|
Widziałem motyle. Niby nic w tym dziwnego, ale zważywszy, iż jest Wigilia... Fakt godny wspomnienia, nieprawdaż? Dwa śliczne, czarne motyle z pomarańczowymi wzorkami na skrzydłach, zagościły w mym domu. Latały po całym mieszkaniu. Nikt z rodziny nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Ani je zabić, ani na zewnątrz wypuścić - bo w sumie na jedno by wyszło. Siedziałem oczarowany, patrząc na, zdawałoby się, chaotyczny lot, na delikatny ruch aksamitnych skrzydeł i urywany częstym odpoczynkiem powietrzny pląs. Zebrało mi się na wspomnienia. Przed oczami stanęły mi obrazy lata. Obrazy chwil pełnych szczęścia i radości. Pamiętam, jak byłem małym brzdącem zdarzało mi się uganiać do upadłego za motylami właśnie. Z dziecięcą ciekawością, z patykiem w dłoni i kaszkietówką na głowie, obserwowałem te delikatne istoty. Ludzie powiadają, że po latach pozostają tylko dobre wspomnienia, a złe zamazują się w perspektywie czasu. To chyba prawda... Pamiętam, jak myślałem, iż zawsze będę dzieckiem. Nie wyobrażałem sobie, co będzie za miesiąc, za dwa. Każdy nowy rok był dla mnie czymś odległym. Każda następna Gwiazdka była tylko jakimś pozbawionym wyrazu świętem i okazją do naiwnej radości. Nawet życzenia traktowałem jakoś tak z przymrużeniem oka. Czas to osobliwe zjawisko. Im jesteśmy starsi, tym bardziej nas dotyczy. Dlatego teraz jest inaczej. Wiele rzeczy się zmieniło. Każda chwila jest dla mnie czymś wyjątkowym. A przynajmniej staram się, aby tak było. Dostrzegam jej powagę, ale i radość, jaką często niesie. Dostrzegam także coraz więcej spraw, z pozoru błahych, nie dotyczących mnie bezpośrednio. Spychają one moje "ja" sprzed kilku lat na boczny tor. Zdają się mówić, że nie czas na głupoty. Nie czas, na niemądre, pozbawione krzty rozumu zachowania. Zachowania mierzonego już przez dorosłość. Dojrzałość każdego następnego roku na karku. Roku, który przynosi wiele niespodzianek. Nowego Roku. Czasu nieprzeniknionego z perspektywy ostatnich dni grudnia. Dni wzajemnej serdeczności i życzliwości zawartej we wzajemnych życzeniach. Cóż więc mógłbym życzyć Ci z tej okazji? Poczucia bliskości i ciepła rodzinnego przede wszystkim. Nie można ich kupić za żadne pieniądze. Kontakt z pokrewną duszą jest niezbędny każdemu z nas. Chciałbym, żebyś docenił drugiego człowieka. Jako osobę - istotę myślącą, posiadającą własne odczucia i pragnienia. Tak często zdarza się każdemu z nas odtrącać innych. Przez byle błahostkę. Spróbuj wyzbyć się uprzedzeń. Spróbuj przenieść wigilijny promień na każdy następny dzień. Zastąp, chociaż na kilka dni, nerwowy ścisk szczęk płomykami w oczach. Iskierkami optymizmu. Siły życiowej - bez niej człowiek byłby pustym pniem łamiącym się pod naporem życia. Jak to świetnie ujął kiedyś Napoleon - bądź panem siebie, bez siły nie ma ani cnoty, ani szczęścia. Bądź na tyle silny, aby nie odbierać ludziom nadziei, optymizmu. Bo cóż złego jest w szukaniu dobrych stron życia? Spróbuj czasem zastanowić się, gdzie podążasz i co Ci to daje. Postaw przed sobą cel i konsekwentnie dąż do niego. Nieważne, czym on będzie. Liczy się jedynie sam fakt próbowania. Droga jest sama w sobie lepszą nagrodą, niż cel. W końcu, chciałbym Ci życzyć odwagi. Odwagi potrzebnej do przyznania się, że gdzieś tam, w głębi serca, istnieje promyk. Promień dziecięcej prostoduszności. Chciałbym żebyś czasem sięgnął po niego. Żeby Ci przypomniał, że istnieje szczęście. Proste, nie skomplikowane światem pieniądza i problemów, jakie stawia życie. Odwagi potrzebnej także do patrzenia z innego punktu widzenia. Spoglądania na siebie, na własne pragnienia. Naucz się je realizować. Odważ się iść za głosem serca i spełnić najskrytsze dziecięce dążenia. Dorośli często zapominają o wadze aspiracji. Pochłonięci przez wir codzienności popadają w rutynę. Ona ich przytłacza i hamuje. Oddziela od szczęścia. Dlatego spróbuj spojrzeć w kierunku pragnień swego serca i spełnić chociaż część. Przełam się i popatrz czasem na własne wnętrze. Udowodnij sobie, że jeszcze potrafisz z naiwną radością życia patrzeć na otaczający świat. Naucz się iść za własnymi motylami. Ja nawet teraz potrafię za nimi podążać. Ścigać je po łąkach własnej osobowości i w końcu złapać. Pochwycić i trzymać delikatnie w dłoniach, przypatrując się ich misterności. Potrafię spojrzeć na motyla okiem pozbawionym zasłon rzeczywistości. Wiem, że jeśli tylko będę chciał, to potrafiłbym złapać każdego następnego. Choćby nie wiem jak daleko był. Po prostu jestem tego pewien. Tego samego życzę Tobie. Człowiekowi trudno wyzbyć się rzeczy, które nadają życiu smak. A smak motyli jest niezapomniany i niepowtarzalny. Są one przyprawą dla otaczającej nas rzeczywistości. One właśnie sprawią, że znów poczujesz się jak dziecko. Nie gwarantuję, że życie stanie się wtedy idealne. Ale na pewno będzie trochę lepsze. Wystarczy tylko przypomnieć sobie, jak się patrzy na motyle. Wystarczy tylko przypomnieć sobie, jak się marzy.
- Chodźcie na krawędź.
- Nie, spadniemy. - Chodźcie na krawędź. - Nie, spadniemy. Podeszli do krawędzi. On ich pchnął, a oni poszybowali. Guillaume Apollinaire Gregorius fishbone1@wp.pl |