Mroczna poezja

***
Mknę korytarzami
podziemnej świątyni
mych myśli
wieczność nie przeraża mnie już więcej
Z nadnaturalną prędkością mijam
kolejne kurhany czaszek
i nadtopionych jak świece dusz
które pożarłem
orzę pazurami zimne, wilgotne ściany
zakręty i sale grobowe mijają jak
życia śmiertelników które zabrałem
mój zamek nie zna słońca
nie ma w nim śmiechu i radości
jest biała mgła i opętanie
pradawni bożkowie przegnani przez Chrześcijan
znajdują to schronienie, lecz szepcą strachliwie na mój widok
chmury zbyt szybko
płyną po nocnym niebie
w lędźwiach ciemności legnie się robactwo
w moim zamku
gęste pajęczyny jak zasłony
puste korytarze, echo...
i ja pan mroku
jak to echo bezustannie nimi krążę
bezszelestnie
zapamiętale



***
NIEBO, DLA MNIE ZAWSZE CIEMNE
I CZAS
MORZE, POGRĄŻONE W WIECZNEJ ZADUMIE
I ŚMIERĆ
ŚLEDZĘ LOT KRUKÓW NADE MNĄ
PODDAJĘ SIĘ HIPNOTYZUJĄCEJ MOCY FAL,
KTÓRE NIESKOŃCZONE
BYŁY NA DŁUGO PRZEDE MNĄ
I BĘDĄ NA DŁUGO PO MNIE
OPĘTANY CHRZEŚCIJANIN
PODPALA STOS


***
z mojego okna widać
stary cmentarzyk
zaczepiłem się tam o coś
skrawkiem duszy
i wciąż się szarpię
przesiaduję tam coraz dłużej
rankiem spijam rosę z nagrobków
nocą sączę światło chłodnej jak śmierć luny
Upatrzyłem sobie miejsce tam, gdzie przegniła trawa
Podczas pełni
w święto milczących zmarłych
spadł czarny deszcz
rozgrzebuję palcami błotnistą ziemię
W kokon się owinę i w tej ziemi zasnę



***
oda do wieczności(?)

Na zawsze
zatrzaśnięte słowa bez klamek
Zew nocy bólu krwi
deszcz kapie kapią łzy
Koszmar swój śnię bezustannie
wiecznie
Na zawsze właśnie
Pląsam z demonami
w rytm
kapiącego deszczu łez krwi
Hej, szaleństwo jest rozkoszne
Pazurki szczerzę kły
Chaos, strach, krzyk cierpienia
Na zawsze
W dół spadasz umierasz sto razy toniesz
przez chwilę
Zatańczmy razem w rytm mej melodii
kap, kap, kap...



NIEMIECKI GENERAŁ

po szybkiej serii z dwunastu karabinów
osunęli się, a na murze zostawili
ślad, ostatni podpis, ślimaczy śluz.
niemiecki generał kazał zostawić.
wymyka się tutaj każdej swej nocy,
każdej, dopóki może, dopóki ona na niego czeka
wdycha powietrze przesycone odorem śmierci.
dla innych nic między niebem a ziemią
tlen, zbędny w niezbędności.
generał lubi przesłuchania
wyciąganie informacji.
dla innych ból to tylko ból
i nawet w głębokim nie ma nic głębokiego.
jedno i drugie jest dla niego nierozłączne.
potem usypia w szorstkiej, zimnej pościeli

śni o igłach
po wojnie kończy się ,zostawia po sobie
pinezkę zagłębioną w ścianie
syn jego rozmawia z nim,
przyszpilającym obrazek matki boskiej
do drewnianej ściany naprzeciw łóżka
niemiecki generał w pinezce jak złośliwy,
zniedołężniały wampir wysysa z jej twarzy
dzień po dniu dobry humor



-Opowieść bezsennego mistyka-

Hypnosie, otwórz swe bramy,
Napełnijcie mnie koszmary.

Była głęboka noc, noc ciemnoniebieska,
A gwiazd nie było i srebrna luna świeciła mocno
Widziałem ,jak los zostawia mnie w rynsztoku,
bym się wykrwawił z głupim pytaniem na ustach: dlaczego?
Nie mogłem usnąć, a noc głęboka była
I drzewa, powietrze bardzo nieruchome,
Noc bowiem wszystko milczeniem oblepiła

I powtarzałem wciąż:
Hypnosie, otwórz swe bramy,
Napełnijcie mnie koszmary.
Wydawać by się mogło, że me przewracanie się z boku na bok,
jak ociężałego słonia, nie będzie miało końca,
Gdy ujrzałem starą i bladą kobietę-
Waliła o okno, przyciskała palce do szyby

Pomyślałem:
Hypnos otworzył swe bramy
Napełniają mnie koszmary
Bo stara kobieta zbyt straszna mi była,
By się na jawie ukazała ,a nie przyśniła
A noc ciemnoniebieska, choćby w nią plusnąć.
I wstałem, drzwi na taras otwarłem...
Na moment jeszcze w oczach staruchy piekielną czeluść
ujrzałem i krew w żyłach mi się ścięła

Wyszeptałem:
Hypnosie zamknij swe bramy
nie nękajcie mnie koszmary
I wraz ona zniknęła,
Cisza nocy mnie na wskroś przeniknęła
Wielka cisza, głucha, niema
Są rzeczy, o których nie powinno się mówić
Wspominając drżę i tak będzie już do końca



* * *
las, purpurowy las
gdzie zawsze mgły,
gdzie żyją strzygi, węże i lamparty
ten las co noc tonie we krwi
tam śpiewają lelki, gdy bestia
lasu ,kuzynka tych z labiryntów
wychodzi na łów
krzyki niosą się milami przez zamglony
purpurowy las, lecz nigdy dalej niż ostatni krzak

zapomniane ofiary wciąż po nim błądzą,
i nie mogą znaleźć siebie

mroczna dusza lasu oddycha jak śpiący
a jej koszmarem jest dzisiejszy świat
czasami chodzę po tej prastarej puszczy
jest duszno, pachnie deszczem i tajemnicą
zła aura kwitnie jak mięsożerny kwiat

w starej pajęczynie wisiało czyjeś serce
nitki rozciągnięte pomiędzy konarami
rozerwały się dziś rano
i serce spadło w dół, w lodowaty strumień
by roztrzaskać się o kamienie

stary drwal ucieka choć ucieczki nie ma,
w czarnej jamie lęgną się cienie
A o sekrecie lasu szumi czasem wiatr
płaczą czasem wierzby


***
Mówili, że jestem ślepcem
Ale to kat losu założył mi na głowę worek
a w tym worku jest najgłębsza ciemność
i mleczna droga smutku ,z której
nie mogę zboczyć
W rzeczywistości
widzę tylko ciemność
Długo wędrowałem po świecie, popychany na miejsce kaźni
przez katowskie ręce
Spotkałem człowieka, który nauczał,
iż jest synem bożym
przeraziło mnie to, co w nim ujrzałem
Pewnego dnia wypłynął ze swoimi uczniami na jezioro,
by wstrzymać burzę
W swej ciemności odczuwałem pustość i bezsens,
wyruszyłem dalej
Zdarte stopy nie przestają mi krwawić
Mówią że jestem ślepcem
więc dlaczego w mej ciemności wciąż widzę siebie
jak szlocham rozdzierany rozpaczą?
Gdy wyczerpany, na jakimś odległym trakcie,
w świetle księżyca planet mej ciemności
skonam wreszcie
Wciąż będę czuł, widział i słyszał
-Ciemnością się stanę

Gromph