=-=-= Liga Mistrzów =-=-=

Liga Mistrzów to dla mnie kuźnia młodych talentów, nowych gwiazd młodego pokolenia. Ceeszę się, że taki Ajax ma kilkunastu łepków na światowym poziomie, bo młodzież wypiera tych starych nieumiejących porządnie grać i tylko zabierających im miejsce. Takie szkolenie jak w Holandii czy Hiszpanii jest zupełnie inne niż u nas. Bywałem kiedyś na turnieju tam, grałem z juniorami Atletico Madryt, San Sebastian i muszę przyznać, że oni wogóle nie są wybiagani, a mecz załatwiają sobie klepiąc przeciwnika. Co z tego, że motorycznie raczej u nich na bakier, ale opanowanie piłki i ogólne z nia związane rzeczy mają poukładane po mistrzowsku. U nas jak wiadomo, bardziej liczy się to, aby nasi byli niczym motorki i mają tylko biagać po boisku, a piłka jakby jest nie osią centralną, a jego imitacją. Owszem, przygotowanie motoryczne jest ważne, ale bez przesady. Dziś dla nieudaczników nie ma miejsca, jeśli nie umiesz opanować piłki w przyklęku na 90 stopni wprost w pełnym biegu, to jesteś raczej stracony. Trenerów zachodnich fitm nie obchodzi, czy ty jesteś wybiegany, a to czy umiesz bawić się z piłką, czy jest ona twoim przyjacielem. To, iż szybko biegasz i jako tako posiadasz kondycję, to tylko twój plus, ale to tylko mały dodatek do prawdziwej piłki. To tak jak pilot do telewizora. No dobra, znowu odbiegłem od tematu, ale sorry, już nie mogę patrzeć, jak się w Polsce marnuje młodzież. Młodzieżówki polskie wcale, ale to w żadnym wypadku nie są gorsze od tych z Hiszpanii, tylko szkolenie tam a u nas, to dwie różne bajki i nie te seriale.

Liga Mistrzów to oczywiście kupa szmalu - dla biedniejszych - chociaż teraz to tak nie można mówić, bo ten kto gra w LM to tak mało kasy wcale nie ma, a zawsze jakieś jest to nowe dofinansowanie i źródło pieniędzy, które być może pozwoli im sprowadzić nowych zawodników. Dla bogatszych to tylko mała namiastka ich wielkiego budżetu i zwykle nie stanowi to jakiegoś poważniejszego wzmocnienia. Moim skromnym zdaniem występuje za duża dysproporcja dziś w europejskim footbalu pod względem szmalu. Wiadomo, że taki Real wręcz opływa w luksusie i ilości gwiazd, a taki Basel co ma powiedziec? Ja rozumiem, ze Madrycki klub sobie zasłużył, jednak dla mnie powoli Champions League staje się takim jednodruzynową rozgrywką na wielkim placu gry, gdzie nie ma miejsca dla innych. Poziom piłki niesamowicie ewoluował pod względem sportowym i finansowym, przez co zasada zdrowego sportu już powoli przenika i wyraźnie występuje tendencja zniżkowa. Oglądac Królewskich uwielbiam wręcz, bo to dla mnie najlepszy zespół świata [lubie ich i tyle], ale naprawdę powoli zaczyna się to robic już nudne. Co chwilę słychać jak Real kupuje za tyle i tyle Ronaldo, Zidane'a i Figo, a z takiego Genku to nie znam nawet jednej osoby. Warunki pieniężne to nie jest wszystko, nazwiska nie grają, ale trudno się dziwić, żeby taki Real nie poradził sobie z Basel! Ambicja i upór jest ważnym elementem, ale Basel stać tylko i aż na piłkarzy dobrych, podczas gdy w szeregach Realu są geniusze i sprawa wyniku jest raczej przesądzona przed meczem. Zapewne istnieje również sytuacja, gdzie niektórzy trzęsą się już przed wyjściem na murawę z takim Realem, co jest dla mnie złe, bo magia nazwiska robi dziś wszystko. Zidane, WOW ... i juz wszyscy się boją, że nie sprostają, że zostaną ośmieszeni...

Sprawa sportowa. Zawsze, w każdym roku niesamowite emocje towarzyszyły poszczególnym fazom LM. Ludzie kochają 'czarne konie' rozgrywek, bo na niespodzianki zawsze ktoś liczy. Piłka bez fartów byłaby żadna i nijaka. Sport staje się powoli nudny, jeśli chodzi o rywalizację i prymat największych światowych zespołów. Dwa lata temu [albo rok] fenomenalnie grający Leeds odpadł dopiero w półfinale. To były czasy, nikt nie wiedział, do czego chłopaki naprawdę są zdolni. Ówczesnie byli wielcy i ich się bano, dziś gnieżdżą się w środku Premiership i praktycznie jakikolwiek strach do nich minął. Nie ma warunków, aby powstawały niespodzianki. Taki Real ma wszystko, czego im potrzeba, kładzie im się nawet dywany pod nogi jak idą, a reszta musi tylko zazdrościć i patrzeć z ukrytym uśmieszkiem ironii, z nadzieją na podobny poziom. Wiadomo, że zabiegi rehabilitacyjne, masaże i ćwiczenia ogólnorozwojowe w jakimś tam stopniu odzdziałowują na organizm i pomagają w grze. I Królewscy mają wszystko, a Basel musi się starać, aby mieć piłkarzy, bo sprzętu zbliżonego do drużyny Zidane'a i spółki, nie będą mieli nigdy. Nie ma to jak taki "czarny koń". Marzy mi się czasem, aby Wisła Kraków, którą kocham, awansowała do ćwierćfinalu LM. Każdy pamięta stare czasy, rok 1996/19997, gdzie Legia pięknie pogrywała i odpadła dopiero z Panathinaikosem. Każdy się wtedy emocjonował piłką, czy to osobnik młodej daty czy nie, ale "łaciata" nie była im obca. Z roku na rok nie cieszy się już taką popularnością, ale pewnie każdy gdzieś w duszy marzy, aby nasza rodowita polska drużyna pokazała, na co ją stać i osiągnęła znaczący sukces w ueropejskich pucharach. To nierealne, a powody przedstawiłem powyżej. Marzyć zawsze można, to nieodłączne zajęcie każdego człowieka, poprzez marzenia stajemy się być może lepsi, zdolnu do większej wyobraźni i pewności siebie, jednak ja takiej nie widzę nawet w najjaśniejszych snach. Ale żyjmy dalej, czas pokaże, czy polska piłka ma jakiś poziom piłkarski...

