo pożyczyć, a jak się spytam o nią na "bazarze" to mnie tylko wyśmieją). Wspólną cechą piosenek był jak zwykle wysoki poziom wykonania oraz niebanalna treść. Wiem, że brzmi to jak żywcem wyciągnięte ze szkolnego wypracowania, ale nie wiem co mam napisać. Te piosenki mają po prostu w sobie "to coś", co sprawia, że są właśnie takie dobre. Nie zabrakło oczywiście nieśmiertelnego hitu "Jaka róża, taki cierń" – dramatyczna treść i wykonanie sprawiły, że podczas słuchania tej piosenki przeszły mnie dreszcze. Jeśli w tym niespełna godzinnym koncercie można mówić o wielkich nieobecnych to zabrakło oczywiście "Kocham Cię życie", ale podejrzewam, iż było to celowe działanie mające na celu właśnie zerwanie z tym wizerunkiem gwiazdy jednej piosenki.

Podczas występu tego doszło do miłego dla artystki momentu. Udekorowania złotą płytą za płytę "Pytania do księżyca". Gościem specjalnym konertu był pan Jacek Cygan, zaproszony zapewne z tytułu autorstwa kilku piosenek. Niestety (znowu narzekam, i będę to robił do końca tego tekstu) poza jedną kwestią wypowiedzianą (wyśpiewaną?) podczas jednej z piosenek ten zasłużony autor pełnił tylko rolę niemej ozdoby. Nie jestem pewien, czy wstydził się on wypowiedzieć o swej koleżance z branży artystycznej, czy czekał raczej, aż zapowie go lansowany przez Polsat "szołmen" Kuba Wojewódzki (który notabene za takie wykonanie kolędy, jak to zrobił w "Szansie na sukces" winien zostać przynajmniej ukamieniowany. Dla niewtajemniczonych powiem tylko, że była to interpretacja na miarę "Mazurka Dąbrowskiego" w wykonaniu Edyty Górniak).

Cóż, pan Cygan dostał u mnie "minusa", ale i tak wspólnie z Agnieszką Osiecką jest jak na razie jednym z najlepszych polskich autorów piosenek. Ale tak naprawdę było to święto Edyty Geppert, a jej ponowne wykonanie piosenki "A jak się nie sprzeda pani Geppert?" było czymś w rodzaju "zagrania na nosie" współczesnym krytykom muzycznym lansującym różne tandetne i kiczowate gnioty w stylu Michała "Zajebistego Złomiarza" Wiśniewskiego. Pozostało mi tylko małe rozczarowanie. "Ich Troje" złotą płytę uzyskało po (mniej więcej) kilku dniach. Pani Edyta Geppert czekała na ta "złoto" wiecie ile? 5 lat! To nie żart, specjalnie sprawdzałem w necie, premiera "Pytań do księżyca" miała miejsce w 1997 roku! Z jednej strony tłumaczę to sobie dość wysoką ceną płyty (w MediaMarkcie w Poznaniu nowa płyta "Wierzę piosence" kosztuje 45 złotych), płyty "Ich Troje" są, z tego co sie orientuję, 15-20 złotych tańsze. Możliwe, że jest to jeden z powodów. Może zniżamy swój poziom do poziomu tego, co serwują nam media. A może pani Geppert sama jest sobie winna, bo nie nie zna współczesnych trendów muzycznych i nie jest po prostu "zajebista"???

Wiem jedno. Dzięki koncertowi Edyty Geppert (oraz emitowanemu kilka tygodni wcześniej "Raz, Dwa, Trzy" z piosenkami z albumu "Czy te oczy mogą kłamać") zainteresowani widzowie mogli przenieść się do "świątyni sztuki", gdzie "nabożeństwo muzyczne" odprawiała właśnie wyżej wspomniana. Osobiście wierzę, że tak długo jak w telewizji będą nadawane relacje muzyczne pokroju koncertu Edyty Geppert, tak długo nasz gust muzyczny nie zginie.

Zlotto
zlotto@interia.pl

PS. Niedługo pokuszę się chyba o analizę muzyki promowanej na łamach TV. Możliwe, że wy, czytelnicy, będziecie mogli poczytać o tym już w tym numerze "Wizji Telewizji" (jeśli oczywiście naczelna go zaakceptuje, bo pewnie będzie nieco ostry!). {Aż tak źle nie było, skoro zaakceptowałam :).