13 marca 2002 środa
Więc opiszę najpierw dzień dzisiejszy. Wstałem z łóżka (nie było łatwo, poplątana kołdra nie chciała dać za wygraną) o godzinie 5:50. Szybkie mycie śniadanko i do autobusu.
Standardowo
już, kilka miłych starszych pań zaczęło mnie wyzywać od ,,ach tej dzisiejszej
młodzieży'', ale co, ja jadę prawie do samego końca i muszę wywalczyć sobie
miejsce siedzące. Pod szkołą stali jak zwykle Machoń (dres-choć bardzo
miły i sympatyczny:), Wacek, Maryjan, Łukasz i Klamcio (mejden rulz!:).
Można już było zauważyć zbliżającego się wielkimi krokami Alka i Michała.
W pewnym momencie Alek zaczął wykonywać bardzo dziwne ruchy swoimi długimi
patyk....eeee rękami. To był znak, że mnie zauważył. Gdy do nas doszli,
po dość długiej ceremonii uściskiwania sobie dłoni (a tak na przyszłość,
chłopcy pamiętajcie o myciu rączek co najmniej raz tygodniu:) poszliśmy
wszyscy do szatni, z której non stop coś ginie (ale to jest przecież normalka
w przeciętnej szkole przeznaczonej dla 90% meneli i srejtów i 10% normalnych
ludzi, a jak się coś nie podoba to sobie można zmienić szkołę na inną choć
pod tym względem taką samą:), zanieść kurtki. Potem przyszedł czas na olbrzymi
stres- klasówka z fizyki! No, ale jak mówi (uwielbiająca rozwiązywać zadania
na tablicy sama dla siebie, bez tłumaczenia, w tempie błyskawicznym) mrs.
Tomczak my jesteśmy bardzo dobrą klasą i na pewno sobie poradzimy....W
sali w której za chwilę miała rozpętać się prawdziwa burza mózgów czekał
już Paweł. Jak to zwykle bywa zaczął mnie wypytywać czy coś umiem, czy
mu podpowiem (kiedyś odważył się nawet siedząc obok mnie napisać tą samą
grupę co ja) i takie tam.... I nagle rozległ się marsz imperalny Johna
Williamsa... Pani Tomczak..... Zaczęło się prawdziwe piekło. Paweł(kurde
to jest cwaniak....:) oczywiście prosił o przełożenie klasówki (mimo iż
była już dwa razy przekładana), Kasia Martula (klasowa gwiazda używająca
w większości angielskich słow, których i tak nie rozumie) zbierała piniundze
na ksero, Ada (klasowa nie-kujonka) dyskutowała z Dorti ( to samo) na temat
,,Jak powinna poruszać się prawdziwa modelka, jedynie Magda J. i Kinga
(klasowe kujonki) siedziały spokojnie.
I w końcu zaczęło
się rozdawanie kart odpowiedzi, rozsiadanie się, zamienianie klasówek.
Ponieważ siedzący
przede mną Maryjan miał tą samą grupę co ja (z czterech możliwych) jeden
z nas musiał przesiąść się do przodu. Oczywiście wypadło na mnie, ale dobrze
wypadło bo Alek i Michał (siedzieli za mną) oraz Bożenka- mieli tą samą
grupę co ja. Ale mi poszło tak sobie więc pewnie dostanę cztery, albo nawet
trzy :((dostałem ledwo 2)Potem były luźne lekcje (bez nauczyciela, więc
luźno to mało powiedziane). Na matmie (luźnej:)) stała się rzecz STRASZNA
dowiedzieliśmy się, że nie ma polskiego!!!!!!(ja naprawdę lubię polski...
babka jakoś tak ciekawie gada, pozatym to ona nakłoniła mnie do napisania
tego txtu!!) No nie, a zapowiadał się miły dzień... ale był za to angielski
z naszą ulubioną panią Śliczny. Alek jak zwykle ją przedrzeźniał, a ja
i Paweł trzęśliśmy klasą (36). Było bardzo miło i sympatycznie więc Skrzat
zrobił nam karną kartkówkę. Nawet łatwa. Później Kasia Martula (gwiazda
nr1) opowiadała nam o.... a nie ważne o czymś związanym z Magdą Nocoń,
niestety pani Śliczny bezczelnie przerwała naszą rozmowę, a gdy Paweł poprosił
żeby Kasia mogła tylko dokończyć został (równie bezczelnie) wyproszony
za drzwi.
Później przyszedł
czas na Biologię. Kartkówka z tkanek zwierzęcych. Ja nie miałem pojęcia
do czego służy tkanka nerwowa, więc napisałem, że służy rybom do podskakiwania
na patelni (może zaliczy). Potem śmialiśmy się z pani Drzazdrzewskiej (no
ja bym się kłócił czy ona jest kobietą:) bo robiła dość dziwne miny.
Ale nieciekawie
zrobiło się gdy spostrzegłem, że Przemek Siemieniec ma profil niczym chomik
bengalski z pełnymi ustami. Dżadża zauważyła, że się śmiejemy więc nie
oszczędziła nam cennych uwag na przyszłość (tak na temat egzaminu, jak
i do dziennika).
Po biologii
udaliśmy się pod naszą ulubioną sale nr 40. Po dość długim oczekiwaniu
pojawiła się PANI!!! Więc jednak polski odbędzie się !!!!!!
Boże jak ci
ludzie szaleli! Wszyscy chcieli zdobyć autografy. W górę poleciało konfetti
i płatki róż, eksplodowały sztuczne ognie, a pani Michalska chciała się
tylko przedrzeć do klasy....my naturalnie biliśmy pokłony. Dalej było równie
fantastycznie. Pani oddała zeszyty, dostałem 3, ale i tak jestem szczęśliwy,
bo mam kolejny autograf do swojej kolekcji. Później nastąpiły zapowiedzi
dalszych atrakcji, kina i teatru, atmosferę zepsuła trochę niezwykle błyskotliwa
Magda Zioło Nocoń. No bo co w końcu tak do teatru po szkole??
Bez sensu!
:) Po polskim (buuuuu) przyszedł czas na w-f-basen. Ja nie ćwiczyłem. Załatwie
faciowi jakąś grę to zapomni o całej sprawie... Na basen poszły z nami
Gosia, Domcia i Jajo.
Wszyscy razem
(we czwórkę) poszliśmy na balkon obserwować innych (starszych) chłopców.
Jeden tylko
mi się podobał, bardzo umięśniony, łysy, brunet :))) Potem wszyscy rozeszliśmy
się do swoich domów i... tyle :)
PS. TXT powstał jakiś czas temu, parę osób może się na mnie obrazić po jego przeczytaniu, więc sorki z góry (pomyślcie sobie, że już jesteście zupełnie inni:)
Ps2. piszcie do mnie na wszystkie tematy.
ps3. opwiedźcie moją stronkę www.sqall.prv.pl