Kręte ścieżki wolności prowadzą pod Dworzec Centralny
czyli ostatnie moje słowo o ćpaniu


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Nareszcie doczekałem się polemiki ze strony Pasibrzucha. Szkoda, że to jednocześnie ostatni raz (jak wyżej wspomniany sam zapewnia), ale przynajmniej będę miał tę pewność, że wyjdzie na moje :-).

Pasibrzuch w swej polemice ironizuje sobie, że widocznie nie wyraża się dostatecznie jasno dla mnie. Pragnę go uspokoić: rozumiem doskonale, o co chodzi w jego artach, nie mogę natomiast zrozumieć, jakie też motywy nim kierują. Poza tym sam Pasibrzuch najwyraźniej ma problemy ze zrozumieniem mnie:

"Nic nie poradzę, że mój adwersarz "nie zauważył, aby Eryk komukolwiek zabraniał palić trawę". Zalecałbym dokładne wczytanie się w jego artykuły, w których sprzeciwia się legalizacji narkotyków. Ergo - jest za utrzymaniem stanu obecnego, w którym narkotyki są nielegalne. Ergo - popierając działania państwa staje razem z nim we froncie tych, którzy zabraniają innym narkotyzowania się. Proste i logiczne"

Ciekawa ta Pasibrzuchowa logika. Owszem, zgadzam się, że Eryk sprzeciwia się legalizacji narkotyków. Ale to nie oznacza, że zabrania ludziom palić tego paskudztwa. W ten sposób można by było powiedzieć, gdyby Eryk chodził ze spluwą po ulicach i groził ludziom, że jeśli będą palić trawę, to zrobi im kuku. Ale Eryk jest inteligentnym człowiekiem (chyba) i doskonale zdaje sobie sprawę, że nawet jeśli narkotyki nie będą legalne, to niektórzy (czytaj: skromniej wyposażeni przez Bozię pod względem umysłowym) i tak będą ćpali. Nie chce on po prostu, żeby owo ćpanie odbywało się na porządku dziennym, w świetle prawa, co na pewno nie ograniczyłoby tego procederu.

Teraz kwestia związku narkotyków z grupami przestępczymi.

"Podobnie handlem bronią zajmują się dziś gangi i mafie. W USA, gdzie jest szeroki dostęp do broni, sprzedaje się ją w sklepach, państwo kontroluje kto i ile jej posiada itd."

To wszystko prawda, a przy okazji od czasu do czasu zdarza się, że jakiś stuknięty palant dorwie jakiegoś M-16 i zacznie tłuc do niewinnych ludzi. Albo jakiś równie szurnięty dzieciak podprowadzi ojcu dubeltówkę i ubije paru nielubianych nauczycieli, czasami również niewinnych. Oczywiście nie jest to dla mnie argument przeciwko pozwoleniu na broń, jednak w przypadku narkotyków sytuacja wygląda nieco inaczej. Nawet najgłupszy amerykański dzieciak wie, że spluwa może zabić, natomiast narkotyki budzą co najwyżej ciekawość. Dlatego też co bardziej rozgarnięte dzieci nie ruszą broni, ale do prochów już na pewno będzie je ciągnąć i prędzej czy później spróbują. Jeśli gówniarz nawet zacznie się bawić spluwą i jeśli dojdzie do tego, jak się ją odbezpiecza, ładuje itp., raczej będzie się bał wystrzelić. W najgorszym przypadku może kogoś lub siebie postrzelić, co raz na zawsze powinno sprawić, że wróci do zabawy klockami. Narkotyki - wręcz przeciwnie, uzależnią go od razu. Przyjmując optymistycznie, że smarkacz będzie wiedział, jaką dawkę można sobie wstrzyknąć, żeby nie wykitować na miejscu.

