Egzorcyzmy
czyli dalsze dzieje boju z pingwinami


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Poziom tekstów w Action Magu jest bardzo zróżnicowany. Generalnie można je podzielić na kiepskie, bardzo kiepskie i takie, że ręce-nogi-o(d)padają, choć trafiają się również niezłe, a nawet genialne. Taki stan rzeczy nie jest oczywiście pozbawiony powodu: jest to przecież dla większości z nas miejsce debiutu w jakże trudnej sztuce, którą jest pisarstwo. Stąd też traktuję z wielką wyrozumiałością liczne wypociny rozmaitych młodych talentów, poprzestając co najwyżej na uśmieszku politowania nad nimi. Zdarza się jednak, iż nie potrafię nad jakimiś szczególnymi herezjami tak po prostu przejść do porządku dziennego. Wyrzuty sumienia chyba by mnie zabiły. Wszystko to w trosce o Was, szanowni czytelnicy, gdyż brak myślenia jest niestety cholernie zaraźliwy.

Cóż to tym razem tak bardzo mnie zbulwersowało? Zbulwersowało - to niezbyt odpowiednie słowo. Raczej wzbudziło wspomnianą wyżej litość, toteż początkowo chciałem tekst Jacka Stojanowskiego - "Chwilę refleksji" (AM #30) najzwyczajniej w świecie zignorować. Jednak znaleźli się ludzie, którzy nie potrafili się zdobyć na taką obojętność (np. sZakOOu, AM #33) i radośnie sobie zmieszali wyżej wymieniony tekst z błotkiem, wzbudzając we mnie przy okazji pokusę pójścia w ich ślady. Co też niniejszym czynię, dobrowolnie wystawiając się przy tym na nieprzyjemności ze strony wszystkich nieprzychylnych (a na pohybel im!).

O czym więc pisze nasz Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu? (Na marginesie: jak ja cenię ludzi zdolnych do obiektywnej samokrytyki! Tyle pracy mi oszczędzają...)

"Otóż Szanowni ateiści. (...) nie wierzycie w rzeczy nadprzyrodzone, bo Kościół nie wzbudza waszego zaufania (mówicie, że księża tylko zmieniają samochody lub że przynudzają), bo nie rozumiecie, dlaczego Kościół zwraca się przeciwko aborcji i antykoncepcji, bo nie lubicie Radia Maryja, bo dewotki was denerwują. (...) Odchodzicie więc tłumnie od Pana Boga i Kościoła. Czy jednak nie jest [to] błędne, a droga, którą obraliście nie jest zła?"

Uważam że nadużywanie zaufania wiernych przez Kościół (właśnie dzięki księżom-automobilistom, przestarzałym poglądom nastawionym przeciw godności człowieka (ta nieszczęsna aborcja i "gumki"), dzięki Radiu Maryja i dewotkom) jest aż nadto wystarczającym powodem, aby się od tegoż Kościoła odwrócić, co więcej - nawet by go mieć w głębokiej pogardzie. Czy niechęć do instytucji skażonej chciwością, zakłamaniem, ciemnotą i zacofaniem jest złem?

"Czujecie się zwycięzcami, bo wydaje się wam, że poznaliście całą prawdę, z której jasno wynika, że Boga nie ma. Ale przecież każdy rozsądnie myślący człowiek po dojściu do wniosku, że Bóg nie istnieje powinien się załamać"

W polemice jak w matematyce - zanim zaczniemy o czymkolwiek rozmawiać, przyjmijmy najpierw niezbędne założenia. Załóżmy, że jestem rozsądnym człowiekiem. Teraz powiem wam coś osobistego: nie czuję się załamany. Co prawda, wierzę w Boga, ale nie w taki sposób, jak wam się zapewne wydaje. A na pewno nie w taki sposób, jak Jacek:

"Jaki by bowiem miało sens nasze życie, gdyby nie Pan Bóg? Nie wiem jak wy, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez mojego Pana. Dzięki Niemu wiem, że nawet w najtrudniejszych chwilach Pan Bóg jest zawsze przy mnie, mogę się do Niego zwrócić, On się mną opiekuje i nigdy mnie nie opuści"

Toż to czyste niewolnictwo! Teraz dowiecie się, dlaczego się jeszcze nie załamałem i dlaczego Jacek uważa, że powinienem. Otóż to uważanie wynika z faktu, że koleś ten odczuwa paniczną wręcz obawę przed życiem na własny rachunek. Boi się niezależności, odpowiedzialności za własne czyny, wolności. Mam nadzieje, że nie obrazi się o porównanie, ale przypomina mi w tej chwili pieska, który zamiast zwiać do lasu do swych braci - wilków, wybiera luksus niewoli w domu swego pana, gdzie nie musi się troszczyć o żarcie i żeby mu tyłek nie zmarzł. Można i tak, ale - pytanie za milion - co to za życie?

