Szarość.

    Gdy wychodziłem ze szkoły wszędzie było bardzo szaro. Po kolejnym ciężkim dniu w szkole chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu. Jednak szybko ta myśl mnie opuściła a zaczęły mnie nawiedzać coraz bardziej szare myśli. Z początku były jeszcze nawet normalne, lecz po kilku chwilach zaczęło się moje zwykłe rozmyślanie. Zwykłe rozmyślanie zwykłego schizofrenika, dla którego deszczowa ciemna noc jest najlepszym momentem do rozmyślania. Jednak dopiero robiło się ciemno i w każdym miejscu było szaro. Każdy budynek, każdy pomnik nawet każdy człowiek wydawał mi się coraz bardziej szary. Szedłem tak sobie zauważając tylko szarość, aż do pewnego momentu. Cały ten szary świat rozbił jeden widok. Widok, który całkowicie mnie rozproszył i przez mój umysł przeszłą tylko jedna myśl - co tu się wydarzyło? W szarym parku pełnym szarych ludzi leżała na ziemi czerwona plama krwi. Sam siebie zapytałem do cholery, co tu się wydarzyło? A co mnie to obchodzi! Idę dalej. I nawet nie odwracając głowy poszedłem dalej. Dalej w swoją zwykłą szarość kolejnego szarego dnia. Nagle jeszcze zaczął kropić deszcz. Ja jednak go nie zobaczyłem ani nie poczułem dopiero jak zobaczyłem ludzi z parasolami ujrzałem zimne krople deszczu spadające z nieba. A może tak zimno było na dworze, a ten deszcz był czymś ciepłym, wspaniałym? Znów popatrzyłem się w niebo i pomyślałem, że tam może być naprawdę pięknie, kolorowo i ciepło. A może tam jest nicość pełna zimna, szarości tak jak teraz tutaj w tym miejscu, w którym stoję. Deszcz zaczął padać jeszcze bardziej i jego krople spływały mi po nosie. Idąc dalej przez szare bokowisko ujrzałem kolorowe lampki choinkowe na wystawie sklepowej. Otrząsnąłem się z moich szarych myśli i szedłem dalej. Dziwne, bo nawet nie pamiętam, co dalej myślałem. Zresztą i tak jest to już nieważne.


Ta myśl była właśnie moim dowodem na moje istnienie. Istnienie w szarym świecie. Pełnego szarych blokowisk, szarych pomników i szarych ludzi. Wszystko było takie szare oraz smutne a przecież do cholery dzisiaj są mikołajki. 6 Grudnia. Już niedługo święta, czas miłości, zabawy. Czas miłości. Dużo śpiewania kolęd. Czas modlitwy. A może to już tylko legenda. Miłość, święta. Może to wszystko już jest nieprawdziwe. Teraz wszystko jest takie szare. Gdy wyglądam teraz przez okno widzę tylko ciemność i marzę tylko o jednym. Chyba to czyni mnie innym od tych wszystkich ludzi. A może jestem tak samo szary jak oni? Moje marzenia, moje sny, moja wiara. Chyba to czyni mnie innym. Moja wiara w lepszy świat, moja wiara w miłość. Zamykam oczy i widzę to samo, co przedtem. Widzę szarość i po chwili ciemność nocy. I co chwila prze mój umysł przechodzi jakaś nowa myśl. I coraz to bardziej ciemne myśli. Jedna za drugą.


Już niedługo nowy rok. Nowy cholerny 2003 rok. Kolejny rok szarości, marzeń i wiary. Nie czekam na niego, nie czekam na przyszłość. Nie myślę o tym. Nawet nie chcę o tym myśleć. Nie wiem więcej niż wiedziałem a odpowiedzi na pytania, które sobie, co chwila zadawałem nadal nie poznałem. A może to już koniec. Chyba tak.

caleb18@poczta.fm

np. Therion - Black  Haggard - Requiem In D-Minor

Caleb

Gra Kohan dodana do 13 numeru CD-A jest wspaniała. Ogłoszenie płatne;).