Cholera, co to za życie?!



Właśnie - ona jest pusta. Sama egzystencja, bez żadnej odskoczni, bez niczego nowego. Bezwolne przeżywanie kolejnych dni. Egzystencja - pusta egzystencja. To jest straszne! Takie życie bez niczego co by je urozmiaciło.

Święta to taki okres, gdy zjeżdża się cała rodzina. tak się składa, ze oja rodzina zawsze przyjeżdża do mnie, no cóż - tak to już jest. I w tym roku (w zasadzie to w tamtym...) też tak było. Przyjechał też między innymi kuzyn z pierwszej klasy LO. Mieszka on w zasadzie jakieś 15 km. ode mnie ale raczej rzadko go widzę. Przeprowadziłem z nim rozmowę. Dość, można powiedziec, ciekawą. Ale im dłużej konwersowaliśmy tym bardziej zdawałem sobie sprawę z... bezsensowości jego życia. Jest ono takie... bezpłciowe. Szare, nudne. Wszystko co robi to albo się uczy (obowiązek) albo ogląda kanały muzyczne w telewizji. I to wszystko, ksiązki to on na oczy nie widział! NIe mówiąc już o czytaniu. Całe jego egzystowanie polega na oglądaniu. Choć nie do końca. Chodzi także na siłownię i poznał tam różne "ciekawe" typy. Uraczył mnie też zawiłą terminologią z tego świata, między innymi powiedział jak nazywają się... ech - zapomniałem tą nazwę, chodziło o takie osoby, które brały tyle koksów, ze już praktycznie nie myślą. Tak on mi to tłumaczył. Ten mój kuzyn nie jest z jakiegoś marginesu społeczeństwa, można powiedzieć, że pochodzi z całkowicie normalnej rodziny. Rodzice dbają o jego wychowanie. A mimo wszystko on... on zaczął zadawać się właśnie z tymi ludźmi. Jego życie to jest ta cała siłownia i ludzie jacy do niej chodzą. Sam mówi, że jego kumple dzielą się na dwie grupy. Tych normalnych - czyli takich jakich mam i ja. Oraz ty drugich - kolegów z siłowni, których ja sam nie uważam, za normalnych. Zresztą, jak kuzyn u mnie był to nasłuchałem się trochę historyjek. Jakie to u nich są 'mafie' , z kim to oni rywalizują. Kto jest najsilniejszy, jak to ktoś kogoś pobił. Przecież to jest chore! Niby nasza cywilizacja się rozwija, mówi się jacy to jesteśmy rozwinięci, humanitarni itp. A tu się co okazuje? Proszę, ludzie tak jak kiedyś, w odmętach przeszłości, przechwalają się, pokazują jacy to oni są silni - to staje się celem w ich życiu! To by być jak najbardziej przypakowanym. I to jest nienormalne, niby, ogólnie jako cywilizacja, posuwamy się do przodu, a w rzeczywistości to... MOże nie mam do końca racji, w końcu ta ich grupa to nie jest większośc społeczeństwa. Ale nie jest ich też tak mało.

Tak się zastanawiam nad tym wszystkim, nad tym jak ci ludzie sobie paprają życie, jak je niszczą. Ale to jest bezsensu, tak jak bezsens, który jak się okazało nie był tworem MiszCZa. (w tym miejscu chcciałbym MiszCZa serdecznie przeprosić, mój art "Obrona MiszCZa?" niesłusznie obraża MiszCZa, ale mam nadzieję, że się za to on na mnie nie obrazi. Wszystko co napisałem tam przenosze pod adres tego, kto był twórcą tegóż "Bezsensu" - przepraszam, za to osobiste wyznanie :) ale nie znam maile do MiszCZa by go za tamto przeprosić, więc robię to za pośrednictwem AM.) oni to robią tylko dla umięsnionego ciała. Dobrze, jezeli im to sprawia przyjemność to niech to robią, każdy może robić co chce (nie do końca wszystko). Ale jak sam mi opowiadał kuzyn oni 'walczą' między sobą ponieważ... lubią się bić, to im sprawia przyjemność. A może tylko tutaj moga wykorzstać te mięśnie, które tak skrupulatnie 'hodują'? To wszystko jest chore.

Jednak najbardziej zdziwił mnie kuzyn pewnym stwierdzeniem. Siedziałęm spokojnie, słuchałem co takiego ma on do powiedzenia, słuchałem tych historii. Od czasu do czasu coś tam wtrąciłe, niewiele - nie znam się na tych sprawach. Aż nagle on do mnie powiedział: "Jędrzej, ty też powinieneś zacząć ćwiczyć. To twoja przyszłość. Potem ci się to zwróci". To mnie kompletnie załatwiło. Jaka przyszłość? Co mi to takiego da? Nie odpowiedziałem, mu widocznie niezbyt zależało na odpowiedzi, mówił dalej. Ale ja zastanawiałem się nad tym. Bo naprawdę nie wiem w czym takim mogłoby mi to pomóc, sądzę, że tylko by mi to zaszkodziło. Spójrzmy na przykład mojego kuzyna. Ćwiczy on, jest silny - faktycznie. Ale poza tym jest... strasznie niski! W zasadzie najniższy w klasie! Słyszałem, że 'pakowanie' sprawia, że się nie rośnie. Widocznie ma to jakiś sens... A poza tyym jaką przyszłośc dało by mi to, że byłbym silny? Żadnej dobrej płatnej pracy, mógłbym pójśc na budowę albo kopać rowy. Tak by wygladało moje życie później. Naprawdę - wspaniała perspektywa!

Ech, nie chce mi sie tutaj mówić o wszystkim, o czym była mowa w tej rozmowie, może jeszcze tylko wspomnę, że kuzyn zaczął się potem użalać nad tym światem - filozofować. A dokładniej chodziło o... o to, że połowa jego klasy bierze koksy. Heh, sorry, ale jak dla mnie to jest po prostu... brak mi słów. Nie będę się już więcej rozpisywał, nic więcej nie mam do powiedxzenia, skończę tutaj w tym miejscu ten art, nic więcej nie dopisze - bo i po co? Ogarnęła mnie bezsilność wobec tego co...



Faramir