=-=-= IV KONKURS - Bischofschofen (AUSTRIA) =-=-=
Jedyne słowo, jakie przychodzi mi do głowy po tym konkursie to niedosyt. Nie tyle, że Adam nie zwyciężył w Konkursie Czterech Skoczni, co w samym Bischofshofen. A okazja ku temu była co najmniej duża. Już od kilku lat daje nam wyraźnie do zrozumienia, że obiekt położony na tle nieośnieżonych w tym roku gór, nie pasuje mu i ciężko się na nim skacze. Trzeba jednak przypomnieć triumf w ubiegłym sezonie, gdzie Małysz bezapelacyjnie wygrał właśnie ostatnie zawody całego cyklu. Istniała jeszcze szansa - pokazania się, odrobienia straty do rywali, przełamania własnego kryzysu i pokazania wszystkich niedowiarkom przytoczającym już koniec kariery polskiego skoczka, że są możliwości, chęci i umiejętności. Po dotychczasowym trzech konkursach Adam nieznacznie przegrywał minimalną różnicą punktową z kilkoma rywalami i przy dobrych skokach mógł pokusić się nawet o zwycięstwo, tudzież zajęcie II w klasyfikacji generalnej Turnieju. Nikt chyba w Polsce (o zdrowych zmysłach) nie liczył na przeskoczenie Ahonena, wyśmienitego Fina będącego aktualnie w fantastycznej dypozycji. Kilku jednak takich się znalazło, o sobie nie wspominając... :>
Znowu przeszkadzały warunki atmosferyczne. Wiał wiatr, który - o dziwo! - pomagał zawodnikom w uzyskiwaniu dobrych odległości. Przerwano nawet na kilka minut konkurs z powodu, iż słabsi zawodnicy oddawali naprawdę dalekie skoki i aż strach było pomysleć, co będzie wyczyniać pierwsza piętnastka Pucharu Świata. Oczywiście jak zawsze wiatr kolidował Małyszowi...
Po raz pierwszy (bodajże) w historii zrezygonowano z systemu K.O. wskutek odwołanych dzień wcześniej kwalifikacji, które później zdążono rozegrać. Genialne skoki Hannawalda i szesnastolatka Morgensterna - wielkie odkrycie tegorocznego sezonu, powodowały u reszty wielki wytrzesz oczu i niedowierzanie. Adam w swoich poczynaniach może nikogo nie zachwycił, aczkolwiek skok na odległość 124m dał mu miejsce w czołówce. Niemniej zadziwił mnie na treningu sam Mateja i Bachleda, którzy uzyskali naprawdę niezłe odległości. Szczególnie mogła cieszyć postawa tego pierwszego, po ostatnim sezonie wyraźnie popadającego w kryzys, nie mogącego na stałe wbić się w reprezentację. Wszystkich jednak przebili wspomniani powyżej Hanni i Tommi :> Młodszy z nich skoczył najdalej, a jego skok 135m wywołał wrzawę wśród kibiców oglądających poranny trening na skoczni w Bischofshofen. Kilku innych zawodników pokazało się również z dobrej strony, dobitnie chcieli udowonić, że z nimi jeszcze trzeba się liczyć. Mieliśmy nadzieję. Na to, że uda nam się wreszcie zatriumfować, że zrobi to nasz as powietrzny - Adam...
Sam konkurs to loteria w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zdarzało się, że słabi zawodnicy oddawali bardzo dobre skoki zadziwiając wszystkich swoją nagłą podwyżką formy, a ci niby najlepsi kompletnie zawiedli. Kranjec, Goldberger, nawet Adam... Same emocje zaczęły się jednak pod sam koniec. Idealny wręcz skok Speatha na 130m, następnie Morgenstern również potwierdził wspaniałą dyspozycję skacząc 133,5m osiągając nawet dwie noty marzeń, czyli 20, następnie Hannawald, Ahonen, Pettersen, Liegl... Adam niestety kolejny raz zawiódł. Wysoko się wybił, nabrał dobrego pułapu, coś jednak przeszkodziło mu w powietrzu i jedynie 119m. Aż ciężko się na to patrzyło, tą niemożność, nieosiągalność, nie podjęcie walki z innymi skoczkami. Zresztą ta edycja TCS jakoś nie przyciągała mnie do telewizora tak jak poprzednia. Nie wiem, ale przestałem się troszkę interesować skokami, tym bardziej (zasadniczo - przede wszystkim), że Małysz kompletnie nie radził sobie i z samym sobą, i ze skocznią, i z wiatrem. Wyglądało to tak, jakby cała otoczka sprzeciwstawiała się przeciw niemiu, sprzymierzyła tylko po to, aby nie wygrał. Cóż... Po pierwszej serii odległe, bo dopiero 20 miejsce sprawiało, iż naprawdę chciało się odejść od telewizora i krzyknąć: nie oglądam tej żenady dalej! Tymczasem Ahonen potwierdził klasę i sprawa pierwszeego miejsca i ostatecznego triumfu została rozstrzygnięta. Z wielką niechęcią przystępowałem do kolejnych skoków, troszkę zresztą podłamany - chyba jak cała Polska. Całe te pieprzenie, że Adam ma za dużo mocy, że to mu przeszkadza i tamto, a jeszcze coś tu nie gra itp. po prostu śmieszy i nikogo nie przekonuje...