"Niech więc wszyscy ateiści nie użalają się teraz nad swoim losem i nie tracą nadziei tylko biegną do Kościoła pojednać się z Bogiem"

He he, rozśmieszył mnie ten kawałek. To się nazywa bezkrytyczna (i bezpodstawna, nawiasem mówiąc) wiara w swój dar przekonywania. Spodobało mi się, słowo daję. Od tej pory chyba też będę tak robił. Byłoby to w każdym przypadku bardzo budujące zakończenie.

"A teraz druga możliwość: człowiek wierzy w życie po życiu, ale nie uwzględnia w tym planie Boga (nie wiem czy w ogóle tacy ludzie są, ale jeżeli są, to piszę do nich)"

Hm, ciekawe. Facet nawet nie wie, czy istnieje jakikolwiek adresat jego słów, a jednak pisze. Podziwiam - ja bym tak nie potrafił. Może by tak jeszcze napisać polemikę z Marsjanami, chociaż nikt ich dotąd nie spotkał? A poważnie, czyż nie byłoby celowe najpierw dowiedzieć się cokolwiek o danej grupie ludzi (np. czy istnieją, hehe), zanim się ich zacznie krytykować.

"Jeżeli byłoby więc życie po życiu, ale bez Boga, to pytam się: kto by je nam dał i po co byłoby życie ziemskie, jeżeli i tak na przykład Matkę Teresę i Stalina czekał[by] po śmierci ten sam los?"

A kto powiedział, że po śmierci wszystkich ludzi spotka to samo? Niektórzy wierzą np. w reinkarnację, która z grubsza polega na tym, że po śmierci każda żywa istota jest awansowana lub degradowana w hierarchii bytów w zależności od jej uczynków w ostatnim wcieleniu. Jeśli więc ktoś twierdzi, że niewierzący nie mają innych alternatyw jak nicość i niepamięć, to ma niebagatelne zaległości w elementarnej znajomości innych religii i filozofii.

"A zresztą takie rozważania i tak nie mają sensu ponieważ kto by nas wskrzesił jeżeli nie Pan Bóg?"

Chyba zacznę wkładać pampersy przed przystąpieniem do czytania AM, bo czasami mam wrażenie, że za moment niezawodnie się poleję. Wyobraźnia tego nieszczęśnika nie jest zbyt rozległa, jak widać na załączonym obrazku. Być może nie powinienem się nabijać z kogoś, że mu wyobraźni brakuje, w końcu nie każdy urodził się Arystotelesem czy innym Einsteinem, ale w takim wypadku - po co pisać arty?

"Zresztą wydaje mi się, że dla wszystkich zadeklarowanych Darwinistów rzeczą nie do pomyślenia jest wierzyć w coś pozanaukowego czy nadprzyrodzonego. A więc pytam, się. Panie i Panowie, gdzie wy macie oczy?"

W oczodołach?... Czyli chyba na miejscu. I chyba jeszcze dobrze funkcjonujące, mimo codziennych wielogodzinnych tortur przed monitorem. Niestety, nie wszyscy są na tym świecie tak cholernie naiwni, żeby wierzyć we wszystko, co zobaczą. A zwłaszcza - wszystko co usłyszą.

Poza tym koledze Jackowi bardzo dobrze się wydaje, ktoś kto wierzy w ewolucję, raczej śmieje się z "cudów", różdżkarzy, horoskopy i UFO. Choć znam przypadki, w których próbowano teorię Darwina godzić ze stworzeniem świata przez Boga. Nie były to zbyt fortunne próby, co tu dużo gadać. Na marginesie: mnie też się coś wydaje - że słowo "darwiniści" pisze się z małej litery, niemniej dziękuję za nadmiar okazanego szacunku.

