MOJA PODRÓŻ MARZEŃ DOOKOŁA ŚWIATA

 

 

Postanowiłem odbyć podróż dookoła świata nie tracąc zbytnio środków finansowych
i czasu, więc położyłem palec na globusie o skali 1:80 000 000 i zakręciłem nim. Jednak zakręciłem w przeciwny zwrot (ze wchodu na zachód, a Ziemia kręci się odwrotnie),
a poza tym przekroczyłem Mur Chiński nie w tym miejscu co należy, potknąłem się o kilka bezludnych wysepek (o populacji poniżej 1 tys. mieszkańców) i byłem na Mount Everest (h=8848 m. n.p.m.). Postanowiłem więc odbyć swoją podróż w jeden dzień, uzyskując prędkość 40 000 [km] / 24 [h]. Po okresie równym 1 [dobie] stałem ciągle w tym samym miejscu, poczekałem jeszcze 5 [dób], nic jednak nie zmieniło się. Okazało się, że spryciara Ziemia poruszała się z prędkością równą mojej! Chcąc ją przechytrzyć zrobiłem krok naprzód
i pociągiem pokonałem trasę długości ok. 1200 [km] oraz prędkości 120 [km/h] w kierunku zachodnim do Hawru. Przejazd wraz z przesiadkami trwał przeszło 12 [h]. Po spędzonej nocy w hotelu udałem się na swój prom.

Mniej więcej na szerokości geograficznej 50°W i długości 40°N na spokojnym do tej pory niebie na horyzoncie zaczęły pojawiać się ciemne chmury, które mogły zwiastować tylko sztorm. Szacując szybkość wiatru pędzącego zawiesiny mikroskopijnych cząstek cieczy (głównie wody) lub ciał stałych (lodu) w atmosferze obliczyłem, że za około 1200 [s] burza dotrze do okrętu. Fala uderzeniowa sztormu niespodziewanie okazała się wysoka i z ogromną siłą rozłupała statek na dwie części. Ludzie w panice skakali z pokładu z przyspieszeniem ziemskim g=10 [m/s2], a ja spokojnie udałem się do szalupy ratunkowej. Niebo było zasnute chmurami jeszcze przez wiele godzin, mimo tego kierując się za Gwiazdą Polarną dopłynąłem do wielkiego kontynentu (rysunek poniżej).


            Takim sposobem dopłynąłem do nowego lądu. Żyli tam prawie sami buszmeni. Spotkałem tam jedynego cywilizowanego człowieka, Robinsona Crusoe, który ukrywał się przed tubylcami. Ich przywódca i szaman, starszy Buszmen Junior umieścił mojego nowego znajomego na czarnej liście Najbardziej Poszukiwanych Rozbitków Świata. Robinson był w fatalnym stanie. Jego broda była taka długa, jakby nie golił się od urodzenia, i chyba uderzył się gdzieś w głowę, bo miał ją owiniętą białym ręcznikiem. Nie chciał zostać dłużej na nieprzyjaznym kontynencie, więc zabrałem go do Azji, gdzie osiedlił się na nowo. Jak na buszmenów byli oni na tyle uprzejmi, że umożliwili nam transport samolotem trwający 5 [h] na północny zachód. Wylądowaliśmy na płw. Czukockim, gdzie musiałem opuścić Robinsona. Stamtąd pociągiem udałem się do Moskwy. W stolicy Rosji odebrałem swój samochód, który zostawiłem wcześniej na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Wracając do domu nagle zauważyłem na swoim pasie samochód kierujący się wprost na mnie z przyspieszeniem a=20 [m/s2]. Mogłem zahamować (używając czterech kół) i liczyć na to, że tamtemu kierowcy zadziała układ hamowania, jednak po chwili obliczyłem, że mimo dłuższej drogi o p powinienem skręcić na bok (używając dwóch kół), gdyż średni czas reakcji po zobaczeniu przeszkody przez statystycznego Rosjanina o zawartości 8 krwi w alkoholu wynosi 20 [min] lub do czasu spotkania z najbliższym drzewem. Moja prędkość kątowa wyniosła 2/3 p [rd], a skręt wykonałem z odblokowanym hamulcem pod koniec procesu hamowania. Dzięki temu uszedłem cało i nie doszło do wypadku. Kontynuowałem swoją podróż do Łańcuta lekko wycieńczony wszystkimi przeżyciami. Jednak starczyło mi siły na opisanie wrażeń z odbytej wyprawy.

 

Bibliografia:

  1. Zdjęcia 1 i 2 ze zbiorów własnych, natomiast 3 i 4 z Multimedialnej Encyklopedii Powszechnej Fogra’99.
  2. Niektóre zagadnienia oraz fragmenty przytoczone z wykładów profesora Jana Magonia, nauczyciela fizyki w I LO w Łańcucie.

 

PS. Wersja uproszczona o kilka ilustracji nie mających znaczenia w tym dokumencie - prawdziwe wypracowanie oddane na fizykę!!! Że też ja się śmierci (oceny niedostatecznej+) nie boję...

Slavik

Slavik_1@wp.pl