RELIGIA - WIARA - BÓG


Jestem eks-katolikiem. Człowiekiem, który w pewnym momencie obudził się z dziwnym wrażeniem, że jego wiara jakby nie do końca go dotyczy. Osobliwym przypadkiem, człowiekiem wierzącym z całego serca w Boga, ale nie w Kościół. Wolnym strzelcem, obserwatorem z zewnątrz, niezaangażowanym w żadną zorganizowaną religię.

Jeżeli jeszcze nie macie dość, czytajcie dalej.

Ile jest na świecie religii? Wiele. Która jest tą jedną, prawdziwą? Wszystkie. Albo żadna, co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi. To, czy jesteśmy chrześcijanami czy muzułmanami, buddystami czy innymi hinduistami zależy praktycznie jedynie od miejsca, w którym się urodziliśmy. Albo raczej od obowiązujących tam przekonań. Wyboru dokonują za nas rodzicie, gdy jesteśmy jeszcze malutcy i całkiem różowi, a o podejmowaniu przez nas jakichkolwiek świadomych wyborów nie ma mowy.
Potem obrastamy w piórka narzuconej nam religii. Podporządkowujemy się związanym z nią rytuałom... W końcu dochodzi do tego, że stajemy się wyznawcami religii, a nie Boga, który przecież za nią stoi.

Bo wszystkie religie chwalą Boga. Dla jednych ma on imię Jahwe, dla innych jest Allachem - ale to ciągle jest jeden i ten sam Bóg! Wszystkie religie są więc słuszne. Nie ma "tej właściwej" i "tej niewłaściwej", każda z nich może pretendować do miana prawdziwej. Nikt nie może powiedzieć, że to akurat współwyznawcy jego wiary stoją po tej dobrej stronie, że reszta to nic nie warci niewierzący, poganie.
Bóg jest jeden, wspólny, uniwersalny dla wszystkich. Wszyscy jesteśmy Jego dziećmi - niezależnie od rasy czy języka. Twierdzą tak zresztą wszystkie religie; żadna z nich nie sugeruje, że oto sąsiednie narody pochodzą od jakiegoś innego bóstwa, że z Bogiem nic wspólnego nie mają.
Że każda religia fałszywie zapewnia o swojej wyższości nad innymi to już zupełnie inna bajka.

Religie powstały po to, aby przybliżyć Boga ludziom. Prostym ludziom, którzy nie potrafiliby pojąć pewnych rzeczy, gdyby nie ubrać ich w płaszczyk metafor i uproszczeń. Wszystkie religie są bardzo stare. Ich założenia powstały w czasach, gdy rzadkością był człowiek piśmienny, wykształcony. W związku z tym musiały być na tyle proste i zrozumiałe, by pierwszy lepszy pastuszek mógł objąć swym niespecjalnie wybujałym intelektem, o co tak w ogóle chodzi.
Teraz działa to na niekorzyść religii, przynajmniej w krajach rozwiniętych. Chrześcijaństwo nieco zaspało, nie nadążyło za rozwojem intelektualnym swoich wyznawców - czego skutkiem jest narastające do niego zniechęcenie. Przykładem leciutkiego zapóźnienia "naszej" religii jest chociażby przypowieść o Adamie i Ewie. Dawno już uznana przez Kościół za przenośnię, której nie należy traktować dosłownie, przypowieść ta jest przecież podstawą, na której opiera się pierwszy, podstawowy sakrament chrześcijan - chrzest święty!
Zastanówmy się przez moment - skoro nie było Adama i Ewy, nie było też grzechu pierworodnego. A skoro tak, to po co chrzest, mający służyć zmyciu skazy tegoż grzechu z nowo przyjmowanego członka Kościoła?

Kogo można dzisiaj nazwać najgorliwszymi katolikami? Dzieci i osoby w podeszłym wieku. Osoby, do których jeszcze przemawiają metafory, serwowane z mównicy w formie bajek właściwie. Od zawsze wiadomo, że do prostych umysłów najprędzej dotrze zawarte w bajce przesłanie - i stąd w Biblii przypowieści o mówiących drzewach, czy o owych naszych nieszczęsnych protoplastach. Tymczasem prostych umysłów ubywa, ludzie myślą bardziej racjonalnie. I tu przestarzała forma wiary zupełnie przestaje się sprawdzać.

Tak, zorganizowane religie potykają się o własne nogi, gdy wyznawcy choć trochę je przycisną. Ale nie to chyba najbardziej od nich odpycha. Najbardziej odpycha ogrom pustych obrzędów i rytuałów, nagromadzonych przez wieki, a nie mających kompletnie nic wspólnego z samą ideą religii - czyli ze zwykłą, prostą wiarą w Boga.
Weźmy na tapetę spowiedź świętą. Sakrament pokuty, tak ważny w katolicyzmie, bo zapewniający oczyszczenie duszy z grzechów, został w XIII wieku ustanowiony przez papieża w celu podreperowania budżetu Kościoła! Czy Jezus Chrystus chociażby słowem napomniał o obowiązku przystępowania do spowiedzi? Nie przypominam sobie.
Podobne nadprogramowe bonusy nawarstwiały się przez dwa tysiące lat, kształtując wizerunek chrześcijaństwa. Z innymi religiami jest dokładnie tak samo.

Jeśliby się dobrze zastanowić, to na pewnym szczeblu rozwoju intelektualnego religia zaczyna raczej utrudniać wiarę, niż ją ułatwiać. Dostrzeżenie Boga za parawanem rozmaitych świąt i obrzędów staje się coraz trudniejsze, na pierwszy plan zaczyna się wybijać zaangażowanie w samą religię.
I zaczynamy się gubić.
Różni ludzie reagują różnie. Jedni nadal tkwią w bagienku, usiłując pielęgnować w sobie zanikające resztki wiary. Inni radykalnie zarzucają owe zanikające resztki, z miejsca zostają ateistami.
A wszystko dlatego, że w odpowiednim momencie nie odróżnili wiary w Boga od wiary w całą tą otoczkę, z którą religia go identyfikuje.

Ale tak to bywa.

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. Na pozdrowienia zasłużyli sobie: Manwe, M@nj@k, Szaman, Overbrzuch, Żyleta, Faramir z bandą, Advocate, Ania oraz Justyna.