Przygoda z muzyką
 

Hej wszystkim; biję pokłony czytelnikom, którzy odważyli się tu zajrzeć.
W tym tekscie mam zamiar zawrzeć swoją przygodę z MUZYKĄ.

Cała zabawa zaczęła się od momentu moich narodzin. Moja mama była hipiską (czad!), a tata był (i nadal jest!!!)
szanującym się metalem (nienawidzę tego określenia).
Kiedy tak sobie raczkowałem po domu, wpadały mi w ręce różne ciekawe pudełka z makabrycznymi okładkami... Czego tam nie było;
zewsząd atakowały mnie kościotrupy, motory i gołe panienki ;)
Dzisiaj już wiem, że owe pudełeczka zawierały w sobie magiczny nośnik, na którym zapisana była muzyka kapel takich jak:
Iron maiden, Testament, Metallica, Guns'n'Roses, Death itd. (to taty), lub Dżem, Budka Suflera, ZZ Top (to mamy).
Doskonale pamiętam jak mój tata, gotując obiad, puszczał głośno (wtedy nie znałem tytułów) "Evil Dead", "Scream Bloody Gore"
(Death), "Barmy Army", "Acid Drinker" (Acid Drinkers), czy klasyki Iron Maiden.
Jakoś tak zleciało, a mi ta muzyka nie przeszkadzała, było mi obojętne, czy leci Dżem, czy Venom. I to i to było z gitarami.
Po kilku latach znalazłem się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Wtedy właśnie opętało mnie Radio.
I to nie byle jakie; RMF FM - Ameryka w polskim wydaniu ;) Dużo tam tego leciało. Coco Jambo itd. Takiej muzyki jeszcze nie
znałem. Wszak przez całe życie nie słyszałem elektroniki (autentycznie!). Pewnego pamiętnego dnia, moja ciocia (sluchala
punku) sprawiła mi kasetkę Hip-Hop'owej kapeli Kaliber 44 (słyszała jak pod nosem nuciłem sobie ich ówczesny przebój - "+ i -").
God, co ja wtedy przeżyłem! Te dźwięki wywoływały w mojej świadomości tak niesamowicie żywe obrazy, że do dzisiaj jestem
pełen podziwu dla tej muzyki (tylko i wyłącznie dzięki K44 szanuję HH).
Jednak już po roku na poważnie zainteresowałem się MUZYKĄ. Przeczesałem wszystkie półki w domu, wybierając kasety i płyty
z najfajniejszymi okładkami ("Are You A Rebel?" - Acid Drnkers i "7th Son of a 7th Son" - Iron Maiden + G'n'R "Use Your
Illusions II" - pamiętam jak dziś). Wsłuchiwałem się w te dźwięki przez kilka(naście) miesięcy, aż stwerdziłem, że to
jest to!
Przewińmy troszkę dalej. Pierwsza klasa gimnazjum. Wtedy całkowicie identyfikowałem się z "tą" kulturą. Słuchałem
(dzisiaj tak to nazywam) "pierdółek" pokroju Metallica, czy Slayer i oczywiście Acid Drinkers.
Dalej tak się to wszystko rozwijało, poznawałem nowe kapele ("Judas Priest", czy inne HM classics).
Kolejny krok - II klasa gimnazjum. Zdobyłem wtedy grę o wdzięcznym tytule "Street Sk8er 2" (PlayStation).
Jeden utwór z jej soundtracku szczególnie mnie oczarował; Ministry - 10/10. Co się działo! Ludzie, ten kawałek towarzyszył
mi podczs każdej sesji z ową grą. Po kilku tygodniach spodobał mi się też inny utwór - "My Own Summer" kapeli Deftones.
Co mnie w nich ujęło ? Dziś już tego nie pamiętam, ale była to chyba niesamowita, schizofreniczna otoczka, którą owiane były te
utwory. Po kilku miesiącach, podczas odwiedzin u znajomego, w ręce wpadła mi taśma (kaseta) zapakowana w czarną okładkę,
przedstawiającą anioła z uniesionymi rękoma (rękami - nie wiem jak się to odmienia :P ). Czytam tytuł - "Ministry - Psalm 69".
Reakcja:
Ja: -...
Kumpel: -co, co się tak gapisz ?
- M...i....Ministry
- No..i?
- Masz to!!
- No..i?
- I to jest zajebiste!!!!
- ...
- Pożyczę sobie.
- Ok, bierz...

