Święci

 

Każdy chyba choć trochę wie, co to jest świętość, więc nie będę wyjaśniać, bo i tak nie o to tu chodzi. Mówię o ludziach, którzy zostali świętymi (wyświęcił ich papież). Wszystko zależało - i zależy od papieża. Święty nie musiał być dobry, ale i nie musiał być zły. Czynniki były różne - na początku tylko duchowny mógł zostać świętym, później ktoś niższy itd., ale dopiero teraz Jan Paweł II kanonizował zwykłych ludzi, chłopów. Dawniej nawet najbardziej dobra osoba, która nie była katolikiem, nie została świętym. A ktoś np. za nawrócenie się czy jeden dobry uczynek, posługę w klasztorze czy misji stawał się świętym. To była niesprawiedliwość. Ci co zasługiwali na ten tytuł, nie dostali go, tylko inni. Nie powiem, są święci, którzy zasłużyli, byli naprawdę dobrzy lub oddali wszystko za wiarę, ale to jednostki wśród zdziczałej hołoty pozostałych. Uważam, że świętość należy się tylko Trójcy i apostołom, a dobrym ludziom błogosławieństwo - ten tytuł też jest nadużywany. Może świętych zmienić na błogosławionych, a błogosławionych zostawić lub odebrać im tytuł. Ale co komu z tytułu na Ziemi, skoro liczą się tylko jego uczynki i wiara, aby dostąpić zbawienia. Teraz ludzie modlą się do świętych, wymyślono „świętych obcowanie”, licząc na pomoc z nieba. Zawsze mówi się, że święci są w niebie. Skąd ta pewność. Kościół nie decyduje kto ma pójść i gdzie, tylko Bóg, więc skąd taka pewność! Nie znamy wyroków Boga, i możemy tylko przypuszczać. A, z nieba wysyłają co roku uaktualnioną listę świętych faksem, a o różnych sprawach to porozumiewają się z Kościołem za pomocą poczty e-mail. Święty może być w piekle, albo w czyśćcu, więc jaki sens modlić się do niego, czcić itd.!? Najlepiej to brać przykład ze świętych - teraz wiadomo dlaczego na świecie jest tak jak jest, czyli źle. Zły przykład, więc później zły świat. Jeżeli Kościół był nieomylny, to mógł robić co chce, a kto się słówkiem odezwał, to na stos! Kiedy papież był zły, a byli tacy, to czemu nie mógł kogoś zrobić świętym, jeżeli na to nie zasługiwał. Aby np. wzmocnić pozycję Kościoła, zarobić pieniądze itd. Teraz Kościół nie wycofa świętych, bo prawnie jest to niewykonalne, a nawet gdyby, to taki zabieg stwierdziłby, że Kościół się mylił, i straciliby wiernych. Bo jak ktoś przez kilkaset lat był świętym, a teraz nagle nie jest, i okazuje się, że wylądował w piekle, to byłby cios dla duchownych. Lepiej utrzymywać ludzi w kłamstwie, bo tak bezpieczniej. A czemu Kościół nie chce, aby udowodniono mu, że się pomylił? Bo wtedy pojawia się wątpliwość, że jak kiedyś się pomylił, to i teraz może się mylić. Może dawać złe nauki, okłamywać i kto wie!

Teraz podam kto, jak i dlaczego zostawał świętym. W czasach kiedy palono na stosie, organizowano krucjaty i Ziemia była płaska papieże uznawali ludzi świętymi. Byli nimi męczennicy, ale ich los musiał dotrzeć do papieża. Po drodze coś dopowiedziano aż urosła legenda. Trzeba też zauważyć, że większość świętych to duchowni. To nie powinno nikogo dziwić, tylko że wtedy księża byli... nie tacy, jacy być powinni. Świętymi zostawali ludzie głoszący jakieś prawdy moralne i religijne, ale musiały się one zgadzać z nauką Kościoła. Bo jeżeli nie, to zostawał wtedy tylko stos. Świętymi zostawali uczestnicy wypraw krzyżowych (ci, co zabili najwięcej pogan lub sami zostali zabici przez niewiernych), walczący z reformacją, palący książki heretyckie oraz mający zasługi dla Kościoła, nie dla ludu, i oczywiście trzeba było mieć dobre kontakty z papieżem. Bo jak to by było, gdyby przyjaciel głowy Kościoła, biskup, nie został świętym. Aby kogoś kanonizowano, rodzina mogła składać ofiarę na Kościół, oczywiście nie oficjalnie, ale datki zawsze można dawać. Prośby zostawały wysłuchane i człowiek zostawał świętym. Jeszcze wszelkiego rodzaju dziewice, zgwałcone, oraz co zginęły, bo nie chciały stracić cnoty. Umartwiający się (masochiści), oraz ci co mieli wizje (przywidzenia po libacjach oraz białe myszki [PS/2] i słyszeli głosy). Duchowni, którzy głosili religię chrześcijańską w pogańskich krajach, i ginęli tam, zostawali świętymi. Zabójstwo takiego człowieka było wtedy normalną reakcją ludności. Wiadomo, że gdyby ktoś mówił wyznawcom innej religii, że jest ona bez sensu, głupia itd., to czy by go nie zabili? Katolicy też zabiliby innego z kapłanów. Takie zachowanie było oznaką fanatyzmu, oraz często podburzania ludu przez kapłanów i rząd przeciwko nowemu głosicielowi.

