=-=-= ANOMALIE WSPOMNIEŃ =-=-=


    Płacz. Zgrzytanie zębów, poczucie odłączenia. Opuszczone serce, złamane wpół, gdzie jedną połówkę zajmuje radość, drugą zaś nienawiść do przeszłości, do czasów zamierzchłych... Mina nietęga, wystraszone spojrzenie spode łba na przemykających ludzi, poczucie lęku, utracenia swojej nietykalności. Fobia, która prześladuje, widząca w każdym człowieku chęć do zbrodni. Nóż, siekiera, zwykła linka - nieważne. Spotęgowany lęk wdarł się między te niewielkie istoty, zmalała wartość swego bezpieczeństwa. Dlaczego akurat taki musiało być? Czy miejsce to jest przytulne, miłe i ciepłe, gdzie znajdę miłość, szczerość, poszanowanie do życia, do człowieka...

    Tyle strasznych sytuacji, jeśli patrząc w dal, hen... przed kilkunastoma tygodniami. Ciągłe awantury, głośne kłótnie podczas których dochodziło do rękoczynów, a ja jestem jego ofiarą. Nie potrafiłem tak żyć, bałem się, wcale nie na zapas... Uciekałem z domu, pojawiałem się w nim jak najrzadziej, a moja chęć, cel, odwaga - gdzieś się zapodziała. Mówiono mi tyle o karierze, o ludziach dobrej woli, uczynnych, mających w sercu pozytywne wiązki i żal z powodu osób trzecich, wpółczucie, możność pomocy... Rozważania na temat uroków, satysfakcji... Wcale tak nie jest, to wszystko sterta wyolbrzymionych kłamstw, żadnej prawdy. Myślałem, iż odnajdę się w przyszłości, bezsensownej rzeczywistości, że kolor dnia sobie będę wybierał, niebo malował własnym pędzlem, ukształtowywał to, co dla mnie najważniejsze. Dotkliwie i z całą determinacją zostałem okłamany... W tak młodym wieku muszę poznać najgorsze zło tego świata, okrucieństwo, dążenie do upragnionych celów kosztem innego człowieka. Ja już tak nie chcę... Gdy tylko sobie przypomnę te momenty, przed oczyma pojawia się blask - ostry, kłujący, parzący. Widzę to nazbyt dobrze, każdy istniejący element powiększa się, słychać odgłosy tak wyraźnie, a zarazem jakby już nie docierały. Płonie moja głowa, myśli również, ale to samo mnie nachodzi, nie chce odejść, pożegnać się na zawsze, osiadło we mnie, w moim sercu, duszy, mózgu... Jestem moralnie skrzywdzony...

    Dziś mam prawdziwy dom, otoczony Bogiem, miłoscią, przekonaniem i nadzieją na dalsze pochlebne zycie w dostatku emocjonalnym, psychicznym, bez problemów, stresów i nerwów. Znalazłem to, czego potrzebowałem, czego chciałem widząc trwogę na ustach pierworodnych, opanowane oczy, gorące od nienawiści, skierowane ku... Właściwie oddelegowano mnie tu, sam się nie prosiłem, ale nie mogłem trafić lepiej. Życzliwość wypełnia każdy pokój, elementarna cząstka powietrza wchłania poszczególne pozytywne uczucia i zaraża powodując śmiech, radość, chęć...

    Jednak dostałem tę szansę na nowo, nie dane było mi żyć, być może zginąć w tamtych warunkach, widocznie jestem wybranym, a Bóg upatrzył mnie sobie i wziął pod opiekę, sprawuje nade mną pieczę... Odnalazłem własny sens i tok życiowy, działanie, karierę. Już tam nigdy nie powrócę, gdzie zło niepodzielnie się panoszy, pustka sercowa ogarnia każdą domową istotę, każdy kąt, a cżłowiek człowieka nie widzi, mimo iż ten stoi koło niego - kilka metrów zaledwie... Wspaniale jest mieć poczucie wartości - to, że dla kogoś coś znaczę i jestem przez nich kochany, utwierdzany w przekonaniu, które mówi o życiu jako prezencie, darze, a które to niesie pomyślności i łaski, jeśli odpowiednio się je przeżyje. Ponadto trzeba mieć warunki do pokazania samego siebie, własnych uczuć, żądz, przekonań... dostałem je niedawno i rad jestem z tego... Tu wcale nie jest tak źle, widzę przynajmniej perspektywy na przyszłość, podczas gdy tam nie miałem na to czasu, a wypełniał go strach przed bólem, biciem, śmiercią. Nie miałem chwili na zastanowienie, popatrzenie we wrota mego umysłu, sięgnięcie ręką wprzód i zapytanie: co mnie tam czeka? Już wiem, już wiem... Nie odejdę, jeszcze nie, jeszcze nie...

Piszę ten list do Ciebie, ponieważ muszę to z siebie wyrzucić, te wszystkie moje lęki i powątpiewania. Tej kartki nikt nie zobaczy, gdyż... kierowana jest do Mnie. Ja jestem Tobą... zwracam się do siebie. Kieruje mną tylko inicjatywa dodania pewności, niegdyś zatraconej, na nowo odzyskanej. Właściwie tutaj są moje wszystkie żale... ale po co ja to piszę...

- Jasiek, idziesz się pobawić?
- Czekaj, już schodzę... tylko coś schowam - na pamiątkę...

    Kompan Radości z Domu Dziecka, gdzie Słońce świeci w mroku, przegania mrok i ciemność... wyrwany z sideł zła własnej rodziny, ich niegodnych czynów, z płonącego nienawiścią serca, braku szacunku do swego dziecka, do Mnie...

... (długopis odmówił posłuszeństwa, już dłużej nie mógł znieść strasznych krzywd, jakie Mu wyrządzono...)...

sly
slyther@o2.pl


"Czym byłoby życie bez nadziei? Iskrą odrywającą się od rozpalonego węgla i gasnącą natychmiast." - Friedrich Holderlin