=-=-= Podsumowanie Turnieju Czterech Skoczni =-=-=
Ale to już było i nie wróci więcej... Można tak rzec. Do historii przeszedł 51 KONKURS CZTERECH SKOCZNI. Charakteryzowało go kilka rzeczy, o których za kilka lat pewnie wielu ludzi będzie wspominać. My, przed rozpoczęciem jeszcze, czekaliśmy czy Adam Małysz wreszcie przełamie się i czy triumf dwa lata temu znów się powtórzy. Od dawna przecież wiadomo, że zawody w Niemczech i Austrii są najważniejszymi w sezonie i wygrane w nich stawiają skoczka w świetle sławy i pieniędzy. Od początku sezony wyrabiało się kilku faworytów do ostatecznego zwycięstwa, między innym Ahonen, fantastyczny aktualnie Peterka (w porównaniu do poprzednich lat) czy nieobliczalny "Kaczor" Hoellwarth. Małysz również należał do ścisłej czołówki, niemniej szans na odniesienie końcowego sukcesu nie miał zbyt wielu, tym bardziej po skokach tudzież lokatach, jakie zajmował wcześniej. Co innego jednak mysleli buckmacherzy i oni w Adamie widzieli przyszłego triumfatora TCS, a kurs na niego był zdecydowanie najniższy. Ciekawe, nie?
Specyfiką wszystkich tegorocznych konkursów był brak sniegu, który chyba wszystkim przeszkadzał. Nieośnieżone góry czy stoki sprawiały, iż nie czuto atmosfery prawdziwie narciarskiego święta. Zawodnicy musieli obejść się smakiem i ubiegłoroczne edycje, gdzie puch nawet przeszkadzał w przeprowadzeniu zawodów, teraz tylko był wspomnieniem. Żadnej przyjemnej otoczki... Jak zawsze szalał wiatr. Można powiedzieć, że ustawił po części otateczne wyniki. Jednym absolutnie pomagał, innym zaś wiał w plecy i nieumiejętne szybowanie w powietrzu kończyło się zazwyczaj spadkiem na bulę. Szczególnie mniej doświadczeni skoczkowie uczący się dopiero całego kunsztu, nie mogli sobie poradzić. Nieprawdą jest, że warunki są dla wszystkich równe. Co to, to nie. :>
Był to konkurs młodych talentów. Wysypało się ich podczas TCS mnóstwo. Fenomenalne skoki niektórych powodowały wytrzeszcz oczu i pobłażliwy uśmiech. Szesnastolatek Morgenster zadziwił chyba wszystkich. Genialne odległości jak i w treningach, tak w kwalifikacjach i konkursach. Siedział ciągle na "ogonie" najlepszym zawodnikom, straszył ich, sam zajmując wysokie lokaty z pozytywnymi rezultatami. Dalej można wymieniać: Kofler, Hafele, Liegl, Pieper... Większość z Was zapewne niesłyszała nigdy tych nazwisk, a teraz zostaną zapamiętane na długi czas. Nie da się zaprzeczyć, ale przyszedł czas młodych. To oni przez następne lata nadawać będą ton, rządzić na skoczniach świata, wygrywać poszczególne konkursy. Są przyszłością, świetną inwestycją dla sponsorów, maszynką do zarabiania pieniędzy. Sądząc jednak po reakcji niektórych, wielka sława ich nie interesuje, a ich występ w telewizji czy choćby krótki wywiad jest wręcz niemożliwy. Czyżby zagraniczny skromny Adam Małysz II? :>
Właśnie... Postawa Polaków nie zachwyciła. Mistrz pokazał, co potrafił - tyle, na ile było go stać w aktualnej chwili. Cieszmy się z takiej dyspozycji... Doprowadzić umie jednak do białej gorączki, kiedy kompletnie psuł skoki (Oberstdorf) i zajmował bardzo odległe miejsca. Już praktycznie skreślono go i spisano na straty. I faktycznie, wywnioskować i zaobserwować można, że jest coraz gorzej. Już nie daje takiej satysfakcji, radości, nie ma tego polotu i chęci, determinacji. Polskie rodziny nie odczuły chyba atmosfery tego święta narciarskiego w swoich domach, jak choćby dwa lata wcześniej, kiedy nieoglądanie poczynań polskiego asa było godne poniżenia. Myślę, iż Adam jest ciągle zdegustowany niemożnością wygranej. Chciałby, ale coś mu przeszkadza w triumfie. Udowodniłł jednak niedowiarkom, że jeszcze jakiś czas pociągnie i w czołówce jego nazwisko widnieć będzie... Co do reszty - ciężko sie wypowiedzieć. Tajner beznadziejnie, Mateja również. Tylko tło dla rywali, nawet sam Koreańczyk skacze od nich lepiej. Szok! Zobaczymy jednak, co pokaże jeszcze Bachleda. Jest dla mnie zagadką. Raz fantastyczne skoki, innym zaś kompletnie beznadziejne. Niekwalifikowanie się do konkuru, słabe noty za styl, ogólnie blado i nieczytelnie. Nie mamy zaplecza, oj nie mamy...
Zwycięzcą został Janne Ahonen - Fin pochodzący z Lahti. Troszkę taka mała niespodzianka, nie sądzicie? Osobiście myślałem, że wygra Hannawald przed Małyszem. A tutaj takie coś... Prezentował się jednak bardzo dobrze, oddał osiem równych skoków, co jest podstawą do wygrania TCS, osiągnął świetną końcową notę (trochę śmieszną) wynoszącą 999,9pkt. :> Nie dostanie dodatkowych pieniędzy za przekroczenie granicy 1000 pkt. Jak mało brakowało... :> Niemniej na pewno wygrana należała mu się. Od początku sezonu skacze najrówniej, nie ma słabych skoków w jego wykonaniu, jest mocny psychicznie. Gratuluje! Drugi, ku wielkiej rozpaczy całych Niemiec, Sven Hannawald. To on miał wygrać, ma to w "papierach", w gwiazdach pisane, a tak się nie stało. Zadziwił jednak bardzo szybkim powrotem do zdrowia i dobrej, acz nie rewelacyjnej formy. W kilka dni osiągnąć taki pułarp możliwości - to jest coś. Trzeci Adam!!! A wydawało się, że jest tak źle. Po pierwszym konkursie o tej lokacie chyba nikt nie myślał, nikt o zdrowych zmysłach. A jednak wskutek sprzyjających okoliczności powietrzny polski as systematycznie kroczył i awansował w klasyfikacji gerenalnej lądując na podium!!! Oby tak dalej, byleby dwa oczka wyżej... :>
Końcowa klasyfikacja TURNIEJU CZTERECH SKOCZNI:
| 1. | Janne Ahonen | 999,9 pkt |
| 2. | Sven Hannawald | 976,3 pkt |
| 3. | ADAM MAŁYSZ | 959,7 pkt |
| 4. | Andreas Kofler | 957,6 pkt |
| 5. | Primoz Peterka | 954,7 pkt |
| 6. | Roar Ljoekelsoey | 949,3 pkt |
| 7. | Martin Hoellwarth | 945,6 pkt |
| 8. | Florian Liegl | 934,2 pkt |
| 9. | Andreas Goldberger | 923,0 pkt |
| 10. | Thomas Morgenstern | 912,9 pkt |
| 44. | Marcin Bachleda | 263,4 pkt |
| 62. | Tomisław Tajner | 91,9 pkt |
| 64. | Robert Mateja | 88,6 pkt |