=-=-= WIZJE TRZY =-=-=


    ... cieszy się, spowity uśmiech opletł jego ciało, jego duszę, nieskazitelną... wreszcie jego twarz. Jest wśród innych ludzi uradowanych, którzy obrali własną drogę... która to droga przytoczyła im los, a szczęście i miłość wdarło gwałtownie w serca. Świat zapałał dobrocią, stał się taki, jaki Bóg sobie zażyczył... Siedzi - gdzieś tam - w górze, na wielkim złotym tronie pośród wielu kwiatów, a w ręku trzyma zło i nie puszcza... ono nie może się rozprzestrzenić, zarazić, niczym choroba nie dopadnie już więcej, nie zapanuje... Idziesz ulicą, czystą i schludną, ludzie uprzejmym tonem komunikują się, serdecznie wyrażając, kształtując nowe czasy, zapowiadane przez Jezusa, czasy wielkiej i ogólnej dobroci, uczciwości, szczerości... Nienawidziłeś zła, byłeś jednym z przeciwników, a wejście u bram twoich nie pozwoliło im się otworzyć, zaprosić do siebie... Teraz w przepełnionym radością otoczeniu żyjesz bez żadnych problemów, gdzie szukanie pracy nie jest potrzebne, gdzie starczy ci na wszystko i godnie z podniesioną twarzą możesz rzec: Żyję godnie! Nie jesteś już niewolnikiem, nie uwiązano cię w sidła bezprawia i zakłamania, do końca wierzyłeś i ufałeś, a nieuniknione w przepowiedniach faktem się stało... Pięknym słonecznym porankiem, kiedy słońce szykuje serenadę, kiedy uśmiech ogarnia każdy promień wysyłany do nas jako zwiastun dobrych uczynków, kiedy wreszcie wiatr ustaje przygnieciony ogromnym blaskiem radosnych ludzkich serc, rodzina wita cię serdecznie na śniadaniu, uprzejmie zwraca do Ciebie, a powiew harmonii ogarnia każdego domownika. Praca już nie taka straszna, nie ten ciężar i brzemię skrywane, nagle opadło i serce stało się lekkie, przystosowane i odrodzone na nowo, otwarte na przyjście innych... Cieszysz się, pierwszy dzień nowej Ery, nowego życia, w epoce piękna, romantyzmu i miłości... Pierwszy sen zmógł...

Dnia drugiego...

    Dnia drugiego oczy twe barwę ciemną przybrały, spojrzenie pikantne i łapczywe okiełzało każdy istniejący element, twarz spochmurniała ogarnięta nienawiścią i pogardą... dla siebie, życia, otoczenia.... nieustające dręczące myśli dawały znać, niczym twardy diament, głowa niespokojnie wariowała w szaleńczym biegu i natłoku złych myśli, a podświadomość jadowicie z ironicznym uśmiechem na ustach mówiła: Zło powróciło... złapałeś rękoma twarz, gorąca jak ogień, zimna zarazem jak lód, poddana i zdobyta, opanowana... Po dniu pierwszym dzień drugi nastąpił i wizja następna, a ze dobra zło wynikło, Bóg upuściwszy trzymane ówcześnie twardo i mocno zło, skazał ludzi na śmierć i zagładę... Z udrękami w strasznym bólu, udałeś się na pobliską górę, gdzie w spokoju chciałeś wyrzec się wszystkiego, gdzie ktoś cię może wysłucha, kiedy to czar odejdzie i rzeczywistość nie będzie taka straszna, malowana pędzlem szatana... Wzrok zamazany, nieposłuszny, zaniepokojony... pozwalał dostrzec w dali coś niepodobnego do siebie w żadnym stopniu, jak Goliat z Dawidem, jak noc upojna z dniem słonecznym, niczym przyjaciel z kolegą... jedna armia, orszak opasany niebieskim pyłem walczył z drugim, dużo większym, natarczywym i potężnym. Odwieczna walka Dobra ze Złem rozpoczęta bez udziału wielu ludzi... ciebie... wijące ciała, zakrawione, leżące pośród innych, między brzęczącymi włóczniami, mieczami czy nożami... Wyszło całe twe sumienie, stając przed tobą, jakże silne w swej słabości, jednakże silniejsze niż ty, wyczerpany całą walką z samym sobą... opadały serca plamiąc ziemię nieurodzajną po wsze czasy, przeklętą, ale pamiętną... Zło zapanowało...

Przepowiednia nowego Edenu, czy też Janowej Apokalipsy... Czy też jawa?

    Dnia trzeciego... nie wiesz, gdzie jesteś. Widzisz w oddali pagórek, zgoła inny niż wczorajszy, większy, dosięgający nieba, szukający wiatru w celu ochłodzenia. Przybite białe "coś" przykuwa twą uwagę. Jakaś flaga, widzisz ją, niewyraźnie, jest nieczytelna... Biała... biała... smak porażki? Ktoś przegrał... ktoś się poddał... Zza góry w tempie straszliwym cztery postacie mknęły wprost na przód, w twoim kierunku... bez twarzy, nierozpoznawalne, z znakiem ognistym naokoło siebie, który połyskiwał, z każdą chwilą stawał wyraźniejszy... "Nienawiść" przy pierwszej postaci, spotęgowana i radosna w swym przerażeniu, "Śmierć" przy drugim, co zabiera i nie oddaje, w postaci ognistej kosy omalowana, w klatce przyczepionej do siebie trzymająca "Miłość" - smutną, wstydliwą, zrozpaczoną... trzecia postać w świetle "Potępienia" błyszcząca, okropna, nierzeczywista i w krwii wykąpana, czwarta "Zagładą" się szczycąca, co zaraża i przenika ku sercom ludzi... kiedyś ludzi... I ty zostałeś uwięziony, a wizja trzecia stała się prawdziwą, stała się najgorsza z możliwych... opuściło cię serce, nie czujesz, nie kochasz, nie jesteś kochany... Czterej Jeźdźcy Apokalipsy... teraz jesteś nierzeczywisty, jak reszta, przegrany, słaby, lekceważony... Świat się poddał, nie wykorzystał szansy jaką dostał... Już nie dostanie...

    Rano budzisz się zlany potem... patrzysz na swe ręce - widzisz je, poruszają się! Żyjesz! Jak to się stało, przed chwilą jeszcze uwikłany zostałeś w sidła nieprzyjaciela... Chciałeś uwolnić swe serce, swoją duszę, na zawsze stać człowiekiem miłosiernym, zapomnieć i wyrzucić twe najgorsze przypuszczenia - coś, czego nie chciałbyś uświadczyć... Ale siła Zła jest nieobliczalna, niezdefiniowana, nieznana... a świadomość mówi: nie odejdzie, przypomina... Żyć na jawie?

sly
slyther@o2.pl


"Są sytuacje, w których zło działa szybko, gwałtownie, z nagłą, miażdżącą siłą. Natomiast dobro z reguły działa wolniej, potrzebuje czasu, aby się objawić i dać świadectwo. Więc dobro często się spóźnia i - przegrywa." Ryszard Kapuściński