Druga seria to zupełnie co innego. Szereg niespodzianek!!! Takich rozwiązań i końcowych pozycji nie spodziewał się chyba nikt. Małysz tymczasem znowu zaskoczył wszystkich! Fenomenalny skok, najdłuższy w drugiej serii, dał mu prowadzenie. Odległosć 133m tylko kłębiła u mnie myśl: czego tak i nie w pierwszym skoku?! PRzecież wystarczyło zgoła tak niewiele, a tak dużo zarazem. Najważniejsze jest to, iż pokazał wszystkim tym, co przekreślali już Go, że potrafi i może osiągać dobre rezultaty. Nie poddaje się i walczy do samego końca, mimo niesprzyjających okoliczności umie podnieść się z dołka, kryzysu psychicznego, zebrać w sobie i uszczęśliwić wielu z Nas. Aczkolwiek to nie wystarczało do zwycięstwa w IV konkursie... Przez długi czas nikt nie mógł przeskoczyć Adama i nota łączna dla co niektórych okazała się zbyt duża. Dopiero tej sztuki dokonał Austriak Kofler osiągając zbliżoną odległość jak w serii I, która wynosiła 128m. Kompletnie spalił się Peterka, Hannawald również nie oddał jakiegoś porywającego skoku, bez dynamizmu, Ahonen skoczył praktycznie tylko po to, żeby ustać. Ale to, co się działo pod sam koniec, to wykracza ludzkie pojęcie. Najpierw zawiódł na całej linii Petersen, który idealnie szybował w skoku pierwszym osiągając najdłuższy skok, w drugim zaś kilkanaście metrów bliżej i efekt końcowy - za Adamem. Szesnastoletni Morgenstern mający około 20 punktów przewagi nie wytrzymał presji, spalił się i w ostateczności również wylądował za Małyszem! W międzyczasie pałeczkę lidera przejął Norweg Romoeren. Liegl przeszedł samego siebie, w sensie negatywnym oczywiście. Różnicę dzielącą go od Polaka i wynoszącą 23 punkty, zniwelował na swoją niekorzyść oddając beznadziejny skok, jeden z najgorszych w drugiej serii. I tak, nieoczekiwanie - bądź co bądź - zwycięzcą czwartego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Austriackim Bischofhofem został Einar Romoren!!! Tego nikt się nie spodziewał, nawet sam trener zapewne... Adam daleko. Cieszymy się jednak z tych 133m, gdyż to optymistyczny prognostyk przed konkursami w Zakopanem... Poniżej klasyfikacja zawodów.
| 1. | Einar Roemoren | 126,5m | 130,5m | 263,1 pkt |
| 2. | Andreas Kofler | 125,5m | 130m | 262,4 pkt |
| 2. | Sven Hannawald | 128,5m | 127m | 262,4 pkt |
| 4. | Janne Ahonen | 130m | 123,5m | 259,3 pkt |
| 5. | Sigurd Pettersen | 134,5m | 123m | 257,0 pkt |
| 7. | Adam Małysz | 119m | 133m | 253,0 pkt |
| 42. | Robert Mateja | 107m | --------- | 88,6 pkt |
| 50. | Marcin Bachleda | 74m | --------- | 20,7 pkt |
Kilka pokonkursowych opinii wyrwanych z sideł Wirtualnej Polski:
- I tak jest
dobrze, powinniśmy się cieszyć, a nie narzekać! Wiwat Adam,
Zakopanem Cię wita!!!
- Co za patafian, lepiej niech się zamieni z Tajnerem rolami,
może jakieś sukcesy zaczniemy odnosic.
- TCS pokazał tylko jedno: nie można jeszcze Adama skreślać.
Leć jak najdalej!
- Jak piłem wódkę z kolegami, zakrztusiłem się przez
Małysza na widok jego h**** skoku! Oddaj mi za wódkę
złodzieju!!!
Ech, nie powiem nic... PRzeczytajcie tylko podsumowanie Turnieju.
sly