"Panie i Panowie, gdzie wy macie oczy? Przez wieki wiele razy objawiała się Matka Boska, wydarzyło się tysiące, miliony cudów, na przykład uzdrowień, występowało wiele niewytłumaczalnych zjawisk i rzeczy, na przykład stygmaty, a wy dalej wierzycie jedynie nauce"

Niemożliwe, po prostu niemożliwe. A z ufoludkami to psycie tak samo! Przecież miliony razy lądowały na Ziemi, porywały tysiące ludzi i setki razy próbowały z nami nawiązać kontakt! Właściwie to dzisiaj same alieny powinny chodzić po ulicach, a wy nadal naiwnie sądzicie, że jesteśmy sami we Wszechświecie! Pamiętajcie, UFO istnieje! 90% Amerykanów nie może się mylić!

"Powiedzcie mi moi drodzy, jak wytłumaczycie wiele Maryjnych objawień, zatwierdzonych przez Kościół?"

Nuda? Pragnienie rozgłosu? Sposób na zbicie kasy? Chęć dowartościowania swojej zakompleksionej osoby? Głupota? Naiwność? Stan upojenia alkoholowego? Halucynacje? Nadmiar wyobraźni?

"Co do przepowiedni Matki Boskiej - to wszystko się sprawdziło, może oprócz cudownego ocalenia Papieża, ale widocznie Pan Bóg postanowił zmienić swe zamiary, zresztą Maryja powiedziała wyraźnie, że przez modlitwę możemy zmienić losy świata"

Hehe, z tymi pampersami to ja całkiem poważnie mówiłem. Dokonajmy kolejnego matematycznego założenia: że przepowiadanie przyszłości jest możliwe. Jaki jednak ma sens, skoro pewnego pięknego dnia Bóg może sobie z całą złośliwością zmienić zamiary, ku uciesze hordy wrednych niedowiarków? Ciekawe, czy taką zmianę planów też można przewidzieć? I idąc dalej, czy jeśli zostanie przewidziana zmiana zamiarów Boga, to jak będzie wyglądać przepowiednia Matki Boskiej? Może tak: "Za 10 lat będzie zamach na papieża, który przeżyje, ale za 5 lat Bóg się rozmyśli i ostatecznie papież zostanie uśmiercony". A tak na marginesie, co to za bóg, który musi się rozmyślać? Prawdziwa istota boska jest nieskończenie mądra, wszechwiedząca, jeśli coś sobie raz wymyśli, to jest to plan nieskazitelnie doskonały, nie wymaga ulepszeń... Trochę poplątana ta Jackowa teoria...

"(...) w Medugorje na niebie pojawił się wielki napis MIR (...)"

...A potem stara, skorodowana sowiecka stacja kosmiczna spadła na głowy zdumionych gapiów. A tak poważnie, czego to ludzie nie wypatrzą w chmurach... Wspomnę chociażby taką jedną reklamę w TV, o jakimś serku czy innych paskudztwie... O latających spodkach już nie wspomnę.

Dalej następuje bardziej obfity i szczegółowy opis "cudownych cudów", na który jednak spuszczam zasłonę miłosierdzia. Można by tak zresztą uczynić również z resztą artykułu "Chwila refleksji".

"Proponuję wam, abyście zamiast dwudziestej książki o teorii ewolucji lub kolejnego numeru tygodnika "Nie" przeczytali kilka książek o Maryjnych objawieniach bądź o życiu świętych. Wtedy zapewne rozjaśni się wam umysł w tym temacie"

Święta racja! Ja bym nawet rozszerzył tą ciekawą propozycję: przestańmy w ogóle uczęszczać do szkół! Na diabła nam edukacja! Przecież samą ciemnotę tam wciskają. Na przykład jakieś bzdury o ewolucji. Lepiej chodzić do Kościoła. Życzę miłego rozjaśniania umysłu (prania mózgu?).

"Proponuję, abyśmy w naszych rozważaniach przeszli dalej"

Propozycja została przyjęta jednogłośnie. Umieram z ciekawości co do kolejnych rewelacji...