Na historii uczyłem się o jednym świętym Stanisławie ze Szczepanowa. Ja nie znalazłem w nim świętości, a gdybym rozpatrywał sprawy innych świętych, to niewielu by nie dostało za swoje. A więc w książkach do historii, encyklopediach oraz w internecie spotkałem się z taką wersją zdarzeń: Działo to się w X wieku w Polsce. W 1076 roku Bolesław Śmiały został koronowany. Zwiększyło to jego władzę w kraju, co nie podobało się możnym, którzy uknuli spisek, w którym główną rolę odegrał prawdopodobnie wojewoda małopolski - Sieciech, brat króla Władysław Herman oraz biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa. Dokładnie przyczyny konfliktu biskupa z królem nie są znane, a biskup został oskarżony o zdradę, osądzony i skazany na poćwiartowanie. W procesie uczestniczył biskup Gnieźnieński, popierający oskarżenie. Po wykonaniu wyroku wybuchł bunt i Bolesław Śmiały musiał uciec z kraju. Udał się do Czech, gdzie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Inaczej przedstawił to błogosławiony biskup Wincenty zwany Kadłubkiem, który żył w latach 1160 - 1223 (był biskupem krakowskim od 1208 do 1218): Bolesław Śmiały wraz z dwoma rycerzami wszedł do kościoła (na Skałce) by zabić biskupa. Oni nie chcieli tego zrobić, więc król poćwiartował Stanisława podczas mszy. Kadłubek wspominał o obronie wiary ze strony biskupa, lecz ja nie wiem kiedy, jak i gdzie bronił wiary czy ludzi. Za co Stanisław został świętym, to nie wiem. Może by pokazać władzy, że duchowieństwo tu rządzi, a jak ktoś się sprzeciwi to po nim. Bolesław Śmiały był królem i miał władzę, która została mu dana. Według niej mógł robić to i to. Przecież „władza pochodzi od Boga” - jak i papieża, króla, itd. (Ja się z tym nie zgadzam, ale to prawo istniało i istnieje do dziś). A i sam Bolesław musiał mieć zgodę papieża, aby zostać koronowanym. Więc biskup jak mógł coś zarzucać królowi. Bolesław rządził może nie najlepiej - wojny, surowe prawa itp., ale cóż. Na pewno Stanisław nie ograniczył się tylko do upomnień słownych. Mógł zdenerwować króla, który był narwany i zaraz skazał biskupa. Poza tym Stanisław z pewnością podburzał lud przeciwko królowi i otrzymał karę taką, jaką by dostał każdy za taką zdradę. Wszyscy ludzie są równi wobec prawa! A czy zginął osądzony (sąd jest nieomylny - z tym też się nie zgadzam) czy zabity w Kościele, to i tak na świętość nie zasługuje. Kronikarz Wincenty żył po tych wydarzeniach, więc nic nie mógł sam widzieć. Kronikę zapewne pisał, jak miał bliskie kontakty z duchowieństwem, był przecież biskupem. Gdy pisał o tych wydarzeniach opowiedziano mu legendę, jak to szedł sobie król i z tego nizowego postanowił zabić sobie biskupa dla zabawy. Pod wpływem kleru Wincenty napisał bajki, za co został nagrodzony tytułem błogosławionego. Legenda została wymyślona, by stworzyć argumenty popierające świętość Stanisława. Tak za skazanie przez sąd nie mógł być świętym, a śmierć w kościele podczas mszy i poćwiartowanie! Krążyła jeszcze legenda o tym, że ciało biskupa zrosło się, ale to już były jeszcze większe bajki, którym można było jasno zaprzeczyć, więc nie uznano tego za prawdę. Stanisław został świętym dopiero po opublikowaniu kroniki Wincentego Kadłubka, gdzie znając taką wersję papież musiał biskupa kanonizować.