W chwili gdy to piszę, to jestesmy po trzech kolejkach fazy grupowej i wyniki jakie padają, przyprawiają mnie o zawał serca i gorzej. Real:Genk 6:0, Olimpiakos:Leverkusen 6:2, Lyon:Rosenborg 5:0 i wiele innych, gdzie w meczu pada co najmniej 5 bramek. Nie wiem, czy obrona jest tak fantastycznie skaleczona, czy napastnicy na świecie przypomnieli sobie, jak się strzela. Kocham strzelać bramki, kocham je oglądać, ale dla mnie to już lekka przesada, jak w meczu pada 6 i więcej goli! Ciekawe mecze moga obfitować w takie zdobycze, acz dla mnie nie powinny, bo później trenerzy sobie nagle przypomną, że trzeba wzmocnić formację obronną i futbol znowu stanie się defensywny, czego wprost nie cierpię. Jak widzę ligę włoską, to krew zalewa, choć wyczyny Milanu w tej chwili i 9 pkt po trzech meczach oraz styl, w jakim je uzyskali, to się kłaniam nisko i życzę sobie takich drużyn. Różnice bramkowe w LM swiadczą o poziomie rywalizacji. Real ma zdrowo przegięty zespół, za mocny na takie zawody i nie powinien w nich uczestniczyć, aby dać innym szanse. ;) Źle mi się robi, gdy jedna drużyna nie może wyjść z pola karnego, bo druga cały czas atakuje i nie daje chwili wytchnienia obrońcom. Toż to nie mecz, a trening strzelecki. I madrycki Real nie gra, tylko "trenuje", a mianowicie strzeleckie treningi to ma w każdej kolejce. Co się stało z footballem, że zaszły aż tak duże zmiany?! Kiedyś zespoły walczyły ząb w ząb - owszem, były ekipy słabsze i lepsze, ale nie występowała taka sportowa dysproporcja między drużynami, jaka obecnie panuje! W świadomosci mam jeszcze te mecze Ligi Mistrzów z 1995 roku i wcześniej. Borussia rządziła z Juventusem Turyn całą Europą, a reszta była ciut za nimi i walczyła o dalsze miejsca, ponieważ trony był zajęty. Dziś nie ma takiej frajdy z oglądania pokazowych popisów Zidane'a i innych, bo gdy się siada przed telewizorem to tylko trwa dyskusja z bliskimi, ile Real w danym dniu wygra: 4:0 czy więcej. I to taka jest prawda. Zidane, Figo, Raul, Carlos, Ronaldo ... o mój Boże, przecież to najlepsi zawodnicy świata. Co z tego, że Figo czy Raul w danej chwili nie będą nic grali, jak Real ma Zidane'a i może rozstrzygnąć mecz w każdej chwili na własną korzyść i zainkasować trzy punkty. Po prostu mają tylu zawodników, że się nie boją o wynik, bo każdy może być danego dnia w dyspozycji i po meczu. Oni tam się pławią, dławią tymi graczami. Dali by nam za darmo trochę, choćby Zagłębiu trochę. :)) Polityka kadrowa Realu jest dla mnie dalej wielką zagadką. Nie wiem, po co kupili Ronadlo za 50 mln dolców, jak i tak bez niego spokojnie mogliby wygrać sobie LM. Wiem że prezydent klubu złożył obietnicę kibicom, że rokrocznie kupował będzie światową gwiazdę i jak na razie słowa dotrzymuje. Co do Ronaldo, dla mnie osobiście wcale nie jest taki dobry i wręcz czasami mnie śmieszy jego boiskowa postawa. Kilka lat temu w Barcelonie był Bogiem piłki, aż chciałem go oglądac i podziwiać, dziś jest przeciętniakiem w moim oczach, który strzelił kilka goli w MŚ, z czego pięc mu wyłożyli na "tacy", a sam sobie wypracował dwie (i to przy przymrużeniu oka). Mimo to mam nadzieję, że wróci do składu i zacznie grać w boskim Realu po mistrzowsku i profesorsku, na miarę swoich prawdziwych umiejętności, bez wątpienia ogromnych. Nie wiem tylko, dlaczego na ławce siada Solari, ale to już sprawa trenera, ktorego nie lubię. :))

Ten art pisany był jakieś pięć miesięcy temu bez polskich fontów. Wysłałem go ówcześnie do kącika Sport, który to inaugurację miał w Am30. Niestety, później już się nie pojawił z niewiadomych mi przyczyn. Dlatego zamieszczam go tutaj, wprowadzając polskie znaki. Nie zmieniałem wogóle treści. Dziś napisałbym to chyba troszkę inaczej...

sly