"Ale wraz z poprawą klimatu, prawdopodobnie z piany morskiej, znowu powstały żywe organizmy, które zaczęły się rozwijać (słynna ewolucja, która, do końca nie wiadomo dlaczego, nieźle zadziałała tylko w przypadku człowieka, który rozwinął się w myślące stworzenie - przepraszam, dla Darwinistów to chyba jest złe słowo - w myślący organizm i zawładnął światem)"

Ooo, nie zawiodłem się wcale. Mamy tu bardzo interesujące spojrzenie na ewolucję. Oto stoją sobie w rządku: bakteria, mrówka, jakiś żabol i małpa. Zaczyna działać ewolucja i oto efekty: bakteria pozostaje bakterią, mrówka nadal jest mrówką, żaba żabą, a małpa (zapewne przez jakiś błąd w sztuce) zamienia się w ludzia. Tak teorię Darwina rozumie Jacek. Spieszę z wyjaśnieniem - to niezupełnie tak wygląda. Wersja poprawna jest (mniej więcej) taka: żyją sobie bakterie, która powoli przekształcają się (po wielu etapach pośrednich) w mrówy. Następnie mrówy ewoluują w żabki, a te - w małpiszony. Z tych z kolei powstaje homo-czasami-sapiens, a po paru milionach lat z homo sapiensów powstaje strach-pomyśleć-co. Innymi słowy: my jesteśmy, jak na razie, szczytowym produktem ewolucji, a cała reszta zwierzątek - produktami ubocznymi i pośrednimi zarazem.

Jest wszakże pewna kwestia, która przeciwnikom teorii ewolucji nie daje spać po nocach. Mianowicie nie mieści im się w głowach, jak to możliwe, że reszta zwierzątek, jako stojące niżej w ewolucyjnej hierarchii, nie poszła do tej pory do piachu? Ano, choćby dlatego, żeby istoty lepiej rozwinięte miały co jeść. I tak na przykład żaby wcinają mrówki, a same są wcinane przez małpy. No dobra, może niezupełnie tak to wygląda, ale wiadomo o co chodzi - równowaga ekologiczna, łańcuch pokarmowy, te klimaty.

Dość o ewolucji, jedziemy dalej.

"Czepiacie się też, że na świecie jest tyle różnych religii, więc dlaczego ta nasza (rzymskokatolicka) jest tą prawdziwą, prowadzącą do Boga. Otóż to w naszej religii mają miejsca wspomniane przeze mnie objawienia Maryjne i cuda, uzdrowienia; to naszą religię wyznawali m.in. siostra Faustyna Kowalska czy Ojciec Pio. Natomiast czytałem kiedyś, że w Islamie na przykład za proroka uchodzi dziecko, które urodziło się z wadą genetyczną polegającą m.in. na tym, że ma z tyłu krótki ogonek"

Proszę mi wyjaśnić, w czym dziecko z ogonkiem jest gorsze od objawień? W ogóle to powyższy fragment jest niezwykle zabawny. "Ha, ha, jacy ci muzułmanie głupi, czczą dziecko z ogonem! Nie to co my, mądrzy katolicy, my to wierzymy tylko w porządne cuda". Mam nadzieję, że autor "Chwili refleksji" zdaje sobie sprawę, na jaką śmieszność się naraził.

"A co do różnego rodzaju "proroków", wróżek czy jasnowidzów. Zajrzyjcie z łaski swojej po raz kolejny do Pisma Świętego. Powiedziane jest tam wyraźnie, że na świecie żyją fałszywi prorocy, mający wprawdzie moc czynienia cudów i prorokowania, lecz pochodzącą od szatana. A kto się im oprze i wytrwa, ten będzie zbawiony"

Problem tylko w tym, aby odróżnić prawdziwych proroków od tych szatańskich, prawda? Wobec powyższego cytatu muszę Jacka ciężko zmartwić, gdyż zbawienie ucieka mu przed nosem, jako że tego odróżniania się dotąd nie nauczył. Przez co należy rozumieć (jakby ktoś jeszcze nie skapował), że stygmatycy i ci od objawień to właśnie ci fałszywi prorocy.

