Siema Fido.
Też jestem przeciwnikiem Kościoła, choć
trzeba przyznać, że nie wszyscy księża i inni jego urzędnicy są żli. Mimo
tego wierzę w Boga. Jednak nie jest to Bóg na zasadach chrześcijan, kórzy
niby w niego wierzą, chodzą na msze, sięgają do trzosa, a potem gotowi
są zabić Cię za kształt Twego nosa. Polecam Ci tekst Oh!My God!
w AM33, jeżeli jeszcze go nie czytałeś. Może pozwoli Ci on trochę lepiej
mnie zrozumieć. Ale do rzeczy.
Dlaczego Bóg stworzył zło? Dlaczego
dał nam wolną wolę? Słuchaj, może być kilka powodów, niektóre mniej, inne
bardziej kontrowersyjne. Sam piszesz, że Bóg nie jest wszechmocny, stworzył
ludzi na własne podobieństwo, więc praktycznie udzieliłeś sobie odpowiedzi.
No, ale:
1. Bóg jest podobny do ludzi, więc posiada także ludzkie uczucia.
Chciałem jeszcze powiedzieć, że stworzenie człowieka na Jego podobieństwo
należy interpretować, jako to, że Bóg dał nam własne przymioty dotyczące
sfery duchowej, a nie cielesnej. Bóg jako byt niematerialny nie ma nóg,
rąk, ani głowy. Bóg ma więc uczucia. I nie ograniczają się one do miłości,
łaski i litości. Może być też nienawiść i wszystko inne. Bóg ma prawo popełniać
błędy i możliwe, że dzięki jednemu z nich jesteśmy. Może też chcieć być
docenionym. Gdyby nie było zła, kto zauważyłby jego dobroć? Kto wtedy pozwalałby
mu istnieć, kto wierzyłby w kogoś, kto zawsze przybędzie i wyrwie z paszczy
lwa? Dał nam wolną wolę i pozwolił istnieć złu, żeby samemu móc zaistnieć.
Pomyśl, gdybyś był Bogiem, to wolałbyś tylko patrzeć na raj, idyllę, czy
raczej lekko w nią ingerować i wprowadzić trochę akcji? Tak, żebyś i ty
miał co do roboty. Żebyś mógł im pomagać, opiekować się nimi, karać te
mróweczki.
2. Piszesz: dlaczego Bóg dając nam wolną wolę skazał nas tym
samym na wcześniejszą lub póżniejszą zagładę? Niby dlaczego mając prawo
wyboru mamy od razu doprowadzić się do zagłady? Jasne, że to wszystko nie
wygląda różowo, ale nie należy przesadzać. Każdy człowiek staje przed kropeczką,
z której rozchodzą się dwie linie. Zależnie, jaką wybierze, takim jego
wybór. Możesz być złym człowiekiem - zabijać, kraść i deptać uczucia, ale
czy to naprawdę da ci satysfakcję? Jasne, że pozwoli poczuć siłę i władzę.
Ale przeczytaj tekst Na zewnątrz: Duży w AM 33. Co zrobi zły człowiek
na starość? Taki drech, który przez swoją słabość i głupotę wybrał tą drogę?
Będzie skazany, jeżeli oczywiście ktoś go wcześniej nie zabije gdzieś na
klatce tępym nożem. Więc jak widzisz siła leży tylko w dobrze. Nie wiem,
do czego to prowadzi, ten cały wybór drogi. Czy tylko do poczucia jakim
się jest, do poznania siebie, a może jest to boski test? Może życie jest
sprawdzianem, który kwalifikuje nas do zdania gdzieś wyżej? Do kolejnego
życia w lepszej sytuacji, do pójścia do nieba? Nie wiem.
3. Bóg ma ludzkie uczucia, więc może być też odważny i zuchwały.
W pewien sposób zarozumiały. Dlatego daje złu materialną postać, stwarza
dla samego siebie węża i hoduje go na swej piersi. Pamiętasz historię Hioba?
Facet cierpiał, bo Bóg w pewien sposób założył się z Szatanem o wiarę człowieka.
Może Zło istniało od początku, gdzieś w pustce krążyło i szukało wyjścia,
ale nie mogło zaistnieć, bo wtedy, kto by go poznał? Kto poznałby zło,
gdyby nie było dobra? Więc może kiedy pojawił się Bóg, Dobro - Zło od razu
zaczęło szeptać, żeby dał mu postać, bo Zło nie potrafiło tego zrobić.
Zło jest i było bardzo silne, ale nie ma mocy stwórczej. To akurat możesz
dostrzec w codziennym życiu. Tylko ludzie dobrzy i wyposażeni w uczucia
mogą kreować.
