=-=-= Chicago Bulls =-=-=
Niejedni krzywią
się kiedy usłyszą te słowa, dawniej jakże wiele znaczące,
dziś bez wątpienia zatracające na wartości. Przed kilkoma
laty najlepsza drużyna koszykarska świata, kilkarotny
zwycięzca NBA. Ekipa, która miała w swoich szeregach
największe gwaiazdy światowego basketu. Absolutnie
najważniejszą i bodajże najsłynniejszą był Michael Jordan -
wirtuoz, geniusz, który z piłką czynił cuda, rzucał wiele
wspaniałych punktów, te niezapomniane wsady. Nie można też
nie wspomnieć o Rodmanie, Pippenie czy Horace Grant. Przed laty
tworzyli wspaniałą drużynę zdolną do niszczenia, do
wygrywania, do kolejnych tytułów. Byli niepowtarzalni,
triumfowanie było ich pasją. Gdzie nie pojechali na mecz, nikt
nie mógł się z nimi równać. Grali widowiskową i efektowną
koszykówkę pełną najbardziej szalonych podań, wsadów czy
wymian pozycji. Ówcześnie nawet nikt raczej nie marzył z nimi
o zwyciestwo, gdyż pozostawali poza zasięgiem wszystkich.
PRzyznam, że wtedy pasjonowałem się koszykówką bardzo, o
trzeciej w nocy oglądałem mecze finałowe Chicago z Houston i
podziwiałem zagrania obu ekip, jednak z przewagą Byków. To
było niewiarygodne. Miałem ledwie 9-10 lat, a oglądałem takie
relacje na żywo. Już wtedy powoli wtajemniczano mnie w sił
rozchodzące się w NBA i wiele o tej lidze wiedziałem. Jak
zobaczyłem grę Jordana, chciałem zostać koszykarzem.
Codziennie na boisku ćwiczyłem zwody, piruety i
najprzeróżniejsze tricki. Drużyna ta to fenomen po dziś,
rzeczy związane z podopiecznymi Jacksona rozchodziły się jak
świeże bułeczki. Kto nei kibicował Bykom, w jakiś sposób
uważany był przez innnych za gorszego, co oczywiście dziś
jest kompletnie śmieszne i poniekąd nietolerancyjne, ale
młodymi chłopakami się było...
Dziś, po tych
kilku latach, kiedy to słychać było o coraz większych
kłopotach Chicago, kiedy odeszli najlepsi zawodnicy włączając
Jordana, coś stało się z zespołem i dziś jest tylko
imitacją największej i najlepszej drużyny sprzed 6-7 lat.
Odejście Michaela zrujnowało praktycznie wszystkie stacje
telewizyjne, koszykówka w Ameryce gwałtownie straciła na
popularności, popadła w zapomnienie. Wielkie straty, mała
oglądalność, wszystko to odbiło się w jakiś sposób na
każdej drużynie. Dziś zespół Bullsów gra katastrofalnie,
przez długi czas nie potrafił wygrać meczu, a i takie
zdarzały się bardzo rzadko. Z potęgi przeistoczył się w
szaraczka. Nie wiem, jaka będzie przyszłość tego klubu. Ja
życzę im wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim
nawiązania jakiejkolwiek walki z czołówką. W czasie tego
okresu zapomnienia o NBA ja również popadłem w takie uczucie i
przeniosłem się na piłkę nożną, nie żałując do dziś
decyzji. Ale w głębi serca pamięta się chwile spędzone przed
telewizorem oglądając popisy Jordana i reszty. Jak zawsze
wszystko przez Michaela...
sly