=-=-= III KONKURS - Innsbruck (AUSTRIA) =-=-=
Przyszedł czas na trzeci z czterech konkursów Turnieju Czterech Skoczni w austriackim Innsbrucku. Po wcześniejszych dwóch, gdzie Adam zaprezentował dosyć zadowalającą formę, czekaliśmy wreszcie na pierwszy triumf i położenie kresu porażek. Nic z tych rzeczy... Pięknie położone miasto, fantastyczna skocznia, wykonana praktycznie od nowa, na wzór nowej technologii, idealnie prezentująca się na tle gór, tym razem kompletnie nieośnieżonych. Specyfiką 51 edycji jest to, iż organizatorzy, kibice a i zapewne sami zawodnicy cierpią na brak puchu. Nic nie poradzimy, natura znowu płata figle. Z góry wiadomo było, że ten konkurs to gra o życie lub śmerć, o tytuł lub o nic. Te zawody miały przesądzić i przedłużyć szansę naszego podniebnego asa do Bischofschofen, aczkolwiek w razie niepowodzenia szanse malały zasadniczo do zera. Powiedzmy sobie szczerze, że po ostatnich dówch fantastycznych sezonach, gdzie Małysz latał kilka metrów dalej od rywali, przyzwyczaił nas do triumfu i tylko miejsce pierwsze tak naprawdę zadowoli każdego kibica w Polsce. O innym nie ma mowy i zajęcie pozycji gdzieś dalej uznawana jest jako porażka. Wyraźnie odczuwa się kryzys Małysza, jego niemożność zwycięstwa. Od kilku już konkursów cieszę się z miejsca w pierwszej piątce...
Dziwne były te zawody. Strasznie. Jak zawsze przeszkadzał wiejący wiatr, który znów raz dyszył mocniej i uniemożliwiał oddanie dobrego skoku, innym razem zaś wiał pod narty i umiejętnie wykorzystany przyczynił się do uzyskania satysfakcjonującej odległości. Innsbruck w tym sezonie to loteria, chybił-trafił. Kompletna niewiadoma. Profil skoczni jest tak dziwnie skonstruowany, że skoków w granicach 125 metrów było mało. Tu się nie da daleko szybować, przynajmniej ja tak uważam. Strasznie płaski rozbieg, niski pułap i natychmiastowe lądowanie "na placka", tak znienacka. :> Rok temu, jeszcze przed przebudową tego - obecnie cudownego obiektu - rekordzistą był nie kto inny, tylko nasz Adam Małysz. Jednak jak wiadomo, gdy skocznie się rekonstruuje, najdłuższy wynik "starej" skoczni przechodzi do historii i wszystko zaczyna się od nowa.
Bardzo ciekawie ppotworzyły się konkursowe pary. Choćby Uhrmann z Ahonenem czy Morgenstern z Schmittem. Adam trafił na Austriaka, którego nazwiska nawet nie pamiętam, niemniej ten młody chłopak błyszczał w kwalifikacjach i zajął w nich drugie miejsce. Ale gdzie on tam do naszego mistrza... Serie przedkonkursowe dziwiły. Ahonen dopiero 12, Peterka jeszcze dalej, Ammann również w granicach miejsca trzydziestego. Tradycyjnie opuścił je super niemiecki skoczek Sven Hannawald, a takie same kroki poczynił Polak. Martwiła słaba (katastrofalna!) forma Pochwały, naszego wicemistrza Polski, który nie mógł zakwalifikować się nawet do finałowej 50. Bachleda również jakoś blado i nieczytelnie, bez werwy, ambicji, nadziei i jakiegokolwiek przekonania tudzież wiary w sukces. I ten niestety odpadł w rywalizacji ze wspaniale się spisującym w tym sezonie Romoerenem, oddając jeden z najkrótszych skoków w zawodach. Fantastycznie skoczył Ahonen i wykorzystawszy warunki amtosferyczne poleciał najdalej - na 122m. Równie długie skoki oddali Hoellwarth, Widhoelzl, Liegl czy Goldberger. Przyszła kolej na Adama. Jak zawsze prędkość nienajlepsza, wybicie za to świetne, wysoki pułap w porównaniu z innym zawodnikami, niemniej nagle coś się stało i "przybiło" go do ziemi i skok na odległość 118m przed linią oznaczającą punkt konstrukcyjny obiektu, czyli 120m. Polak jedak wygrał parę i awansował bez problemu dalej. Pojawił się tymczasem na belce Hannawald, który po upadku w Ga-Pa oddawał w dalszym ciągu długie skoki na treningach. Ruszył, słabe jak na niego wybicie, musiał ratować się w powietrzu i doleciał na 114m. Krócej od Adama, co oznaczało odrobienie kilku punktów przez polskiego asa.
