Jaka NIE jest moja wiara...

     Witam ponownie. Tak, jest to druga część tekstu pt.:"Jaka jest moja wiara?". Ale w tym tekście postaram się być bardziej konkretny i rzeczowy (to chyba to samo). Ten tekst powstał z kilku powodów, między innymi dlatego, że Qn`ik nie zamieścił mojego poprzedniego tekstu "Wiara, liczby, dowody - odpowiedź na odpowiedź" (masz rację, to idiotyczny tytuł), m.in. ze wszględu na "wielopoziomową polemikę i mało dodatkowych informacji". Tutaj postaram się to naprawić. Będzie więcej, lepiej i bardziej, a może nawet jeszcze bardziej.

   Mały spis treści:
1. Coś o wierze, liczbach i dowodach, czyli: spowiedź, a następnie na czym polega wiara.
2. Kolejny odcinek serialu brazylijskiego pt. "Krew a Świadkowie Jehowy", ale w odróżnieniu od seriali brazylijskich: tutaj coś się dzieje ;).
3. Jedno zdanko na temat zawarty w tytule.

Cytaty innych ludzi będą innym kolorem.
Cytaty z Biblii jeszcze innym.

---------------- No to jedziemy ----------------

   W zamierzchłej przeszłości, gdzieś w okolicach AM~28 Jabba napisał baaardzo niepochlebne rzeczy o spowiedzi, które postaram się odkręcić, bo jszcze ktoś mógłby mu uwierzyć:). Jakby ktoś był zainteresowany, to był to tekst pt.: "Wiara, liczby, dowody - odpowiedź".

   Jabba pisze, że "przywilej rozgrzeszenia Bóg zastrzegł dla siebie, gdyż wymaga to umiejętności poznania czyjegoś serca." oraz uważa, że spowiedź jest zła, ponieważ:
  - "spowiednik przywłaszcza sobie prawa przysługujące Bogu."
  - "później cudze przewinienia są tematem kazań w kościele."
  - "wiele osób wymyśla jakieś grzechy po to, żeby mieć co powiedzieć na spowiedzi"
  - "łatwość popełniania grzechu, bo później można iść do spowiedzi i mieć znowu czyste konto."
  - "Wprowadzenie spowiedzi doprowadziło do wielu wypaczeń w sposobie myślenia wiernych kościoła."

   I muszę rzec, że są to poglądy błędne, ponieważ:

   Spowiednik nie przywłaszcza sobie praw Boga, a używa ich zgodnie z Jego poleceniem. Świadczy o tym fragment Biblii:
   "A Jezus znowu rzekł do nich: <<Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam>>. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: <<Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane>>." Jan 20,21-23
   To prawda, że człowiek nie ma zdolności oceny serca innego człowieka. A jak myślisz, po co wyznajesz spowiednikowi swoje grzechy? Przecież jakby spowiednik znał Twoje serce, to znałby też Twoje grzechy. Po drugie: spowiednik nie odpuszcza Twoich grzechów, a robi to Bóg, bo przeciwko Niemu zawiniłeś, a spowiednik jest tylko pośrednikiem.

   Jeśli cudze przewinienia są tematem kazań w kościele, to jest to wina księdza , którego powinna obowiązywać tajemnica spowiedzi. Inna sprawa jeśli ksiądz na podstawie grzechów (ale ogólnie, bez nazwisk) pokazuje jak bardzo upada moralność społeczeństwa. W takim przypadku ma rację, niech ludzie zobaczą jak bardzo starają się żyć według dekalogu.

   Wymyślanie grzechów nie ma najmniejszego sensu. Ten argument także. Chodzi Ci może o dzieci, które rodzice zmuszają do spowiedzi? Jeśli tak, to znaczy, że ci rodzice nie rozumieją na czym polega spowiedź. A może masz na myśli przykazanie kościelne "Przynajmniej raz w roku spowiadać się..."? To przykazanie zostało wprowadzone po to, żeby ludzie czasem się spowiadali ze swoich grzechów, bo jak tego nie robią, to je zapominają i w końcu zapominają też, że w ogóle grzeszą. A to dopiero prowadzi do wypaczeń, a nie sama spowiedź.

   Powyższy akapit dotyczy także rzekomej łatwości popełniania grzechów. Swoją drogą bardzo ciekawy argument: według Ciebie łatwiej jest okazać skruchę za grzechy, przyznać się przed sobą, że jest się grzesznikiem, postanowić poprawę, a następnie wyznać komuś swoje winy, niż zrobić to samo, ale bez wyznawania? To właśnie Twój sposób jest łatwiejszy i prowadzi do wypaczeń, bo bardzo łatwo jest zgubić różnicę pomiędzy tym, co jest grzechem, a tym, co nim nie jest. I w końcu człowiek zaczyna sam sobie ustanawiać prawa i wprowadzać do nich wyjątki. Natomiast podczas spowiedzi ksiądz może naprowadzić cię na włąsciwą ścieżkę jeśli jeszcze nie jest za późno.

