Drzwi uchyliły się nieco szerzej i wyjrzała
zza nich druga twarz. Również uśmiechnięta. Również
z zaciągniętą na nią okolicznościową czapką.
Taką, której noszenie parę tygodni wcześniej
lub później uchodziłoby za coś nie do końca
normalnego. Ale nie dziś. Dziś te puchate
nakrycie głowy wywołuje tylko jedną reakcję...
- Proszę, proszę. Wejdźcie
- My . . . od Mikołaja . . .
Podobieństwo nie kończyło się bynajmniej na
czapkach. Wzrost, postura, głos już nie tak
bardzo, chociaż też. Rysy twarzy bezsprzecznie
wskazywały bardzo bliskie pokrewieństwo, różnica
wieku mogła być tylko jednopokoleniowa.
No i uśmiechy. Dla ludzi widzianych pewnie po
raz pierwszy w życiu.
***
Próby rozgrzania splecionych dłoni własnym
oddechem dają słabe rezultaty. Skuteczniejsze
okazuje się być pocieranie. Powietrze zmrozi
dziś w nocy chyba nawet rtęć w termometrach...
Dobra. Gdzie teraz?
Szukam w zakamarkach kurtki latareczki. Znalazłem
między rękawiczkami. Czytam.
- Kopernika pięć przez dziewięć.... Gdzie to
jest?
To chyba trzeba być mną. Żeby nie znać ulic
miasteczka, w którym się mieszka prawie od
urodzenia. Gdybyście jeszcze wiedzieli, jak
straaasznie dużo tych ulic jest...
No nic, trzaśnięcie drzwiczkami, w garści
miast tradycyjnego szmacianego plastikowy,
jasnoniebieski, 50-litrowy wór z prezentami. Na
szczęście zawartość jest już bardziej zbliżona
do wyobrażeń.
Cieszyły się obydwie. Miłe. Nawet nietrudno było
znaleźć. Tak, ale to było w bloku...
***
Czy wy też odnosiliście czasem wrażenie, że
ostatni tydzień, ostatnie dni przed świętami
bywają lepsze od samych świąt. Ja mam tak co
roku coraz silniej. To zabieganie, podkręcana
zewsząd atmosfera przygotowania na coś
wielkiego. Lekcje, na których się praktycznie
nic nie robi, bo "sooorze, przed świętaaamiiii...."
I życzenia. Wszyscy wszystkim. "Jakbyśmy się
już nie widzieli, to..." wesołych, radosnych
spokojnych, śnieżnych lub bez śniegu jak kto
sobie zamarzy. I co ciekawe, mówi się to tak
dziwnie szczerze. Tak ciepło. Równie przyjemnie
się słucha. Koledzy, znajomi i całkiem
nieznajomi. Ludzie z AM też :-) Dawno nie miałem
tylu nowych wiadomości w skrzynce. Dziękuję
wam wszystkim.
***
Można zobaczyć jak ludzie potrafią mieszkać.
Oj można...
Snop światła z latarki wędruje po drewnianych
schodach, płoszy kota gdzieś na górze. Deski
skrzypiące pod stopami. Zapach...
To nie tutaj.
Jakiś chłopak wyszedł właśnie na dwór, do
komórki po węgiel chyba. Bez kurki. Kiedy ja
nie czuję już palców u nóg... Pokazał nam którędy.
Znów się przydała latareczka. Ciasno, wątpliwej
wytrzymałości poręcz, ten przedpokój... ta
kuchnia... Jakby nieco inny świat. I to tak
niedaleko ode mnie. A ja narzekam na brak dostępu
do internetu... kiedy tu, tu brakuje głupiej
lampki na korytarzu.
Dzieci nie ma. Jest za to całkiem wylewny
dziadek. Choć gdy się mocniej zastanowię, to
niewiele zapamiętałem z historii o teściowej
co złamała nogę i ...
Gdzie indziej wzajemność zahaczyła o chęć
podzielenia się koniaczkiem. I nawet wykręcanie
się samochodem zdawało się nie przekonywać
tej, muszę przyznać, bardzo miłej rodzinki do
wypuszczenia nas z powrotem na mróz.
Polacy to bardzo ciekawy naród.
***
Dzieci potrafią się cieszyć. I potrafią się
uśmiechać. Wesołym wzrokiem witają już ludzi
w mikołajowych czapkach. A na widok paczek
zawiniętych w papier pomalowany w takie iskrzące
się barwy... coś wspaniałego.
Choć pamiętam, że jedna dziewczynka się trochę
bała. Ale jak taka siedmioletnia istotka ma nie
obawiać się czegoś, co jest od niej wyższe.
No powiedzcie, jak? Zresztą ośmielona
zachowaniem rodziców...
Właśnie ile to kilkulatkowie czerpią z
zachowania dorosłych. Ile uczą się od nich.
- Aleksander - przeczytałem głosem, który aż
mnie samego zadziwił. Dawno nie pamiętam siebie
mówiącego tak... sympatycznym tonem.
- Olek, Olek, chodź tu - ktoś zawołał
Przydreptał taki krótko ostrzyżony,
zaciekawiony, w przetartych dżinsach. Przykucnąłem,
kontakt wzrokowy, zdjąłem folię z paczki.
- To dla Ciebie. Wesołych Świąt.
I nie wiem czy instynktownie, czy właśnie
wyuczonym przez rodziców...
- Dziękuję - odpowiedział raczej przejętym
od starszych akcentem. Idealnie takim, jakbyś
chciał, by twoje dziecko mówiło "dziękuję"
I coś czego nie można się nauczyć. Coś, co
się ma od urodzenia.
Uśmiechnął się. Tak promieniście, szeroko.
Na tyle szeroko, że każdy wokół bez wysilania
wzroku mógł dostrzec typowe dla siedmiolatka
braki co niektórych mlecznych ząbków.
Dziwne. Przypomniało mi się, że przecież sam
tak kiedyś miałem. Że jeszcze chwilę temu miało
się tylko kilka wiosen, że to było... "Boże,
jak dawno" - błysnęło i zgasło gdzieś między
teraz, a wspomnieniami.
I uśmiechnąłem się do niego. Tak samo
szczerze, tak samo promieniście. Tak, jak
potrafią się uśmiechać tylko dzieci.
Ci nieco starsi też, ale tylko czasami.
Rai..... nie dziś będzie
Snowman
Święta 2002
shappy_rainman@gazeta.pl
storytellers@poczta.fm
- Kącik Opowiadań
PS. To była akcja "I Ty możesz zostać Świętym
Mikołajem w naszej parafii" organizowana przez
kościółek w moim miasteczku już po raz trzeci.
PS2. I nie czuję się żadną Matką Teresą,
nawet w małym stopniu. Gdybym chociaż zrobił
którąś z tych paczek...
Kiedy ja tylko pomagałem tacie je roznosić.
PS3. Ale wiecie,
Kładłem się spać z takim nieschodzącym z
twarzy uśmiechem...
|