Argument, że legalizacja narkotyków sprawi, że przestaną one być źródłem finansowym dla wszelkich mafii jestem gotów uznać. Przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że to nie musi być utopią. Ale nie zmienia to wcale faktu, że narkotyki są śmiertelnym zagrożeniem dla społeczeństwa, o wiele groźniejszym niż sama mafia.

"Jest to zresztą jeden z poważniejszych argumentów za legalizacją narkotyków - po zniesieniu zakazów rynek narkotykowy automatycznie wychodzi z podziemia i pieniądze zarobione w tym interesie nie idą już do kasy mafiozów, nie zostają wykorzystane na rozwój gangu, ale trafiają do kieszeni uczciwych obywateli!"

Nie wiem jak Pasibrzuch, ale ja nie wyznaję zasady pecunia non olet i nie chciałbym zarabiać na nieszczęściu innych. Bo w końcu zdecydowana większość ludzi, która kupowałaby te legalne narkotyki byłaby od nich uzależniona, czyli na najlepszej drodze na cmentarz. A poza tym jakoś nie widzę tego strumienia kasy płynącej do kieszeni UCZCIWYCH obywateli, w kraju, gdzie połowa naszych podatków znika w nienasyconych kieszeniach urzędasów i innych budzących odrazę kreatur.

"Oskarżasz mnie również o to, że dilerzy będą werbować nowe zastępy narkomanów w szkołach i na ulicach. To bzdura, ponieważ sam fakt, że jestem za legalizacją narkotyków nie oznacza, że pozwoliłbym na sprzedawanie ich dzieciakom! Dziecko, zanim osiągnie pełnoletność, znajduje się pod ochroną prawa i rodziców. Podobnie przecież legalny jest alkohol i papierosy, jednak sprzedaż tych produktów dzieciom jest zabroniona"

Cóż z tego, że byłyby takie zakazy? Skutkowałyby zapewne podobnie, jak w chwili obecnej zakaz sprzedaży alkoholu i papierosów. Jedyna różnica polegałaby na tym, że narkotyki są znacznie bardziej niebezpieczne, o czym zresztą była już mowa w moich poprzednich artach na ten temat.

"Tu pojawia się problem jak egzekwować takie zakazy, ale to już nie ma związku z tą dyskusją, gdyż wymagałoby osobnego wykładu na temat sposobów działania policji i sądów. Powiem tylko, że przy odrobinie dobrej woli można w ciągu bardzo krótkiego czasu zupełnie wyeliminować problem. (...) Trzeba tylko chcieć"

I w tym właśnie sęk. Niestety, jakoś nie wierzę, żeby w tym kraju komukolwiek cokolwiek chciało się zrobić. Dlatego też legalizacja narkotyków skończyłaby się jedną wielką katastrofą.

A tak poza tym, nie podoba mi się to zdanie: "Tu pojawia się problem". Niech Pasibrzuch wyjaśni, po co mamy sobie dokładać tych problemów, jakbyśmy ich w Polsce za mało mieli. Tylko niech nie mówi, że to w imię wolności, o której zresztą będę mówił pod koniec tego tekstu.

"NWĆ przestrzega mnie przed porównywaniem papierosów i narkotyków pisząc, że "narkotyki możesz przedawkować już za pierwszym razem". To prawda. Ale można też umrzeć z przedawkowania leków na nadciśnienie, oleju samochodowego i alkoholu"

Pokażcie mi dzieciaka, który zechce sobie łyknąć oleju samochodowego. A alkohol? Cóż, teorytycznie przedawkować go można, ale prędzej człowiekowi urwie się film, co skutecznie uniemożliwi dalszą libację, ewentualnie zrobi się mu bardzo, bardzo niedobrze, co powinno odnieść podobny skutek. Po narkotykach raczej się nie rzyga, natomiast film - owszem, może się urwać, tylko że po przebudzeniu będzie już prawdopodobnie za późno.

