=-=-= II KONKURS - Garmisch Partenkirchen (NIEMCY) =-=-=

Wiele słów przychodzi na myśl po tym konkursie. Zamyślenie, nonszalancja, ale i radość, uśmiech na ustach. Takiego konkursu nie było od dawna, tym bardziej, że jedną z głównych ról zagrał sam as polskich skoków - Adam Małysz. Ile to już konkursów nie oglądaliśmy takiej formy jakbysmy chcieli, czas nieubłagalnie płynął, a postępów widocznych brak, tym bardziej obniżenie formy. Nie sposób nie powiedzieć po zawodach, że dostarczyły one wielkich emocji, nareszcie dla nas zakończonych z miłym akcentem. Fantastyczny poziom pierwszej piętnastki (plus skrajne wypadki) spowodowały - mimo przenikliwego zimna - gorącą atmosferę nad niemiecką ziemią...

Po pierwszym, niezbyt dla nas udanym, konursie, pytaliśmy się wszyscy o dwie rzeczy: Czy Hannawald po raz kolejny udowodni swą wyższość nad innymi skoczkami i bezsprzecznie zmiecie ich w pył pokazując im miejsce w szyku - to raz, wreszcie czy Adam pokaże klasę i nawiąże wyrównaną walką z najlepszymi - to dwa. Nie okłamujmy siebie i powiedzmy, że pozycja w pierwszej piątce jest wynikiem conajmniej satysfakcjonującym, aczkolwiek po poprzednich dwóch sezonach, gdzie mistrz pokazał nam swoje możliwości, a nagminność wygrywania stała się chlebem powszednim, czekaliśmy i oczekiwaliśmy czegoś znacznie większego. Od dawna już jest tak, że niektórzy zawodnicy przygotowywani są na ten turniej, wyłącznie na niego. Schmitt choćby, że o Svenie już nie wspomnę. Nie wiem, czy to dobre rozwiązanie i posunięcie, niemniej na pewno sztab fachowców decyduje o decyzji i podejmuje ją z pełną odpowiedzialnością. Chyba nie będziecie próbować mi wmawiać, że Hanni nie był przygotowywany specjalnie na potrzeby Turnieju Czterech Skoczni...

Mróz - jak już wspomniałem, do tego silnie wiejący wiatr, który niesamowicie przeszkadzał w przeprowadzeniu zawodów. Raz wiał bardzo mocno, innym zaś razem łagodniał, stawał się mniej dokuczający, jakby sobie wybierał czas, miejsce, swój własny cel... Warunki pogodowe - powiedzmy sobie szczerze - mieli skoczkowie nienajlepsze, a i słońce zapewne raziło i przeszkadzało. Piękna skocznia na tle gór prezentowała się okazale, wręcz wspaniale. Wyremontowana (a praktycznie wykonana od samego początku) sprawiła, iż nasze popadłyby w wielke kompleksy (może poza skocznią w Zakopanem) Pamiętacie wydarzenia roku poprzedniego na tym obiekcie? Nie?! Hańba! ;> Przypomnę tylko, że w tamty roku Adam wspaniałym skokiem na odległosć 129,5 metra uzyskał niepobity dotąd rekord skoczni, co wywołało niemały ironiczny uśmiech na twarzach samych Niemców, do których skocznia należy. Zostaliśmy ujęci w annałach, uraziliśmy ich dumę. ;>

Pierwsze treningi pokazywały Małysza w naprawdę dobrym świetle. Praktycznie tak jak zawsze. Długie skoki zachwycały, dawały jednocześnie do myślenia: Czy przełoży się to wszystko na konkurs? Adam jak zawsze w starym kombinezonie, bez smarowania nart. Jak było - wszyscy wiemy. Kwalifikacje to już inna bajka. Stało się to, co powinno być wprowadzone już dużo wcześniej, a mianowicie skoczek z Wisły opuścił kwalifikacje. Hannawald zrobił podobnie, nikogo oczywiście nie dziwiąc, wcześniej oddając najdalsze skoki treningowe, nawet kilka metrów lepsze niż konkurenci. Wyraźnie podczas telewizyjnej audycji można było zauważyć już nie tego samego niemieckiego gladiatora. Posępna mina, zamyślony, troszkę zdezorientowany. Zaczął się denerwować, a mogę stwierdzić, chyba słusznie, że przyczyna jest tylko jedna - Adam... Zaczął się konkurs, ówcześnie przyznaczono już pary, kto z kim miał skakać w odpowiednim czasie. Drugi z Polaków - Marcin Bachleda, trafił na Słoweńca Zontę, Małysz zaś na Austriaka Martina Kocha...