"Zapytacie się w tym momencie, jak rozróżnić prawdziwych proroków od fałszywych, bądź sprawdzić prawdziwość objawień? No cóż, Bernadetka z Lourdes zrobiła to za pomocą święconej wody"

Yeah, od tej pory nie ruszam się nigdzie bez wody święconej. Myślałem, że w ten sposób można jedynie unieszkodliwiać demony, ale oto okazuje się, że cenna ciecz ma jeszcze inne zastosowania. Płynny wykrywacz kłamstw, przyznacie, że brzmi to nieźle! Ciekawe, czy szanowny autor próbował już tej metody? A najbardziej mnie interesuje, w jaki sposób, skoro już mamy tą wodę, sprawdzić, kto jest sługą szatana, a kto nie. Rozumiem, że prorok fałszywy, potraktowany wodą (i na dokładkę jakimś siarczystym egzorcyzmem) zniknie nagle wśród syku i płomieni? Już sobie wyobrażam naszego Jacka, jak z uniesionym kropidłem szarżuje na darwinistów...

"A zresztą wszystkie powyższe rozważania nie mają większego sensu, bo przecież wierzyć to znaczy ufać mimo [chyba: bez] cudów i dowodów"

Co do pierwszego członu zdania to się zgadzam, natomiast co do wiary bez dowodów... No cóż, uważam, że to szczyt naiwniactwa. Life is brutal - mało komu można ufać na słowo. Na każdym kroku musimy uważać, żeby przypadkiem nie dać się zrobić w konia (nie mylić z Qn'iem - to niweczyłoby sens tego zdania) jakiemuś cwaniakowi. W takich warunkach trudno wymagać od kogoś, aby wierzył w coś, czego nigdy nie widział, a tym bardziej - w coś, co przeczy zdrowemu rozsądkowi. A jednak trafiają się tacy zdolni, którzy wymagają.

"A więc proście Pana Boga o wiarę dla was i nie bójcie się uwierzyć"

Ja bym prosił o małe wyjaśnienie. Do kogo właściwie były skierowane te słowa? Jeśli do ateistów, to są one kompletnym bezsensem, jako że ateista - jak sama nazwa wskazuje - to człowiek w Boga nie wierzący, a więc jak może się do niego modlić? Natomiast jeśli adresatem tego zdania są wierni, to tym bardziej jest ono głupie, w końcu jeśli ktoś już wierzy w Boga, to nie potrzebuje się o tą wiarę dodatkowo modlić. Wiarę albo się ma, albo nie. Sama definicja wiary (przynajmniej w kontekście religijnym) nie dopuszcza czegoś takiego, że można wierzyć słabiej albo mocniej. Zatem prosić Boga o wiarę - to sam szczyt hipokryzji, okłamywania samego siebie.

"Teraz obiecane obalanie mitów na temat Kościoła i kleru. Mówicie, że księża są bogaci, mają piękne samochody, a pieniądze od wiernych przeznaczają na własne uciechy. Zgoda, też jestem zdania, że niektórzy księża żyją ponad stan, robiąc w ten sposób krzywdę Kościołowi, ponieważ odciąga to takich ludzi jak wy od tej instytucji"

Hmm, a jaki to właściwie mit został tutaj obalony? Nie dopatrzyłem się bowiem żadnego. Domyślam się (a co, inteligentny jestem), że chodziło tutaj o mit bogactwa i chciwości księży. Sęk w tym, że mitem jest coś, w co niektórzy wierzą, choć się z tym nigdy nie spotkali, a z tymi księżmi to różne ciekawe przypadki można by wymieniać w nieskończoność. Ale jeśli nawet byłby to tylko mit - skoro się z nim zgadzasz, to go nie obalasz, logiczne. Niektórzy autorzy jak widać nie mają pożytecznego zwyczaju czytania swoich własnych artów i wyłapywania podobnych do tego kwiatków...

"Musicie również pamiętać, że ludzie, którzy oddali swe życie Bogu to także zakonnice i zakonnicy, a wielu z nich złożyło śluby ubóstwa"

Ja tam pamiętam przede wszystkim to, że Chrystus (albo i ktoś inny w Biblii) powiedział, że WSZYSCY słudzy Boga powinni wyrzec się życia w luksusie, tym samym więc jedna jaskółka w postaci zakonników wiosny nie czyni.

