"Świat na cztery łapy."
by
Ja, drogi Czytelniku życie miałem spokojne, w wydarzenia niebogate. Egzystowałem sobie od świtu do świtu: szkoła, domek, obiadek, znajomi, znajome, łóżeczko, powrót do domu... OK, z tymi dwoma ostatnimi punktami trochę się rozmarzyłem ;) W każdym bądź razie żyłem sobie cudownie schematycznie, cudownie rzekłbyś normalnie... Czemuż to żyłem? Czemuż nie żyję? Czyżbym normalność postradał, wariować zaczął?
Można tak powiedzieć.Dostałem psa.
Gość w dom...
Od początku wiedziałem, że będzie Biszkopt. Bo wszystko - poczynając od koloru - jest w nim Biszkoptowe. Poczynając od słodkiego pyska, przez czarne, wielkie jak pięć złotych oczy, aż po sam koniuszek Biszkoptowego ogona. Cztery łapy ma - wypisz wymaluj jak Biszkopt. I brzuch miękki. Zupełnie jak Biszkopt. Bo to Biszkopt po prostu jest!
Ale zacznijmy od alfy, a nie od "i jak imię". Otóż w pewną deszczową sobotę zawitał do nas szczeniak rasy labrador. Nie, żeby wziął nas z zaskoczenia: pies był, jak to się mówi, planowany. Ale niekoniecznie na początek owego deszczowego weekendu. Tym niemniej - usunąwszy wpierw wszystkie możliwe dywany - przyjęliśmy w nasze skromne progi nowego domownika.
Biszkopt, eksplorator.
Z początku wydawał wcale spokojny. A nawet - uwierzycie, moi drodzy - przestraszony! Piszczał trochę. Płakał trochę. Dużo się przytulał. Niewiele się bawił. Był taki smutny i śpiący...
A mnie tylko w uszach brzmiały słowa hodowcy. "Żywotne, drodzy Państwo, bydle. Oj, żywotne, żywotne."A słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Biszkopt zaaklimatyzował się w nowym środowisku; więcej! zaczął je poznawać, eksplorować, badać wszystkimi dostępnymi zmysłami. Z dużą przewagą zmysłu smaku.
Eksploracja rozpoczęła się od przysłowiowego mocnego uderzenia: Biszkopt podszedł na swych drżących nóżkach do wielkiego fiskusa, dumy i chluby mojej mamy, powąchał go ostrożnie, złapał delikatnie... i zupełnie bez subtelności zrzucił go na posadzkę. Po czym z dumą spojrzał na swe dzieło i wesoło machnął ogonem.
Od tego czasu jest wiem, że lepiej już było
Biszkopt, barbarzyńca.
Z daleka wypatrzył ofiarę. Podkrada się do nie niej najlepiej jak umie. Nisko na łapach. Głowa przy ziemi. Nozdrza poruszają się rytmicznie, próbując wyczytać z zapachu przeciwnika słabość, strach, lub beztroskę. W skroniach szumi adrenalina. Jeszcze parę kroków... Jeszcze tylko...
Słychać dziki warknięcie, następnie skok i paniczny pisk ofiary. Próbuje się ona wyrwać drapieżnikowi... ale na próżno - ten przywarł już do niej, przydusił ją swym masywnym ciałem. Szczęki zaciskają uchwyt. Oczy mrużą się z zachwytem, gdy opór ofiary powoli maleje....
Biszkopt upolował piłeczkę.
Biszkopt w jaskini lwa.
Trzeba ci wiedzieć, Czytelniku, że Autor tegoż artykułu ma kota... wróć... koty, w liczbie dwu. Czarnego, nazwany w przypływie nagłej poetyckiej weny Czarnym, oraz czarno-białego, który z powodu zgubnego wpływu reklamy zwie się Łaciatym. Koty miały w domu raj na ziemi, oazę spokoju, azyl. Miały, rzecz jasna.
Dostałem psa.
