Gdzieś zaginął dawny swiat. Własciwie znajdował się w tym samym miejscu i czasie, lecz nie poznawał ani otoczenia, ani czasów. Za plecami miał nicość. Ścianę nicości, w stronę której nie mógł postąpić kroku. Przed sobą miał dwie drogi. Dookoła siebie ściany. Stał długo, aż w końcu otrząsnął się z szoku. Z niedowierzaniem zaczął postępować przed siebie. Dotarł do rozstaju dróg. Chciał ruszyć dalej, gdy nagle oślepiło go jaskrawe, białe światło. W jego blasku ujrzał cień dostojnej, chłodnej Postaci. Chwiejąc się na nogach, z otwartymi ustami, chciał coś powiedzieć. Uprzedziła go Postać: "W labiryncie zagubiona istota poszukuje dziury w materii, dzięki której będzie mogła się wydostać. Kiedy idzie korytarzem i nagle na drodze staje jej jedna, jedyna ściana, zawraca." Światło zgasło. Była teraz już tylko jedna droga. Ruszył dalej. Doszedł do końca korytarza, był przed nim mur i nie widział innej drogi. Kiedy do niego podszedł, zauważył napis: "Przeklęte dla ciebie przejścia i błogosławiona ściana, kończąca twą drogę". W tym momencie mur znikł, a oczom jego ukazał się wielki hol, od którego na wszystkie strony odchodziły mniejsze sale i korytarze. Ruszył naprzód. Szedł cały czas do przodu, aż dotarł do ściany kończącej hol.
Oślepiło go białe światło. Zszedł dziesiątki korytarzy, docierał wiele razy w te same miejsca, choć ich nie poznawał. Korytarz ciągnął się bez końca. Choć wiele razy skręcał, wydawało mu się, iż cały czas idzie tym samym. Nie znalazł już holu. Myślał, że może wystarzyło wejść w inną aleję, by wyjść.
Pomyślał o uczuciach. Całym sercem zapragnął wrócić do holu. Wrócić i wybrać inną drogę. Wtedy pojawiło się światło. I Ona - Postać. Droga była bardzo uciążliwa, ale stawał się coraz silniejszy. Choć było coraz zimniej, coraz gorzej, coraz ciężej mu iść - on był o wiele bardziej wytrwały niż na początku i nie zauważał, że wcześniej nie zniósłby takich warunków. Brakowało mu tylko jednego - ściany. Łzy napływały mu do oczu, gdy za każdym zakrętem widział kolejne kilometry korytarza, zamiast upragnionego końca swej wędrówki. Zaciskał pięści i zęby, wzdychając ciężko. Stał się herosem, prawdziwym władcą własnych uczcuć i utrapień, wojownikiem walczącym z przeciwnościami, którymi był on sam. Słyszał, że koniec jest na końcu. Czuł, że zbliża się i że idzie dobrą drogą. Starał się czuć. Zrozumiał, że nie cofnie czasu.
Wszedł w korytarz dłuższy niż poprzednie. Marsz był bardziej uciążliwy. Do czasu, kiedy znów oślepiło go białe światło i przemówiła Postać.
I ujrzał koniec. Ścianę, która była nowym światem. Drżąc, tak jak wtedy, gdy pierwszy raz ujrzał białe światło, podszedł do niej. Biała postać przemówiła zza jego pleców: I ujrzał. Kilka centymetrów obok jego dłoni zmaterializowała się klamka. Tak cudownie namacalna, tak niesamowicie realna, zwiastująca przejście do innego, lepszego świata. Życia, bo świat był ten sam.
Drżąc z podniecenia, szlochając i wzdychając chwycił ją. Nacisnął... "To drzwi, u progu których nikt nie radzi sobie sam. Drzwi do szczęścia ponad wszystkie, do szczęścia, którego trzeba zapragnąć, ale które dać może tylko inna istota." Szarpnął jeszcze raz za klamkę. Nie puściła. Pragnął. Och, jak pragnął tego szczęścia... "To drzwi, które otworzyć może tylko grupa istot. Jest do nich klamka i zamek. Nie ma więc problemów z ich otwarciem, prawda?" Klęcząc na kolanach pieszczotliwie dotykał powierzchni drzwi. Były mosiężne, ale biło od nich ciepło... "Klamka otwiera drzwi. Ale znajduje się tylko od wewnątrz. Tak, po twojej stronie." Obojętnym wzrokiem patrzył na klamkę. Usiadł na posadzce. "Drzwi są zakluczone. Jest do nich zamek, jest klucz w zamku. Jest - po zewnętrznej stronie..." Mijały godziny i dni. Nie miał juz sił. Drzwi były piękne i ciepłe, tak więc tulił się do nich, by być jak najdalej od chłodu korytarzy. Nie usłyszał już głosu Postaci. Pukał w drzwi, lecz nikt z drugiej strony nie zwracał na niego uwagi. Czuł, że jest tam wiele istot, istot szczęśliwych i ciepłych. Nauczył się czuć. Nauczył się czuć i poczuł, że nie może tak żyć. Jego rozpaczliwy krzyk rozniósł się po wszystkich korytarzach. Nikt go nie usłyszał, gdyż nikt nie był zagubiony w jego labiryncie. Od krzyku zatrzęsły się drzwi. Czuł ich wstrząs w ostatnich sekundach swojego życia. Konał, patrząc na swe drzwi, których nigdy nie otworzył. Istoty zazwyczaj reagują na gwałtowne zmiany w otoczeniu. Tak więc, kiedy zatrzęsły się ściany, dziesiątki rąk wyciągnęły się w kierunku zamka i przekręciły klucz. Ale cóż z tego? Drzwi na zawsze pozostaną zamknięte.
|