W czasach świętych powstał pomysł wzbogacenia się dla Kościoła. Były to relikwie - części ciała świętych lub przedmioty z nimi związane. Relikwie też były uznawane za święte. Większość relikwii była nieprawdziwa - mówiono, że tych przedmiotów dotykał święty, należały do niego, fałszywe szczątki ciała. Wierzono, że relikwie miały cudowną moc, uzdrawiały i przynosiły zbawienie. W tych czasach istniały również odpusty, które skracały pobyt w czyśćcu lub odpuszczały grzechy przeszłe i przyszłe. Wszystko zależało od pieniędzy ile się zapłaciło. A nie mówiąc już o dziesięcinie - dziesięć procent dochodów na Kościół. Niedawno (od momentu kiedy to piszę) kler wpadł na pomysł - podatek 2% na Kościół, bo ma coraz mniej pieniędzy! W tych czasach prawosławni wyświęcili ostatniego cara rosyjskiego za to, że zamordowano go. On wcale nie był dobry, lud się sprzeciwiał kanonizacji, ale popy... A ile osób umarło męczeńską śmiercią i nic! Prawdziwa dyskryminacja - tylko szlachta, rządzący i duchowni mogą być świętymi. Jeszcze Jan Paweł II wyświęcił dwóch innych papieży (takie ma niestety zadanie jako głowa Kościoła) - jeden nie był tolerancyjny dla innych religii ( ala „Tylko katolicy mają prawo żyć.” ), ale był trochę dobry. Co to jest. Jedyny sposób to zmienienie świętych choć na błogosławionych, jeżeli nic więcej się nie da.

            Kościół ciągle zasłania się świętymi, że byli i źli ludzie, ale święci... A kto zrobił ich świętymi? Papież! Naprawdę jest się kim zasłaniać. To robią jeszcze gorzej sobie. Może i byli dobrzy księża, na pewno byli, tacy „z powołania”, dla których nie są ważne tylko modlitwy, wino mszalne i taca, ale i bliźni. Ale żeby być dobrym, to nie trzeba być katolikiem. Ale i tak zasłaniają się świętymi, jeden poświęcił życie za innego człowieka, drugi coś tam, ale czy to coś nienormalnego, że zaraz na ołtarze, chyba że święci są pierdolnięci, to tak. Każdy człowiek powinien taki być. To ci co nie są świętymi, powinni być potępiani. Nie tylko katolicy poświęcali swoje życie dla innych czy religii, ale święci są dla Kościoła jedną z ostatnich desek ratunku (poza tym jeszcze, że chcą dobrze - ale im nie wychodzi i całe baje Biblii oraz prawda z Nowego Testamentu, cuda-ki, itd.) Dają dowód, że podczas wypraw krzyżowych i palenia na stosie święci pomagali (w tych rzeczach) innym i takie bzdety. Gdyby obalić świętość świętych, to równocześnie oberwałoby się Kościołowi. A gdyby dostał Kościół, to wszyscy by zwątpili, bo nie można uważać, że nie ma innej drogi do zbawienia, jak przez sakramenty, Kościół i modlitwę. A wtedy życie traci sens i - koniec świata. Ludziom ciężko byłoby wszystko wytłumaczyć, bo teraz to taka hołota biegająca za zielonymi papierkami (dolary); tudzież EURO. Kryzys religijny to oczywiście czarna wizja, jest także możliwe coś z korzyścią przynajmniej dla większości, jakieś porozumienie czy co. Jeżeliby zmienić Kościół, by on był dla wiernych a nie wierni dla Kościoła, to nikt nie odwracałby się od religii, nie przestawał wierzyć. A teraz tyle jest słusznych zarzutów, wątpliwości, a Kościół mówi, że zarzuty trzeba odpierać - swoim fanatyzmem i omamieniem, głupotą i ciemnotą. A może ci co mają wątpliwości mają rację, bo trudno w kłamstwa wierzyć, zarzuty też są słuszne i co? Do zła dopiero przyznał się Jan Paweł II - papież, przepraszając za wszystko. Do tej pory duchowni wszystkiego się wypierali, ale teraz nie mieli wyboru. To naprawdę papież, który może być papieżem. On nawet może zostać świętym. Mówi różne rzeczy, z którymi ja się nie zgadzam, może papież też się z tym nie zgadza, ale taka jest nauka Kościoła a poza tym biskupi i inni mogą coś napisać, a biedny papież to przeczyta i wszyscy mają to za złe właśnie jemu.

 

Slavik, antykatolik

Slavik_1@wp.pl

 

 

PS. Cały tekst pisałem dawno, dawno temu. A ze dwa latka będzie. Można sprawdzić powołując się na opisywane wydarzenia.

PS. 2 I jak to pisze w Apokalipsie wg Św. Jana – święci zostaną obaleni – nie wiedziałem tylko czy akurat przeze mnie... Jak ktoś zauważył związki mojej osoby z tą częścią Nowego Testamentu niech pisze (tylko nie „Wyglądasz jak BESTIA.”). A, raz pisałem o Wojnie – Jeźdźcu Apokalipsy oraz o samym końcu. I wszystko jasne, obalam zasady, świętych, religię, tylko czekać na 5 część OMEN’a.