Druga seria stała na słabym poziomie. Organizatorzy bali się puścić zawodników z wyższej belki startowej, przez co skoki krótki i nieciekawe degustowały i denerwowały publiczość, licznie zgromadzoną, które przyszła oglądać dłuuugie loty, a nie skoki na komiczne odległości. Nikt niczym nie zachwycił, trafiła się jednak jedna mała niespodzianka. Drugie miejsce w końcowej klasyfikacji zajął Austriak Liegl wyprzedzając Hoellwartha, samego Hannawalda i naszego MAłysza. Praktycznie każdy oddał słabszy skok niż w serii pierwszej, co przełożyło się na noty końcowe, bardzo niskie tym razem. Bardzo blado wypadł Małysz, a jego skok na 112 metrów znów wywołał w kibicach nutę niepokoju o dalsze poczynania. Hannawald w drugiej serii skoczył trzy metry dalej niż w pierwszej, przy lepszych notach za styl i ostatecznie wyprzedził Polaka ostatecznie lądując na miejscu czwartym. Wygrał Ahonen, co niespodzianką nie jest żadną. Wiatr zrobił swoje, bardzo przeszkadzał, o czym wspominało po konkursie kilkunastu skoczków. Ale nic, turniej w Innsbrucku przeszedł do historii. Sprawa zwycięstwa została praktycznie rozstrzygnięta, gdyż wątpię, aby stratę drugiego zawodnika do Fina wynoszącą 33 punkty, ktoś zdołał odrobić. Ale poczekajmy. Po zawodach nastąpiły duże zmiany w klasyfikacji ogólnej, a różnice między drugim i szóstym zawodnikiem wynosiły ledwie 7 punktów. Czekamy więc na Bischofschofen.
| 1. | Janne Ahonen | 122m | 115,5m | 227,5 pkt |
| 2. | Florian Liegl | 121,5m | 112,5m | 218,7 pkt |
| 3. | Martin Hoellwarth | 118,5m | 113,5m | 216,6 pkt |
| 4. | Sven Hannawald | 114m | 117,5m | 215,7 pkt |
| 5. | Andreas Widhoelzl | 118,5m | 112m | 214,4 pkt |
| 6. | Adam Małysz | 118,5m | 112m | 211,9 pkt |
| 7. | Roar Ljoekelsoey | 114m, | 115m | 210,6 pkt |
| 8. | Andreas Goldberger | 117m | 111m | 208,4 pkt |
| 44. | Marcin Bachleda | 100,5m | --------- | 75,9 pkt |
Tradycyjnie kilka opinii po konkursie ściągniętych z portalu wp.pl:
- Adam, ty debilu,
co ty robisz?!
- Adam pokaże klasę w Bischofschofen!
- Powinni mu odebrać licencję na latanie!
- Pieprzyć Adama, pieprzyć skoki i zająć się czymś
pożyteczniejszym - szykowaniem noży na Niemców w Zakopanem.
Nie będę tego komentował i nie przytoczyłem tych głupszych, żeby młodzieży nie deprawować. Szczyt głupoty! Widocznie zdeponowało ludziom mózgi, ale to już nie moja sprawa. Poczytajcie zresztą sobie niektóre opinie po jakimś konkursie Pucharu Świata i zobaczycie, że debilizm i infantylizm w Polsce niepodzielnie zyskuje coraz większą ilość członków...
sly