   Pomyśl, czy jeszcze nie jest za późno...

   A teraz temat wiary.

   Biblijna definicja jest taka: "Wiara to nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych, choć nie widzianych." (Hebrajczyków 11:1).

   Jabba bardzo przekonująco twierdzi, że "nacechowane pewnością oczekiwanie" kojarzy się z "aktem własności", przestawianiem dowodów i że dzięki tym dowodom dopiero powstaje wiara. Przykro mi to mówić, ale jesteś w błędzie ponieważ źle zrozumiałeś kontekst zdania. Wiara nie bierze się z "nacechowanego pewnością oczekiwania", ale nim jest. Zauważasz tu delikiatną różnicę? Delikatną, a całkowicie zmieniającą sens. Wynika z tego, że to wiara sama w sobie jest dowodem i "aktem własności". Nie oznacza to, że człowiek wierzy w to, o czym mówi ten akt własności, ale że jego wiara JEST takim dokumentem.    Wszystkie dowody, o których mówisz biorą się z Biblii, ale dla ludzi niewierzących Biblia nie jest żadnym dowodem. Gdybym nie wierzył w prawdziwość Biblii, twierdziłbym, że została ona wymyślona przez jakiegoś zwykłego człowieka i to, co jest w niej opisane nie miało miejsca. No i UDOWODNIJ mi, że nie miałbym racji. Biblia nie może być dowodem samym w sobie, skoro każdy napotkany niewierzący potrafi zarzucić jej nieprawdziwość. Taki na przykład Eryk twierdzi wręcz: "Biblia? Cóż to jest za dowód? Ot wielowątkowa książka fantasy z, trzeba przyznać, kilkoma dobrymi życiowymi radami."    Biblia staje się dowodem, gdy się WIERZY, że to, co jest w niej napisane, to prawda. Jeżeli ktoś wierzy, to dopiero wtedy ma "akt własności". Na tym właśnie polega prawdziwa wiara.


---------------- A teraz będzie najlepsze ;) -------------

  Jest to odpowiedź na tekst Baribala "Kaszanka podawana dożylnie" w AM~33

  Może najpierw przypomnę te dwa cytaty, o które toczy się cała ta dyskusja:

"macie powstrzymywać się od tego co ofiarowano bożkom, i od krwi , i od tego co uduszone, i od rozpusty." Dzieje Apostolskie 15,29

"Ktokolwiek z domu izraelskiego albo z obcych przybyszów, którzy mieszkają pośród nich, będzie spożywał jakąkolwiek krew, zwrócę swoje oblicze przeciwko spożywającemu krew i wytracę go spośród jego ludu, gdyż życie ciała jest we krwi" 3 Mojżeszowa 17,10-11

   Wiesz co, Baribalu, tak mnie coś naszło i zamierzam udowodnić, że chodzi właśnie o "kulinarny aspekt", ale nie tylko. I ja też myślę, że bedzie łatwo.
   Po pierwsze: krew jak wiadomo jest rzeczą, tak samo "to co ofiarowano bożkom" oraz "to co uduszone". Ale rozpusta jest przecież czynnością i w połączeniu z nią słowo "powstrzymywać się" nabiera zupełnie innego znaczenia.
   Po drugie: świadczy też o tym drugi cytat, w którym jest napisane wyraźnie: "spożywał".
   Koniec dowodu. Może nie jest on zbyt przekonujący, ale to nie o to chodzi. W każdym razie nie tylko o to.

   Uważam, że akapit o narkotykach "lub innych rzeczach szkodliwych dla zdrowia" jest co najmniej nie na miejscu.
   Po pierwsze: chyba nie chcesz powiedzieć, że krew w jakimkolwiek użyciu jest szkodliwa dla zdrowia. Posunę się nawet do stwierdzenia, że w niektórych przypadkach to zdrowie i życie ratuje.
   Po drugie: jeżeli krew jest spożywana, to ma CAŁKOWICIE INNE DZIAŁANIE, niż kiedy jest przetaczana (o czym już kiedyś mówiłem), więc NIE MOŻNA robić porównań w ten sposób, bo to naprawdę nie ma sensu. Z tego samego powodu nie można też traktować jednego słowa "powstrzymywać się" (wiem, to dwa słowa) do wszystkich możliwych zastosowań.