4. Cuda i objawienia są często śmieszne i małe, tak małe jak
ludzie, którzy ich "doświadczyli". Tylko nad jednym przypadkiem na tysiąc
warto się dłużej zastanowić i bliżej go zbadać. Kościół rzeczywiście ma
dość środków i możliwości, żeby czynić cuda. Jest to swoista reklama przyciągająca
ludzi małej wiary i słabo wykształconych. Spójrz dookoła. Kto naprawdę
wierzy w Boga? Ci wszyscy chrześcijanie, te staruszki, które przypomniały
sobie o nim w chwili trwogi, kiedy zdały sobie sprawę, że przemijają? Czy
może ja (nie zamierzam się tutaj licytować wiarą), który wierzę w Boga
teraz i raczej dalej będę wierzył, ale wierzę w Niego na własnych zasadach.
Traktuję Go jak Ojca. Nie klękam przed nim, bo go szanuję i wierzę, że
jako istota dobra nie kazałby mi nigdy się korzyć, nigdy nie nakazałby
mi czegoś, co mogłoby mnie upokorzyć. Nigdy nie uciekam do Niego w czasie
strachu. Nie zdaję się na Boga, tylko walczę sam. Próbuję działać. Uczę
się, żeby zdać, a nie proszę go o nadesłanie dobrych odpowiedzi. Cuda są
dla ludzi małej wiary, którym potrzebne są dowody, bodżce popychające ich
do Kościołów.
5. Bóg jest słońcem, które możesz dostrzec czasami. Bardzo rzadko,
ale czasami to pojawia się w Tobie, w Twoim sercu. Chcesz mu dziękować.
Za widoki, jakie zesłał przed Twe oczy, za życie. Czasami tak jest, ale
rzadko. Dla tego warto żyć. Dla miłości i piękna. A Kościół i niewola,
którą wiąże on ludzi wierzących zapala jeszcze świecę, żebyśmy mogli dostrzec
słońce. Pokazują coś, co od zawsze było widoczne. Pokazują w świetle, które
im daje korzyści. Kościół jest instytucją, zakładem pracy, a nie zwykłem
traktować żadnej firmy inaczej, niż innych. Może cieńka metafora, ale napiszę.
Kościół jest Adidasem, Nikem, Reebokiem, a Bóg jest ubraniem. Pomyśl nad
tym. Nie będę tłumaczył, bo interpretacje autorów zabijają metafory dla
ich odbiorców.
Twoje poglądy na temat religii są słuszne. Jednak na temat Boga nie. Muszisz bardzo mocno uświadomić sobie, że chodzenie do Kościoła, składanie krwawych ofiar nie jest równoznaczne z wiarą w cokolwiek. Nie chodzenie do kościoła nie czyni Cię ateistą. Jeżeli przestaniesz wierzyć w Boga będziesz ateistą. Będziesz nim, kiedy nie powiesz w chwili cierpienia: Boże, pomóż... kiedy nie będziesz krzyczał: Jezu, dlaczego? Wtedy nim będziesz. To, że lubisz czytać gazety, nie nzaczy wcale, że musisz od razu być dziennikarzem. To, że wierzysz w Boga, nie znaczy, że musisz sobie wybrać z katalogu dostępnych wiar, który leży na stoliku u dentysty albo pediatry. Tylko u nas: buddyzm, katolicyzm, prawosławie, sekty, judaizm, vodoo... Wybór należy do Ciebie. Tak jak teraz, tak i przed wiekami.
Dlaczego wszystko, co sprawia nam radość, wszystko, czemu przypisujemy urok piękna, wszystko, co odziewamy w szatę ideału, kończy się czymś brudnym, głupim, nędznym lub śmierdzącym, dlaczego nietrwałość jest cechą absolutu, a wzniosłość i triumf nie są jego finałem? Miłość kona w znudzeniu, upodleniu lub zazdrości, dobroć w spektakularnych filantropiach, książka w składzie makulatury, poezja w ocenach szkolnych belfrów, konie wyścigowe w jatkach rzeźników, demokracja w tłumie, wolność w ZOO, sława w megalomanii, wiedza w pysze, cacka na śmietniku. Valdemar Baldhead (Łysiak)
Rozumiem, że podyskutujesz z tym albo zgodzisz się i wyślesz do AM? Jeżeli tak, to byłoby miło, jeżeli nie to wyślę ten tekst sam, bo całkiem zgrabny art mi przy okazji wyszedł! Do przeczytania, Fido.