"Zresztą nadmiar pieniędzy wytykają Kościołowi ci, którzy sami nic nie dają. A przypomnę wam, że ofiary na Kościół są dobrowolne, w przeciwieństwie do podatków"

Są, nie przymierzając, tak samo dobrowolne, jak uczestnictwo w pochodach pierwszomajowych za sowietów, to znaczy teorytycznie dawać nie musisz, ale jak nie dasz, to będą na ciebie bardzo krzywo patrzeć (i od razu ostrzegam: proszę mnie nie mylić z tymi, co bez przerwy plują na komunizm - pozdrowienia dla MiszCZa). A spostrzeżenie Jacka jest w rzeczy samej niezwykle odkrywcze - w końcu jakiego trzeba by było naiwniaka, żeby dawał na tacę i jednocześnie oskarżał Kościół o chciwość...

"Jeśli chodzi o Radio Maryja i ojca Tadeusza Rydzyka to postawa wroga wobec niego dziwi mnie. Narzekacie, że księża nic nie robią, a gdy ojciec Rydzyk ciężką pracą rozkręcił radio oraz wybudował szkołę i hospicjum, również to krytykujecie"

A czy dziwi Jacka również postawa zwykłych złodziei, którzy jakoś wcale się nie przyznają publicznie, że lubią sobie to i owo ukraść? Obawiam się, że znana mu jest zasada, że złodziej najgłośniej krzyczy: "łapać złodzieja". Analogicznie taki Rydzyk walnie od czasu do czasu jakieś hospicjum i myśli sobie, że jest wielki cwaniak i ludzie będą o nim myśleć jako o wielkim dobroczyńcy (i sporo ludzi się na to nabiera, jak widzimy). Ma się rozumieć, że przykład ze złodziejem nie zawiera żadnych aluzji :-/. A co do tej "ciężkiej" pracy - jakoś mnie ta ciężkość nie przekonuje, dziwne...

"A poza tym, dlaczego bronicie starej, samotnej kobiecie czy mężczyźnie słuchania Radia Maryja i śmiejecie się z niej czy z niego? To radio to całe ich życie"

I ten fakt jest właśnie dla nas smutny. No dobra, nie będę się wypowiadał w niczyim imieniu, ale mnie - naprawdę jest tych ludzi żal. No, bo jeśli CAŁE ich życie to Radio M., to co to za życie? (Jak w odbycie - będzie ze mnie poeta, co nie?).

"Następna sprawa - dewotki. Na wstępie wyjaśnijmy sobie coś: dewotki to nie kobiety często chodzące do kościoła, lecz kobiety, które chodzą do kościoła tylko po to by zbierać plotki"

No patrzcie, w moim słowniku języka polskiego byka strzelili, bo stoi tam wyraźnie napisane, że dewocja to udawanie pobożności, a tu się nagle okazuje, że prawda wygląda zupełnie inaczej! Niekumatym wyjaśniam, że to była ironia, a powyższy cytat brzmi dla mnie jak stwierdzenie, że prostokąt jest kwadratem. Jak powszechnie wiadomo, NIEKTÓRE prostokąty są faktycznie kwadratami, i tak samo NIEKTÓRE dewotki są plotkarami, niemniej ośmielam się twierdzić, że istnieje również gatunek dewotki nieplotkującej. Ogólnie, moja definicja dewotki brzmi tak: jest to kobieta, która zapytana, dlaczego należy chodzić do kościoła, odpowiada: "Bo tak trzeba". Definicja może nie tak dobra, jak ta słownikowa, ale na pewno celniejsza od stwierdzenia, że dewotka to to samo co plotkarka. Z ostatniej chwili: istnieje też męski odpowiednik dewotki, chociaż jego nazwa jakoś do mnie nie trafia, stąd zwykłem nazywać takiego osobnika świętoszkiem (od słynnej komedii Moliera). Mówię o tym, aby nie odezwały się ze strony kobiet skargi w sprawie dyskryminacji, jaką niewątpliwie popełnia Jacek, wmawiając nam, że tylko kobiety to religijne hipokrytki.

"Nie podoba wam się stanowisko Kościoła w sprawie aborcji i antykoncepcji. Co do aborcji - jest to zabójstwo człowieka, który nie potrafi się temu sprzeciwić bądź obronić; po prostu barbarzyństwo. A antykoncepcja? To przez nią w obecnych czasach zanika prawdziwa rodzina. Przez pigułki kobiety odkładają macierzyństwo, nieraz do czasu, gdy jest już za późno na potomka. Następnie obserwujemy model rodziny "dwa plus jeden" bądź "dwa plus pies"."

