Kara śmierci - inne spojrzenie

Wiem, że dyskusja na ten temat toczy się już od kilku(nastu) numerów Action Mag'a;
wiem, że wiele (jeśli nie wszyscy) mają jej już dość. Mimo to, postanowiłem dorzucić od siebie
3 grosze.

Najpierw rys historyczny (żebyście lepiej pojęli mój tok myślenia):
Pan Mietek popełnił zbrodnię - wymordował całą swoją rodzinę i kilku sąsiadów, plus scigającego
go policjanta (sytuacja specjalnie wyolbrzymiona).
Sąd nie miał wątpliwości - Mietek jest winny. Jako, że żyjemy w kraju, gdzie kara śmierci jest dozwolona
i powszechnie stosowana (sytuacja hipotetycza, stworzona na potrzeby tekstu), Mietek dokończył swego żywota
z kilkoma mililitrami cieczy w żyłach.

[TERAZ NIESTANDARDOWO]
Dusza owego pana odłącza się od ciała. Dąży do światła; spotyka swego opiekuna. Pan Mieciu jest bardzo
poruszony tym, jakże wzniosłym, wydarzeniem. Prowadzony przez swego opiekuna do 'zbawienia', ogląda jednocześnie
swoje życie (taka swoista, astralna retrospekcja ;) ). Po kilku(nastu) dniach Mietek powraca na Ziemię
reinkarnując się. I co ? Mietek żyje sobie od nowa, jedynie jego karma (wypadkowa dobrych i złych uczynków)
sprawia, że jakiś czubek zabił całą jego obecną rodzinę. Mietek poniósł karę; fakt, że stało się to
w następnym wcieleniu nie robi (przynajmniej mi) różnicy.

[PODSUMOWANIE]
Wiem, że kilka osób będzie powyższą herezją niezwykle oburzona (...Pasibrzuch ?), lecz na tym opiera
się moja wiara.
Przeanalizujmy sytuację - ktoś popełnia zbrodnię, następnie jest posadzony na krzesełku, a główną
karę ponosi za kilkanaście lat, już po inną postacią (zamotałem trochę).
W takim wypadku - aby jeszcze dogłębniej ukarać Mietka, czy nie lepiej byłoby pozwolić mu żyć w więzieniu,
piętnując go i zbrodnię którą popełnił ? Będzie cierpiał psychicznie, a dodatkowo (za działaniem karmy)
jego kolejne wcielenie będzie pasmem cierpień.

[PODSUMOWANIE II]
Nie stwierdzę nic odkrywczego, pisząc, że stosunek do kary śmierci zależy od wiary i przekonań danego
człowieka.
Osobiście sam nie wiem, czy jestem za, czy przeciw. Moje przemyślenia na ten temat stają w martwym punkcie.
Wiadomo - zemsta jest słodka, ale czy po niej nie pozostanie uczucie pustki, że ów 'gentleman', który
popełnił zbrodnię, jest już 'u aniołków'? Że on ma już spokój, a nam zamordowanych ukochanych już nikt
nie zwróci ?

Pomyślcie.

abdiel

kontakt: daveed@go2.pl
g-g: 3176563
www.abdiel.prv.pl

[słuchałem: Demise - "Utopian Rest"
Aghora - "Jivatma"
Archon Satani - "Session III - Untitled"
Ministry - "So What"]