"Na świecie są tysiące niebezpiecznych przedmiotów, miliony sposobów aby odebrać sobie życie - czy to celowo czy przypadkiem. My, ludzie prawicy, wierzymy w człowieka i jego odpowiedzialność; twierdzimy, że ma on swój własny rozum, z pomocą którego sam o siebie zadba. Tylko miłośnicy zakazów, lewicowcy, uwielbiają traktować człowieka jak dziecko zakazując mu wszystkiego co niebezpieczne, tak jakby człowiek był kompletnym durniem i nie wiedział sam, co jest dla niego dobre"

Ktoś kiedyś celnie zauważył, że dwie rzeczy nie mają granic - Wszechświat i ludzka głupota mianowicie. Podpisuję się pod tym obiema rękami, zetknąłem się z rozmaitymi przypadkami owej bezgraniczności nie raz. Dlatego wiara w ludzką odpowiedzialność nie jest moją cechą. Tym samym dowiedziałem się, że najwyraźniej jestem lewicowcem (do tej pory nie rozróżniałem).

Wystarczy zajrzeć na stronę www.darwinawards.com, aby dowiedzieć się, w jak niebezpiecznym świecie żyjemy :-). Człowiek może np. uderzyć się młotkiem w głowę, wypić trujący płyn albo dostać bilet w zaświaty bawiąc się w elektryka. Jednak takie niebezpieczeństwa mają to do siebie, że powszechnie są uważane za niebezpieczeństwa właśnie. Natomiast biały proszek czy inne zielska wielu (Pasibrzuch na przykład) traktuje przede wszystkim jako źródło świetnej zabawy. Dlatego też narkotyki są nieporównywalnie bardziej niebezpieczne niż młotki i prąd elektryczny.

"Nie wiem w jakim kraju żyje NWĆ, iż pisze "o ile bowiem w przypadku człowieka dorosłego nie widzę powodu, żeby mu zabraniać ćpania, to jednak narkotyki mogą wpaść również w ręce nieletnich". Nie ma najmniejszego problemu z dostaniem narkotyków w Polsce a winieneś wiedzieć, że wcale nie mieszkałem dotychczas w wielkim mieście"

Niby w Polsce. Nie wiem, w jakich środowiskach obraca się Pasibrzuch, ale ja na przykład nie znam żadnego dilera. W kiosku narkotyków na szczęście nie ma. Trzeba się za tym towarem troszkę zakręcić, a jak się już znajdzie sprzedawcę - trzeba wybulić troszkę szmalu. Zwłaszcza ta ostatnia pzreszkoda jest obecnie wystarczająco trudna do pokonania dla naszego społeczeństwa, aby trzymać je z daleka od ćpania. Co zaś stałoby się, gdyby prochy były tanio dostępne w każdym sklepie? Należy się domyślać, że liczba ćpunów troszkę by wzrosła. Czy tego chce Pasibrzuch - społeczeństwa degeneratów?

"NWĆ twierdzi, że "wszystkie państwa na świecie są rządzone przez podłych tyranów, którzy zakazują swoim biednym i uciśnionym poddanym narkotyzowania się". Błąd. W Europie jest Holandia, w której narkotyki są legalne. Swego czasu trwała też dyskusja w Wielkiej Brytanii - możliwe, że niedługo odpowiednia ustawa przejdzie"

Wątpię, Brytyjczyków mam za ludzi rozsądku. Zaś ewenement w postaci Holandii jest dla nas, Polaków, wystarczającym powodem, żeby nie śpieszyć się z pochopnym wprowadzaniem kretyńskich ustaw. Pożyjemy, zobaczymy. Jeśli za 20 (powiedzmy) lat ludność Holandii nie będzie w połowie lokatorami dworców, mostów i przytułków, to... i tak nic z tego dla nas nie wyniknie, gdyż Holandia to nie Polska. Holendrzy widocznie za mało mają problemów i mogą sobie pozwolić na eksperymenty. Tutaj mamy bezrobocie, korupcję, dziurę budżetową i wiele innych rozmaitości z Unią Europejską na czele.

