=-=-= Martina Hingis - czy wróci? =-=-=

Co to była za wspaniała zawodniczka... Aż chce się patrzeć na to nastoletnie cudo, które w sposób ośmieszający przeciwnika bez problemu zeń wygrywało. To swoisty fenomen sam w sobie, osoba potrafiąca dzięki swemu kortowemu myśleniu rozstrzygnąć na swoją korzyść mecz, w najtrudniejszych momentach podnieść z ziemi i grać dalej, na równi z rywalem. Zdarzały się jej wielkie wpadki, jak choćby przegrana już w I rundzie w turnieju wielkoszlemowym, ale pozostanie wielką tenisistką dążącą do celu mimo wszelkich przeciwności losu i problemów zdrowotnych, jakie obecnie jej doskwierają. Aż łezka w oku kręci się, kiedy oglądało się mecze w telewizji z siostrami Williams, kiedy to mała i niepokorna Martina swoją techniką i wspaniałymi zagraniami wzdłuż kortu zwycięzko wychodziła z wymiań. Ale to raczej historia. Niekwestionowana przez kilka lat liderka światowego rankingu WTA doznała brutalnej w skutkach kontuzji pozbawiającej ją raczej szans na dojście do formy jaką wtedy imponowała. A trzeba przyznać, że w czasach swej największej świetności nikt nie mógł dać jej rady i na nic zdały się niektóre przedmeczowe konferencje, kiedy to głośno mówiono o pogromie Hingis. Zaistniała jako szasnastolatka i już wtedy posiadała ogromny talent, który odpowiednio oszlifowany, wymiótł dosłownie wszystkich w pył i cała gromada tenisistek wręcz chowała się przy jej blasku. W tak młodym wieku bały się jej największe gwiazdy, najbardziej doświadczone i ograne przez te kilkanaście lat na kortach całego świata. Kiedy wychodziła z szatni i udawała się na kort, publiczność zazwyczaj nie tłumiła braw i ile sił w rękach, klaskała wiwatując na jej cześć. Był jednak moment, kiedy to zawodniczka przez kilka turnieji została wyśmiewana i pogardzana. Nie pamiętam z jakiego to powodu, ale na pewno miało miejsce. Dziś, po nieobecności tej pani na kortach, wiadomo jaka panuje sytuacja. Niepodzielnie rządzą wszędobylskie siostry Williams, a reszta to praktycznie dla nich tło. Nie lubię tenisa siłowego, a dla mnie liczy się piękno i technika, boiskowe cwaniactwo. A to absolutnie posiada Martina i ja jako kibic (były) tenisa wróżę jej jeszcze wielu sukcesó w dyscyplinie, jaką uprawia, mimo iluzorycznych szans dawanych jej przez lekarzy. Ale los płata figla, a moje jak zawsze nieomylne sumienie podpowiada mi, że mam rację... Niech wraca do zdrowia!!!

sly