Tak jak w Oberstdorfie, również tutaj mieliśmy nieoczekiwane zwycięstwa, często różnicą małą, żeby nie powiedzieć znikomą. Bachleda niestety nie poradził sobie z wiatrem, z emocjami, z własnym sobą i skoczył jedynie 95 metrów, co dawało mu przedostatnią pozycję w konkursie i oczywiście odpadnięcie z dalszej rywalizacji. Kilka skoków mogło szokować, tym bardziej postawa zawodników mniej znanych szerokiej publiczności, radzących sobie doskonale z warunkami atmosferycznymi. Wrócił nareszcie Simon Amman, od razu w wielkim stylu. Pierwszy skok bardzo udany - w stosunku do poprzednich - bez problemu dał mu miejsce w finałowej trzydziestce. Kompletnie zawiódł idol publiczności jak i całych Niemiec - sam Martin Schmitt, który nie dość, że skoczył dosyć słabo, przegrał swoją parę i nie awansował do następnej rundy, nawet jako "lucky looser". Fantastyczne skoki Miyahiry, Leokelseya (nie wiem, jak to się pisze :>) czy wspomnianego Szwajcara oraz - o dziwo! - Primoza Peterki, były tylko pretekstem i wstępem do późniejszych wydarzeń na obiekcie o punkcie konstrukcyjnym K-115m. Usiadł na belkę Małysz, oznaczony numerem 49. Poprawił jak zawsze kask, spojrzał na chorągiewkę trenera i ruszył. Prędkość na rozbiegu jeszcze niezbyt zadowalająca, lepsza jednakże niż w I konkursie, gdzie była katastrofalna. Wybicie z progu wreszcie mocne i zdecydowane, dość wysoki pułap, walka w powietrzu z wiatrem, machanie wielkimi nartami i lądowanie. Dobry skok, nareszcie! Czekaliśmy na werdykt sędziowski i noty. 19,5 ; 19,0... 121m i jak dotyczas czwarte miejsce z niewielką stratą do lidera! Rywal Adama - Koch, skoczył słabiej, awansował jednak do drugiej rundy z grona przegranych. Po parze polsko-austriackiej na belce usiadł Hannawald i widownia, bardzo liczna, wynosząca jakieś 40 tysięcy kibiców, krzyknęła niebotycznie głośno licząc na skok bardzo odległy. Ale coś w Niemcu się zatkało i to już widać było przed wejściem w tor. Ruszył, dobre wybicie, sylwetka jak zawsze nienaganna, dla mnie przynajmniej najładniejsza ze wszystkich i skok ledwie na odległość 118m, czym zawiódł kompletnie nie tylko rodzinę, ale bodajże cały kraj. Ahonen, Widhoelzl i Hoellwarth również osiągnęli dobre rezultaty, ten ostatni jednak za podparcie dostał kilka punktów mniej. Apetyty takie jak być powinny, czekaliśmy na drugą serię.

Oj działo się, działo... Można to skwitować jednym słowem: nieobliczalność. Zresztą zawody w Ga-Pa dostarczyly dziwnie dużo upadków zawodników, którzy później skrażyli się na nierówny zjazd. Coś w tym musi być. Ale mnie to - i Was chyba też - nie obchodzi. :> Ta część konkursu to prawdziwy szok dla jednych, dla innych radość i powrót wśród wielkich. Wszystko zaczęło się od Hanniego. Fantastyczny skok na 125m dałby mu z pewnością pierwsze miejsce, ten jednak nie ustał go i wywrócił się jeszcze przed linią ostatecznego punktowania! Myśmy tylko mogli się cieszyć, w końcu to kilkadziesiąt punktów odrobionych przez Adama straconych w Oberstdorfie! Kibice wręcz znieruchomiali, kompletnie się zawiedli, ale zasadniczo nie ma się czemu dziwić. Największy as skoków naszych zachodnich sąsiadów nie wygra wszystkich czterech konkursów jak poprzednio. Nie powiem - miałem tu mieszane uczucia - niby się śmiałem z jego niepowodzenia, aczkolwiek szkoda mi też chłopaka było. Tymczasem Adam na belce. Kapitalne wyjście z progu i jeszcze lepsza odległość niż w serii kilkanaście minut temu. 123,5m i bezsprzeczne prowadzenie. Następnie kilku skoczków również błysło, nie mogli się jednak zbliżyć do mistrza. Amman oddał dobry skok, Hoellwarth zaś kompletnie sobie nie poradził. Nadszedł Ahonen i byłem pewien, że przeskoczy MAłysza. Prawie się nie pomyliłem. Sko w granicach rekordu skoczni, nieustany jednak i upadek!!! Wściekłość na twarzy. Bezapelacyjnie należało mu się zwycięstwo, zbyt jednak zaufał swoim możliwościom i można powiedzieć, że przegrał w rywalizacji nie tyle z innymi, co z samym sobą. Po cichu czekałem na triumf, szybko moje nadzieje jednak zostały rozwiane bardzo dobrym skokiem Peterki - zwycięzce zawodów w niemieckim Garmisch Partenkirchen. Polski as wylądował więc na II miejscu, ex aequeo z Goldbergerem, który mimo swego pokaźnego już wieku, dalej błyszczy formą.

Najwążniejsze były dwie rzeczy: Adam pokazał wszystkim, że w dalszym ciągu jest skoczkiem dla nas nieocenionym, który potrafi oddawać dalekie skoki. Po drugie: zmniejszył swoją stratę do prowadzących dotychczas w Turnieju Czterech Skoczni, wyraźnie dostrzegając szansę na ostateczne zwycięstwo. Przyniósł ten konkurs wiele. Przełamanie hegemonii Hannawalda, odnalezienie się Peterki, przełamanie pewnego kryzysu Małysza. Czekamy na więcej... Poniżej klasyfikacja konkursu.

1. Primoz Peterka 123,5m 123,5m 263,9 pkt
2. Adam Małysz 121m 123,5m 261,1 pkt
2. Andreas Goldberger 121,5m 123m 261,1 pkt
4. Roar Ljoekelsoey 122m 122,5m 256,1 pkt
5. Janne Ahonen 123m 129m - upadek 255,6 pkt
6. Simon Ammann 118,5m 119,5m 247,9 pkt
7. Hideharu Miyahira 117,5m 118m 245,9 pkt
10. Martin Hoellwarth 121m 114,5m 236,9 pkt
12. Sven Hannawald 118m 125m 235,2 pkt
49. Marcin Bachleda 95m ---------- 73,5 pkt

Tradycyjnie kilka opinii po konkursie:

- Adam, kocham Cię, jesteś wielki!
- I tak jest Hannawald najlepszy, debilu (to do poprzedniej wypowiedzi)
- Przypadek i traf losu.
- P**** Małysz, przegrałem przez niego w zakładach!!! (Ach, jaka szkoda ;> - slysly