   "Czy usłuchaliby tego zakazu będąc teoretycznie na bezludnej wyspie na której nie ma żywności tylko lodówka pełna krwistej kaszanki?"
   Teoretycznie tak, ale to pewnie tylko do czasu aż zacząłbym trcić rozum z głodu. A ciekawe jak to by było z Tobą? Acha, i uprzejmie proszę o nie osądzanie mnie na podstawie domysłów, da się to załatwić :)?

   "I jeszcze jedna sprawa, która ma tu istotne znaczenie to, to jak bardzo człowiek jest gotów trzymać się reguł postępowania wyznaczonych mu przez Boga?"
   No właśnie, jak bardzo człowiek jest gotów trzymać się reguł wyznaczonych przez Boga, w momencie, gdy aby to uczynić konieczne jest złamanie innych reguł wyznaczonych przez Boga? Może znasz odpowiedź na to pytanie? Co jest dla Ciebie ważniejsze: Uratowanie komuś życia (komuś, a nie sobie) przez przetoczenie mu krwi i złamanie zakazu, czy przestrzeganie zakazu, ale złamanie odwiecznego i podstawowego prawa: "kochaj bliźniego swego"? A jak według Ciebie odnieść się do tych, którzy zginęli ratując życie innym? Z jednej strony uratowali im życie, ale z drugiej przecież zabili siebie i to całkowicie świadomie i na własną prośbę, a samobójstwo raczej nie jest mile widziane przez Boga.

   "Mimo tego że np. jest wyraźne przykazanie "nie zabijaj" to i tak prawie żaden chrześcijanin się do niego nie zastosuje jeśli przyjdzie mu walczyć z chrześcijańskim wrogiem w czasie wojny."
   Taaaaak, a mimo tego, że jest wyraźnie napisane: "Jeżeli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, obetnij ją" (cytat z pamięci), nie widzę, żeby ludzie bardzo się kwapili do przestrzegania tego nakazu. Wiesz w czym jest problem? W tym, że niektórzy zbyt dosłownie rozumieją Biblię.

   Problem jest także w tym, na ile jesteś gotów poświęcić własne przekonania, gdy w grę wchodzi życie drugiego człowieka. Bo łatwo jest poświęcić własne życie, trudniej cudze.
   "Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień?" Mt 7,9
   A ja się Ciebie zapytam: gdy komuś tylko krew może uratować życie, czy byłbyś tak nieludzki, żeby mu jej odmawiać tylko ze względu na domysły na temat jednego słowa? Ja rozumiem, że chcecie dbać o szczegóły, ale zważcie, że "[..] troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. [...]" fragment Łk 10,41-42. A jeżeli to nie tylko jedno słowo, to proszę uprzejmie o przedstawienie innych fragmentów Biblii, które o tym mówią, a z radością pokążę dlaczego źle je interpretujecie (to był dżołk) ;).

   Dlaczego więc umieszczono w Biblii tak niejednoznaczne sformułowanie? Być może w oryginale było ono jednoznaczne, ale nie będę się w to zagłębiał, bo nie znam hebrajskiego. A może po to, żebyśmy mieli się o co kłócić... ups, polemizować? A może żeby każdy mógł dokonać wyboru - czy ważniejsze są dla niego przekonania (bo w tym momencie chodzi już tylko o przekonania), czy życie drugiego człowieka?

   "Szkoda mi dzieci i dorosłych którzy umarli przez podjęcie ryzyka o nie przyjęciu transfuzji krwi, chociaż mam nadzieję spotkać się z nimi po zmartwychwstaniu."
   A skąd wiesz, jak po zmartwychwstaniu zostanie potraktowana Twoja decyzja o nie dopuszczeniu transfuzji dla innej osoby? Nikomu nie życzę, żeby musiał dokonywać takich wyborów, ale wszystko się może zdarzyć.

   A na koniec: "[...]życie ciała jest we krwi[...]" - więc powinniśmy się tym życiem dzielić, tak jak dzielimy się wszystkim innym, co dostaliśmy od Boga.

   Dziękuję za zniewagę ;)

-----------------------------------

   A teraz tak jak zapowiadałem, będzie jedno zdanie na temat przewodni. Oto ono:

   Myślę, że na ten temat padła już wyczerpująca odpowiedź.

   A jeszcze na koniec dwa zdania. Ten tekst nie miał w żadnym razie nikogo obrazić (lub coś w tym stylu). Jeżeli ktoś poczuł się przeze mnie obrażony (lub coś w tym stylu), to niech się poczuje także przeze mnie przeproszony.

Jakby coś, to pisz do kakadudu