"Papierek od Pana Boga"

by

UnionJack

- Idziesz do bierzmowania?
- Idę, a co?
- Kiedy ostatnio byłeś w kościele?
- A, ze trzy lata temu, ale wyszliśmy z kumplami przed końcem mszy, bo nam się nudziło.
- To po co idziesz do bierzmowania?
- Będę miał papierek i będę mógł wziąć ślub kościelny

Od razu zaznaczę: słowa przytoczone u góry to nie słowa Horacego, Eurypidesa, czy Shakespeara. Pochodzą bowiem z AM32, z artykułu "Wiara i hipokryzja" autorstwa Doorshlaqa. Jakby nie patrzeć nadal klasyka ;)

Doorshlaq (naprawdę fajna ksywka, gratulacje) w swym artykule tępi  - z iście inkwizytorskim, chciałoby się rzec zapałem - wszelkiej maści religijną hipokryzję. Szczególnie od czci - a przede wszystkim wiary - odżegnani zostają ludzie, którzy do bierzmowania idą w owczym pędzie. Czyli innymi słowy nie dlatego, że są katolikami, a dlatego, że "co ludzie powiedzą" i "bo chcę mieć ślub kościelny". 
O ile pierwszej grupy także nie za bardzo rozumiem - przypominają mi bowiem lemingi popełniające zbiorowe samobójstwo dlatego, że inne lemingi popełniają zbiorowe samobójstwo - to z drugą się w pewnym stopniu utożsamiam. Nawet, rzekłbym, w stopniu znacznym. Ja też dałem się bierzmować dla ślubu kościelnego. 
I, aby nie wyjść na hipokrytę, spróbuję się troszkę usprawiedliwić.

W tym miejscu chyba czas na małą dygresję. Będzie o mnie, więc będzie nudno. Otóż nie jestem katolikiem. Nie wyznaję żadnej innej masowej religii. Ale nie jestem też stuprocentowym ateistą. 
Nie do końca wierzę w Niego, ale bardzo chcę wierzyć. I troszkę wierzę. Wyznaję swoją własną, małą religię. Ma ona tylko jeden dogmat: Bóg istnieje. On - albo i Ona - jest. Nie ma postaci, nie ma też imienia: nie ważne więc, czy nazwiemy go Allachem, Jehową, Odynem, Izydą, Jezusem, czy Mardukiem. To zawsze będzie ta sam Istota. 

Jeśli spotkam kiedyś dziewczynę, z którą będę chciał spędzić resztę życia, to będę chciał jej to obiecać przed obliczem Najwyższego (Najwyższej). Nie chcę podpisywać z nią kontraktu na miłość, wierność, uczciwość małżeńską przed jakimś - uczciwszy uszy - państwowym urzędnikiem. Chcę, by moje "przyrzekam" zawędrowało do Jedynego, by to Bogini była świadkiem naszej decyzji. Chcę, by było to wielkie, boskie wydarzenie.
Wiem, że do złożenia obietnicy przed Panem nie potrzebuję kościoła. Mogę z równym powodzeniem, przysięgać w synagodze, meczecie, lub na polu pełnym falujących kłosów jęczmienia.

Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie bym zrobił to właśnie w kościele. To przecież piękna tradycja. 

UnionJack