Dobranocki
Ale mnie temat trafił, no nie? Sporo spraw poruszanych było już na łamach WT, ale dobranocek jeszcze chyba nie było. Zaczynam więc pisanie, bo jeszcze mnie ktoś wyprzedzi :).
Chyba każdy z nas kiedy miał te kilka (naście? :)) lat oglądał dobranockę. Ja do takich się zaliczałem i zawsze zasiadałem przed telewizorem punkt 19.00. Kiedyś to były dobranocki - bez przemocy i gwałtów. Ale jakie bajki były wtedy emitowane?
Na pierwszym miejscu w moich rankingach znajdowały się "Smerfy", bardzo fajna bajka opowiadająca o przygodach i życiu przeciętnego Smerfa :). Oczywiście byłoby nudno, gdyby te Smerfy tylko sobie chodziły i robiły co im się podoba. {Czyżby "The Sims"? ;)} Jako zła postać, która próbowała pożreć (a mówi się, że wtedy bajki były bez przemocy) małe ludziki, występował zły i podstępny Gargamel wraz ze swoim kotem Klakierem. Smerfy mieszkały w lesie, a Gargamel nie mógł ich znaleźć. Rzeczą, która najbardziej urzekła mnie w tej bajce, były imiona naszych bohaterów. Oczywiście najważniejszym Smerfem był Papa Smerf. Z tego wywnioskować można, że Papa Smerf był ojcem pozostałych niebieskich ludzików. {Hmm, interesująca teoria. Tak sam? ;) A swoją drogą powiedziałabym raczej, że Papa był takim wodzem Smerfów ;).} Cała ta reszta miała takie oto imiona: Pasibrzuch (kojarzy wam się z AM?) {Kojarzy, kojarzy. Ale jesteś pewien, że Pasibrzuch był Smerfem? ;) }, Osiłek, Gapcio, Ważniak, Poeta, Pracuś (co do niego to nie wiem, czy mi się baki nie pomieszały, w każdym bądź razie chodzi mi o tego z ołówkiem za uchem) i wiele, wiele innych. Jedyną przedstawicielką płci pięknej była Smerfetka (powiem szczerze, że jej głos doprowadzał mnie do wymiotów). Z wiekiem zaczął mnie intrygować fakt, jak te Smerfy się narodziły? {No przecież Papa Smerf był ojcem pozostałych niebieskich ludzików ;)))). } Ale nieważne, to przecież tylko bajka. Bajka, o której mogę powiedzieć, że jest jedną z lepszych.
Kolejną dobranocką zasługującą na uwagę jest "Bolek i Lolek". Ich przygody są całkiem fajne. W przeciwieństwie do Smerfów, nie mają żadnych wrogów, którzy powtarzaliby się przez całą serię. Ot, wyjeżdżają na wakacje i pokazane jest jak np: uciekają przed bykiem, gonią ciuchcię, ciuchcia goni ich itd. Ich wyprawy są pełne przygód. Kolejną sprawą, która również zaczęła mnie ciekawić, to gdzie są rodzice Bolka i Lolka? Zginęli? A może akurat nie ma ich w domu? Właściwie to też nieważne. W późniejszych przygodach zaczęła się ukazywać dziewczynka, niestety nie znam jej imienia. Była to mała blondynka, trochę piegowata, z dwoma warkoczykami. Choć przebywała z dwoma chłopakami nie dawała zrobić z siebie "jelenia". Powiem więcej, prawie zawsze była pierwsza i bardziej pomysłowa od naszych bohaterów. {I tak trzymać! :) } Całej tej trójce brakowało tylko psa. Ale w kolejnej dobranocce pojawił się także pies. Wabił się Reksio (wymawiajcie jego imię szybko i po kolei kilka razy :)). Mieszkał sobie nasz Reksio w przytulnej budzie. Często mogliśmy zobaczyć, jak nasz bohater naprawia swoje mieszkanko, bo np. cieknie mu z dachu. Na dobra sprawę nie za bardzo wiadomo, gdzie mieszka Reksio, w mieście czy na wsi. Z jednej strony możemy często zobaczyć, jak karmi kury i świnie, a z drugiej nieraz wsiada do bagażnika samochodu i jedzie przez miasto. Trudno też określić jakiej rasy jest nasz bohater. Na jamnika to nie wygląda, na zwykłego kundla też nie (ten ogon) doberman? Nie. A kto jest właścicielem psa? Jedną z opcji jest chłopiec z blond włosami (we wszystkich bajkach występuje jakaś postać w blond włosach, czy to nie podejrzane?), a druga to starszy dziadek (ale określenie). Pamiętam, jak się Reksio przy goleniu zaciął maszynką swojego pana. {Jeśli maszynką swojego pana, to chyba tego dziadka. No, chyba, że mały blondynek... chociaż nie, to były bajki o charakterze wychowawczym i edukacyjnym :).} Zarówno Reksio jak i Bolek i Lolek nie wydają żadnych głosów, no, może oprócz takich typu: hura, hej ho, au, hau. Jednym słowem nie przemówią, chociaż Bolek i Lolek w późniejszym okresie nauczyli się tej sztuki.
Inną polską bajką jest niezapomniany przeze mnie "Kot Filemon". Kojarzycie? To taki mały kotek mieszkający na wsi razem z babcią i dziadkiem. Zawsze postacie tych dwóch osób bardzo mi się podobały. Po prostu w tej bajce dziadek wyglądał jak prawdziwy dziadek, a babcia jak prawdziwa babcia, a nie jakaś kobieta w średnim wieku, która próbuje wyglądać jak 20-latka. Filemon to kot o białej sierści, gdzieś tam ma brązową plamkę, jest przeciwieństwem (pod względem koloru sierści) do Bonifacego, starszego kota, o którym także nie wiadomo, czy jest jego ojcem (matką?), albo jakimś krewnym. Na pewno jest to kot stary, który nic by nie robił tylko wygrzewał się na piecu. Gdy Bonifacy udaje się na kolejną drzemkę Filemon próbuje łapać myszy, które harcują po domu. Oczywiście poza łapaniem myszy kociak chce poznawać świat w koło niego i tutaj z pomocą wyjaśnień przybywa Bonifacy, który już wie, do czego służą różne przedmioty czy rzeczy.
Oprócz tych bajek pamiętam (jak przez mgłę) inną rosyjską (radziecką?) bajekę pod tytułem "Wilk i zajac" (wilk i zając). Trudno mi jest na temat tej bajki cokolwiek sensownego napisać, ale ze szczątków obrazów, jakie zachowałem w swojej pamięci, przypomina mi się fakt, że wilk zawsze próbował złapać zająca. Ten mu się wyślizgiwał (zupełnie jak Tom i Jerry). Pamiętam też niezapomniana kwestię wilka: "niech ja cię złapię zającu" (czy jakoś tak :)).
Powyższe tytuły dobranocek wspominam bardzo ciepło. Na niektóre ("Bolek i Lolek") można jeszcze natrafić na TV Polonia. Ze swojego dzieciństwa nie pamiętam zbytnio bajek, które obfitowałyby w przemoc, choć uważa się mnie za dziecko wychowane na takich właśnie produkcjach, z czym ja jako 17-latek się nie zgadzam. Mam nadzieję, że przypomniałem wam choć trochę te niezapomniane tytuły.
Dishman
dishman@poczta.fm