Wypowiedzieć się w tej sprawie czy się nie wypowiedzieć? Wszakże już to na łamach AM robiłem i temat zrobił się już dla mnie nieco irytujący... No cóż, może właśnie trzeba powtarzać aż do znudzenia?

Otóż na sprawę aborcji mamy praktycznie dwa spojrzenia. Pierwsze z perspektywy Matki Natury, drugie - Człowieka (przez duże C). Dla Natury najważniejsze jest życie, płodność, rozmnażanie. Wszystkie jej działania koncentrują się na tym, aby istoty żywe przypadkiem nie zniknęły z tej planety. Nie widzi przy tym różnicy np. między dobrowolnym aktem płciowym a gwałtem. I jedno i drugie stanowi dla niej po prostu zwykłe zapłodnienie - a więc życie. Naturze jest również wszystko jedno, czy dziecko urodzi się w rodzinie, która jest mu w stanie zapewnić utrzymanie, czy też nie. Człowiek - na ogół - myśli w mniej prymitywny sposób. Po to ma w końcu ten swój rozum. Zdaje sobie sprawę, że wyginięcie gatunku ludzkiego grozi nam raczej w wyniku wojny nuklearnej, niż dzięki aborcji. Skoro zaś nie trzeba panicznie ratować każdego zarodka, budzą się pytania wyższej kategorii - np. czy powinno się urodzić dziecko gwałciciela, czy też jest to wbrew ludzkiej godności. Teraz wszyscy mogą sobie odpowiedzieć sami.

Jeśli zaś wszystkie wady antykoncepcji to - zdaniem Jacka - zmniejszanie liczebności rodzin, to śpieszę go uświadomić, że jest w wielkim błędzie, jako że te nieszczęsne kapturki i inne takie pozwalają nam po prostu sprawować kontrolę nad tym, ile chcemy mieć dzieci i w którym momencie życia. A przy okazji - cieszyć się jedną z nielicznych dobrych stron tego życia, jaką jest niewątpliwie seks. Uprawianie miłości tylko w celu prokreacji? Takie hasełko przeszłoby w średniowieczu, ale przypominam, że ta epoka skończyła się już jakiś czas temu, zaś Kościół najwidoczniej nie nadąża za postępem. Powtarzam raz jeszcze, to nie antykoncepcja jest winna temu, że niektórzy nie chcą mieć stada bachorków.

"A jeżeli chodzi o to, że obecnie ludzie z ciemnogrodu (tradycjonaliści, wierzący i praktykujący katolicy) są obecnie wyśmiewani, a chodzenie do kościoła jest niemodne to powiem wam jedno: a czy wy jesteście stado baranów, żeby iść za większością!?"

Trochę mnie to zdanie zaskoczyło, gdyż byłem głęboko przekonany, iż to wierzący są w naszym pięknym kraju większością (czyli stadem baranów), podczas gdy piętnuje się właśnie ateistów. Jeśli chodzi o mnie, głównym powodem mojego rozwodu z Kościołem jest właśnie brak poczucia należności do owego stada.

"A tak w ogóle bardzo się wam dziwię, że nie przywiązujecie większej wagi do religii. Nie boicie się wiecznego potępienia?"

Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, nie wierzy też zazwyczaj w wieczne potępienie, więc nie stwarzaj ateistom dodatkowych problemów. W moim natomiast przypadku potępienie jest i tak pewne, więc po co przywiązywać wagę do religii.

"Jeżeli powiecie o mnie teraz "ofiara Kościoła", to ja powiem o was "ofiary postępu i Darwina"

Proszę Cię bardzo! Ja tam się zgadzam. Owszem, spodobała mi się nowa ksywka. W tym świetle słowo "ofiara" nabiera nowego, zaskakującego znaczenia...




Ofiara postępu i Darwina,
Daleki potomek niewiernego Tomasza,
Ałtsajder w stadzie ciemnogrodzkich baranów,
pewien.gosc@wp.pl

PS. Nie ukrywam, że napisałem tego arta licząc na to, że ktokolwiek podejmie się obrony człowieka, którego właśnie zjechałem. Ślijcie więc polemiki. Pochwały też ewentualnie mogą być.