|
|
| Sława. Czy każdy z nas jej nie pożąda? - To
słowa Qbusia, który niedawno napisał o tym, co dla sławy zrobić można.
Ale czy wszyscy chcą być zauważeni? Czy każdy człowiek stworzony jest między
innymi po to, aby mieć swoje pięć minut? Moim zdaniem tak nie jest. A dlaczego?
Jest wiele takich ludzi, którzy nawet nie myślą o tym, żeby być sławnym. Wiedzą co się z tym wiąże. Nie chcieliby na przykład pismaków z jakiegoś plotkarskiego pisma, którzy opisywali by ich prywatne życie, przy okazji przeinaczając fakty. Osoba sławna automatycznie staje się osobą publiczną. Każdy ma prawo jej dotknąć, każdy ma prawo wziąć sobie autograf. No właśnie, czy lepiej być sławną osobą, która jest otwarta na wszystko, czy też zamkniętą w sobie, nie lubiącą całego zamieszania? Oba rozwiązania mają swoje minusy. Osobie bardziej otwartej łatwiej można wszystko wepchnąć, łatwiej można ją do czegoś przekonać. Natomiast osoba zamknięta ma swój charakter, swoje zdanie na każdy temat, swój sposób myślenia. I tak na przykład znaną osobą otwartą na świat może być jakaś plastikowa lalka zajmująca się śpiewaniem muzyki typu pop, a tą zamkniętą ktoś z kręgu muzyki alternatywnej. Tu widać różnice - plastikowej lalce można narzucić - twoja następna płyta będzie taka, masz śpiewać tak i tak. A zagorzały metalowiec sam ustala zasady, sam dobrze wie jakie jest najlepsze rozwiązanie. Trochę, a nawet trochę bardziej odbiegam od tematu, ale to nic... Właśnie dzięki tym dwóm rodzajom znanej osoby widać, która "gwiazda" będzie znana długo, a która wypali się po jednym sezonie (patrz np. Marilyn Manson - znany od ładnych paru lat i Ich Troje - czy ktoś jeszcze o nich pamięta?). [Eddie: O Mansonie już od długiego czasu nikt, nic nie mówi. Ich Troje natomiast ciągle są gdzies lansowani. ] Inna sprawa to wywoływanie skandali. Obydwa typy sławnych mają w tym inny cel. Muzyk (o ile to tak można nazwać), czy zespół pop ma na celu jak największą ilość sprzedanych płyt. Dlatego taka Christina Aguilera występuje w swoich klipach prawie nago. Głowę daję, że dwadzieścia procent nabywców jej albumów to dzieci (chłopcy zazwyczaj, chyba, że jakieś dziewczynki mają inne upodobania) w wieku 10-12 lat. A na co potrzebny jest skandal gwieździe rocka? Moim zdaniem (mogę się oczywiście mylić) takiemu osobnikowi skandal jest potrzebny po to, aby wzbudzić samo zainteresowanie wokół swojej osoby. Taki ktoś nie dostaje jakichś ostrzeżeń od wytwórni, żeby bardziej się postarał, bo rozwiążą kontrakt. O takiego kogoś wytwórnie się zabijają. Taka gwiazda rocka to kura znosząca złote jajka, które idą na konto wytwórni. Jeśli ktoś taki znany jest od kilku lat, to tym lepiej, bo wiadomo, że swoje już zarobił i jest autentyczny. Nie jest niczyją kukiełką. Tak więc jeśli sława jest w zasięgu ręki, to jakim typem sławnego lepiej być? Myślę, że odpowiedź sama się nasuwa. Ja wolałbym być kimś, kto zostanie w czyjejś pamięci jako ten, co się komercji nie dał i robił co sam chciał. Czy w ogóle jest jakiś sens bycia wypudrowaną lalką lub nażelowanym pedałkiem spod znaku muzyki pop? Czy w ogóle jest jakiś sens bycia sławnym? Oprócz pieniędzy oczywiście... Wspierajmy młodych ambitnych muzyków, aktorów, reżyserów i tym podobnych. Dzięki temu możemy uratować nasz świat o silikonu. A nie zaszkodzi chyba słuchanie/oglądanie czegoś autentycznego, nieskomercjalizowanego... |
|
Š the_cheSt_Of_pResIdeNt
|