Teraz sytuacja ma się zgoła inaczej. Czarny, jako że z natury jest konformistycznym pacyfistą (i niech mi ktoś powie, że nie mam bystrego kota... widziałeś kiedyś, Czytelniku, człowieka, który byłby konformistycznym pacyfistą? A mój bystry kot jest!). Kocur bowiem żyje wedle złotej zasady: jak będzie, tak będzie, ale będzie. Psa akceptuje, z ojcowską cierpliwością znosi Biszkoptowe zabawy... Ogólnie radzi sobie, jak umie.
Inaczej jest z Łaciatym. Łaciaty sobie w kaszę dmuchać nie da. Biszkopt jest przez kota po kątach rozstawiany. I piszczy wtedy niemożebnie, płacze Biszkopt eksplorator, ryczy Biszkopt barbarzyńca...
Osaczony przez dwa razy mniejszego kota.
Biszkopt Ośla Ławka.
Każdy z właścicieli psa bez wątpienia wie, że nauczenie czworonoga toalety ma znaczenie priorytetowe. Nie inaczej okazało się być i w przypadku mojego małego bydlęcia. Biszkopt bowiem wystawił jakości mego wychowania ocenę niedostateczną z wykrzyknikiem: wyszedł na sam środek przyjęcia urodzinowego mojego taty i przed całą rodziną zrobił to, co nie trzeba. Przyprawiając mnie tym samym o czerwone ze wstydu uszy.
Od tego czasu edukuję Biszkopta ogniem, a mieczem.Cóż, przyznać muszę, że moja psina charakteru miętkiego nie ma. Mogę nawet powiedzieć, że Biszkopt to bydle krnąbrne wyjątkowo. Z początku bowiem czworonóg uczył się czystości wedle zasady: "na złość babci odmrożę sobie uszy". Czyli dwór dworem, ale nie ma to jak środek przyjęcia. I proszę na mnie nie krzyczeć, bo się obrażę i merdać nie będę!
Ale teraz postęp uczyniliśmy już znaczny: wiemy co jest "fe!", a kiedy jesteśmy "grzeczny Biszkopt".
Biszkopt, panaceum.
Świetny dzień masz, nie ma co. Najpierw pociągu opieprzył cię konduktor, bo zdjęcie niewyraźne. Potem dostałeś dwa dodać z bardzo rzecz jasna ważnego sprawdzianu z pantofelków i euglen. Potem opieprzyła cię dziewczyna, bo tak, a nie inaczej. Na koniec zaś zamiast wychowawczej była fizyka.
Na samą myśl, że ktoś w domu zapyta: "Jak było w szkole?" scyzoryk w kieszeni zaczyna tak dziwnie sprężynować...I wtedy wchodzisz do salonu. A on podbiega do ciebie. Merda ogonem. Skacze. Szczeka, liże. Cieszy się. Nie dlatego, że chciałby cos od ciebie. Nie dlatego, że samemu się nudził. Nie dlatego, że przez cały dzień był "grzeczny Biszkopt". Dlatego, że jesteś.
A ty czujesz, że momentalnie opuszcza się agresja. Że nie masz już ochoty kogoś zabić, a przynajmniej ciężko okaleczyć. Że tak właściwie, to dzień nie był taki zły. Że w sumie to czujesz się całkiem nieźle. Że świat jednak potrafi być piękny...
Że kochasz tego gada.I wtedy twój wzrok pada na ukochany, pięknie oprawiony "Silmarillion", którego nieopatrznie pozostawiłeś na kanapie. I na jego pachnące farbą drukarską kartki rozwleczone po całym pokoju...
A ty zastanawiasz się, jak mogłeś żyć bez tej cudownej, czworonożnej istoty.
* * *
Dlaczego właściwie opisuje Wam mojego kumpla rasy labrador? Powód jest prosty i banalny zarazem: chcę się mu jakoś odwdzięczyć. Codziennie uczy mnie wszak wyrozumiałości, opanowania, troskliwości. Uczy mnie cieszyć się rzeczami nazywanymi błędnie małymi, choć to one przecież są najważniejsze. Uczy mnie, że warto o nich mówić i o nich pisać.
Bo nauczył mnie, że robiąc coś dla innych robisz coś dla siebie.Dzięki Biszkopt. Za to, że mnie wychowujesz.