Dalej poleciało już z górki; do końca roku szkolnego stałem się szczęśliwym posiadaczem całej dyskografii Ministry
(całe 9 albumów). Zakochałem się w tej MUZYCE.
Next step - ostatnia klasa gimnazjum. Na skutek dziwnych zawirowań psychicznych polubiłem Slipknot, Deftones,
Static - X i Machine Head. Słuchałem tego sporo, ale bez szczególnego zapału. Mój szał na tzw. New-Metal szybko minął.
[SPOKO, TERAZ BĘDĘ SIĘ STRESZCZAŁ]
Pewnego pięknego, zimowego poranka, jadąc do szkoły, spotkałem kumpla (posiadacza OGROMNEJ kolekcji płyt),
który pochwalił się posiadaniem całej dyskografii zespołu Therion. Oczywiście wszystkie płytki sobie pożyczyłem,
przegrałem i pokochałem ;) Dalej wpadłem po uszy w Death Metal ("Decapitated", "Cynic", "Deicide", "Pan-Thy-Monium"
i moje ukochane "Krisiun" i "Demise"), jednocześnie nie "zdradzając" Ministry, które było (i jest) moją ulubioną
kapelą.
Streszczenie dalszych perypetii:
- Poznanie smaku Grindcore'u ("Brutal Truth", "Carnal Difragma", "Herbe Stilfe", "Houwitser", "Pig Destroyer").
- Wgłębienie się w świat Industrialu i gorzki zawód na kapelach takich jak (kiczowate) "Die Krupps", czy (zbyt komercyjne)
"Nine Inch Nails".
Tutaj się zatrzymam.
Jakiś czas później odkryłem niesamowity wręcz dark-ambient. Przy którym (+Ministry, Death Metal i Grindcore) trwam do dziś.
Od kilku(nastu) miesięcy nagrywam (powolutku) swoje demo, pod szyldem "diseas3" (disease), będące połączeniem
Dark - ambientu, Industrialu, Rocka i Grindu. Smakowicie :)

Ok, ale co z tego?

Nic.

Czemu nie wspomniałem nic o komercji, o braku metalu w mediach, o tępieniu "metali" (jak ja nie cierpię tego określenia)
przez dresiarstwo ?
Ok; napiszę więc conieco o tych problemach. Pozwólcie, że odpowiem na nie w punktach.
- Komercja - jest i będzie. Śmierdzi jak męska szatnia po lekcji WF-u. Przez komercję właśnie przestałem słuchać Deftones,
Slipknot (oups, naraziłem się tysiącom polskich "maggot'ów"), Machine Head itd. Uchroniłem się przed komercją wchodząc
w świat Grindu i Dark - ambientu.
- Brak metalu w mediach - dobrze, że go nie ma. To czyni z tej muzyki pewnego rodzaju "elitę", ezoterykę. Prawdziwy metal
pozostał w ukryciu. Mogą go odkryć jedynie cierpliwi "poszukiwacze".
Osobiście nie byłbym zadowolony, gdybym zobaczył videoclip Immortal, czy Krisiun na stacji pokroju VIVA, czy MTV.
Gdy ktoś pyta się o rzeczy, których słucham, a ja wymieniam mu jakieś kosmiczne nazwy ("MZ.412", "Mortiis", "Ministry",
"Krisiun", "Decapitated", "Fleshtized" itd.), to aż dusza mi się śmieje, kiedy widzę tą charakterystyczną minę
"O-CZYM-TY-DO-MNIE-ROZMAWIASZ ?!".
- Tępienie "metali" (gówniane określenie) - ech, co tu dużo mówić. Chamstwo było, jest i będzie. Nie wszyscy Hip-Hopowcy
są źli. Nie wszyscy "metale" (...) są inteligentni. Jedni debile najeżdżają na drugich. Ja nie wyzywam
kolesi w szerokich spodniach, mimo, że niektórzy z nich wyzywają mnie. Szanuję jednak i podziwiam prawdziwych
Hip - Hopowców i Skate'ów, którzy autentycznie rozumieją swój "gatunek", dbają jak mogą o jego wizerunek
i wolni są od poronionych uprzedzeń.
Pozdrówka ziomale !

Dziękuję wszystkim za uwagę, tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że tekst nie jest zbyt chaotyczny; jeśli jednak znajdą
się tu jakieś błędy itd. proszę o wybaczenie, wszak jest to mój debiut !

abdiel

kontakt: daveed@go2.pl
g-g: 3176563
www.abdiel.prv.pl

[słuchałem: MZ.412 - "NBS Act I - Begravning"; "NBS Act II - 14W"; "Summ Nv 41:2"]