Jestem . . .
 


Jestem. Dlaczego? Bo ktoś tak chciał. Ktoś stworzył tu i teraz. I mnie. Co nim kierowało? Mogę się tylko domyślać. Teorie, ideologie... Prawda jest taka, że nie mam pojęcia. Nie znam przyczyny, a jedynie skutek. Efekt namacalny, realny - jestem.


Jestem młody. "Młodości ty nad poziomy wylatuj" Taki nieskażony. Nogi jeszcze nie zwichnięte. Stąd nie boją się nigdzie iść. Zero uprzedzeń. Nieskrępowany.
Jestem młody. Nie boję się szukać. Sięgać "gdzie wzrok nie sięga"
Chcę tego.


Dlatego jestem rozdrożem. Patrzysz na mnie i dostrzegasz podrapane plecy, zdarte kolana i trochę trawy we włosach. To ślady ostatnich tygodni, w których byłem drogą, nie rozdrożem. Zabliźniają się. Czas znów stać się drogą.


Zacząłem zmieniać siebie. Dziś o 19:12.
Dlatego jestem zagubiony. Żeby znaleźć nową drogę trzeba definitywnie zarzucić starą. Zejść ze szlaku w mroczny las. A wszystkie świerki wokół są takie same. Rozsądek podpowiada drobną korektę kursu. Instynkt, zwrot o 180 stopni. Ja kluczę gdzieś po środku chociaż i tego już nie jestem pewien. Moje ślady zasypał śnieg, księżyc utonął w chmurach. Nie mogę już polegać na wzroku. W uszach szum drzew, wokół zapach ich kory.
Tego chciałem
Teraz...


Teraz jestem już tylko głosem z wewnątrz mnie. Dziką muzyką, krzykliwym szeptem, chaotycznie wyważonymi słowami. Jestem nim.
Gdy w końcu znajdę czas by złapać oddech. Gdy zdaję sobie sprawę z tego, czym są rzeczy, które do miesięcy nieświadomie...
Zaczynam nazywać, rozumieć, odnajdywać


Jestem uśmiechem. Nie żadnym plastikowym, estradowym, nie. Takim ciepłym, szczerym po końcówki włosów.
Dziś padał taki idealny śnieg. Pojedyncze płatki regularne jak nigdy. Malutkie sześcioramienne gwiazdki. Łapaliśmy je do czapki, na rękaw. Wpadały nam we włosy. Jak dzieci. Śmialiśmy się jak dzieci.
Jestem uśmiechem.


Jestem spojrzeniem, które zatrzymuje się na tysiącach twarzy. Wzrokiem szukającym gdzieś w nich Twojego wzroku. Nie poznaliśmy się jeszcze, choć znamy się od zawsze.
Parę dni temu idąc w dół warszawską zobaczyłem wysoko na dachami... Było ich chyba z pięć tysięcy. Ogromna wataha wron odmalowana na tle szarego nieba. Ludzie zatrzymywali się, zadarte głowy, przez szyby samochodów. Zobaczyć jak ta chmara kieruje się w stronę dworca.
Później prawie nie myślałem o tym.
Taki tłok pod tymi chmurami. Wszystkie skrzeczące, identyczne. Jak tu się rozróżniać? Ci w dole? Oni by mogli, tyle że nie chcą. Też wolą być identyczny kotłującym się tłumem, który nie wie dokąd zmierza.
Ale nie Ty. Ty znasz mnie od zawsze. Bo ty jesteś spojrzeniem, co szuka mojego spojrzenia.


Jestem sposobem na życie. Drabiną, wyciętymi w skale schodami. Powiecie, że to śmieszne, ale przyznacie w duchu, ze mówię prawdę. Mogę być źródłem, punktem wyjścia. Jak ona była nim dla mnie, tak ja mogę być dla was.
Wystarczy chcieć, wystarczy we mnie uwierzyć.


Widziałem wczoraj anioła. W bieli, długie jasne włosy, skrzyła jak prawdziwe Widzialnej aureoli brak, za to bardzo odczuwalne. Okulary. Powiedziała "Gloria in exelsis Deo" Nie ma to jak jasełka w LO. Ładna sympatyczna. Nawet wiem jak ma na imię.


Jestem muzyką, która płynie w moich żyłach. Tymi gitarami, które czuję pod skórą. I tym głosem, który ogarnia mnie jak sen, przed którym nie chcę uciekać "bo sen to nic złego, nic takiego, nic wielkiego"


Jestem tęsknotą. Ciemnozieloną jak żaluzje w moim pokoju. Tęsknię strasznie z kimś, kto przytuli moje myśli. Nie będzie zadawać pytań, odpowie na nie. Tęsknię czasem tak bardzo, że nie potrafię się poruszyć, o niczym innym mówić, o niczym innym pisać.
Wtedy, wtedy pragnę oddać wszystko, nawet powietrze, którym oddycham. Zamienić całe światło jakie bije i bić będzie ze mnie za nią. Potrzebuję... Anioła?


Jestem słowami. Przemijam wyraz po wyrazie. Myślami zaokrąglonymi w litery. Zabawne. Może mnie już nie ma? Ale przecież widzisz mnie, starasz się zrozumieć moje myśli, czyli...
Dotknij mnie. Nie. Monitor jest taki zimny. Co innego strona, którą możesz wydrukować (Ctrl+P) Teraz możesz mnie dotknąć. Przejechać palcami po świeżym atramencie. Rozmazać nie po kartce. Spójrz, ślady na opuszkach twoich palców. Tak, to ja. W tej chwili to właśnie ja.

Bo ja

Jestem chwilą. Krótką. Jak wszystko inne w tym momencie. Jak lodowate powietrze w moich płucach. Jak ponaglające spojrzenie kierowcy Ostatnie dźwięki świątecznej promocji komórek zniekształconej przez radiowe szumy. I pokrywa szronu na szybie. I śnieg zsypujący się z czubków butów na schody. I jak dwadzieścia kilka par oczu próbujących dojrzeć tego, który wskoczył w ostatniej chwili. Jak powracający do normy oddech. Lewa ręka zaciskająca się na poręczy dla równowagi i prawa usiłująca po omacku znaleźć bilet.


Budzę się. Z korą odciśniętą na policzku i kurtką przesyconą zapachem świerkowych igieł próbuję... Ale ciągle ten zamęt, zgubienie. Czy to możliwe, żebym potrafił być tyloma rzeczami naraz ? Nie wiem, nic jiż nie wiem, oprócz tego że
jestem głodny i to jak
jestem zmarznięty, do szpiku kości
i zaspany, wciąż mimo wszystko zmęczony

I to mnie cieszy. Dziwicie się? Naprawdę. Taką błogą radość we mnie rozpala. Bo wiem, dzięki temu na pewno wiem
Że jestem.

Wciąż nieprzytulony. Wciąż niespełniony
Ale jestem.

Teraz i tu.



Rainman

21 - 24 XII 2002

shappy_rainman@gazeta.pl

storytellers@poczta.fm - Kącik Opowiadań


PS. A kim Ty jesteś?