"Na koniec wyjaśniam, że mój sprzeciw w kwestii eutanazji nie jest "rozdarciem wewnętrznym poglądów", ale sprzeciwem wobec morderstwa na zlecenie, a takim jest eutanazja. Paląc trawkę szkodzisz (choć badania wskazują, że nie bardzo - "Wprost" 30/2002) samemu sobie. Zgoda na eutanazję byłaby zgodą na to, że możesz sobie zamówić płatnego mordercę na zlecenie, a - jak pokazuje przykład Holandii - w dalszej kolejności już nawet bez zlecenia. Wszystko jasne?"

Jak słońce. Najpierw usiłujesz mi wmówić, że każdy człowiek ma prawo decydować o sobie, a następnie twierdzisz, że nie posiada nawet prawa do decyzji, czy chce żyć, czy nie. Nie rozumiem, po jaką cholerę mi wolność w korzystaniu z używek, skoro nie mogę decydować o moim własnym życiu. To brzmi dla mnie tak, jakby rządy Stalina nazwać demokracją. Jeśli chodzi o płatnych morderców, to również czuję się bardzo zaskoczony, gdyż jakiś czas temu Pasibrzuch miał takie cudowne pomysły na środki ostrożności przy wprowadzaniu narkotyków, a teraz jakoś nie ma ich, gdy chodzi o podobną sytuację z eutanazją. Podobno wystarczy jedynie odrobina dobrych chęci, czyżby tym razem Pasibrzuchowi ich zabrakło? Wreszcie nie rozumiem, jak to jest ze stosunkiem Pasibrzucha do Holandii - podoba mu się ten arcynowoczesny kraj, czy nie... Może jednak małe rozdarcie?

Teraz obiecana dyskusja na temat: narkotyki a wolność. Powiedzmy, że narkotyki zostają zalegalizowane (odpukać). Jakiś Kowalski, zachwycony podarowaną mu właśnie wolnością wyboru sięga po strzykawkę. Wszystko jest pięknie - do następnego dnia. Dalszy ciąg bajeczki sobie podaruję, szkoda czasu. Polega ów ciąg dalszy na tym, że Kowalski wpada w nałóg, uzależnia się, narkotyki stają się całym jego życiem. Happy endu brak, gdyż Kowalski kończy na Dworcu Centralnym, zaćpawszy się na śmierć lub zadźgany przez innego ćpuna. Pytanie brzmi: co to za wolność, która prowadzi w niewolę? Co wolicie bardziej - jeden wybór w życiu mniej, czy nie mieć w życiu żadnego wyboru?

Czy jest ktoś, kto nie pojął? OK, wyjaśnię krócej. Człowiek, który choćby spróbuje narkotyku, to już kandydat na nieboszczyka. Czy jest sens legalizacji kupowania sobie śmierci?

Dobra, wystarczy. Wystarczy, do jasnej cholery. No more. Już ani słówka o narkotykach, żeby nie wiem co. Uważam temat za wyczerpany do dna. Uważam też, że mam rację i nic mnie nie obchodzi zdanie Pasibrzucha i innych kombinatorów. I tak legalizacji ćpania w Polsce nie będzie.




Perwersyjny Podpalacz Kretowisk
pewien.gosc@wp.pl

PS. Co do rzekomego odejścia Pasibrzucha z AM... Miałem niedawno taki sen. Otwieram najnowszego Action Maga, a tu wyskakuje gęba Pasibrzucha (to nic, że nie wiem, jak on wygląda) i woła: I'm back! Obawiam się, że to się ziści, ostatecznie nasz wzorcowy katolik, prawicowiec i zwolennik ciekawie pojmowanej wolności (a mimo to jeden z najlepszych autorów...) nie wyjeżdża chyba do jakiejś zabitej dechami dziury gdzieś na Syberii, prawda?