Opowiadania
Czytelników


Cykle / Powieści

Listy / Inne

POWRÓT DO
AM



 
  <<<poprzednie :::: następne >>>
 

:::: nabuchodonoZorka ::::

Wolność


29 listopada 1830

Mimo niskiej temperatury wyszła na dwór i raźno pobiegła w stronę, gdzie Wisła przechodziła przez szare klomby i połacie trawy. Ubrana była w skromne, lekko podniszczone, czerwone palto. Na głowie miała czarny beret z antenką ,a na stopach takiego samego koloru trzewiki, z których jeden miał dziurę na palcu. W ręku trzymała małą lalkę w czarnym ubranku, uszytym z resztek starego sukna. Była to jej ulubiona zabawka. Ofiarowana przez dziadka jeszcze wtedy gdy byli zamożniejsi i mieszkali na Krakowskim Przedmieściu. Pamiętała tamten dzień jak dziś. Zielone drzewko z jabłkami, uśmiechnięte twarze rodziców i dziadków, i prezenty! Ta niezliczona ilość kolorowych pudełek leżących przy kominku. Lecz to było kiedyś . . . A dzisiaj? Dziś ich dawny dom został przebudowany i udostępniony carskim urzędnikom, a oni sami zamieszkali na Powiślu, w jednym z pokoi wynajmowanych przez panią Radnoską.


- I dziadziuś zginął. Tata mówi, że powinnam być dzielna, bo już niedługo nadejdzie Wolność. Uwielbiam, gdy opowiada mi o niej wieczorem! Przyjdzie jako piękna pani w białej, muślinowej sukni, pojawi się w złoto-czerwonej bramie. Jej skóra koloru kości słoniowej będzie wspaniale kontrastowała z aksamitem kruczoczarnych loków. Już się nie mogę doczekać! W jednej ręce będzie trzymać tarczę, a w drugiej polską flagę. Tata mówi, że wówczas przeniesiemy się do dużego domu z dużą ilością pomieszczeń, i że będę miała swój własny pokój. Ja i Ela.


Marysia przytuliła swój rozpalony policzek do brudnego ubranka lalki.
- Eluś - szepnęła - Chodź, pokażę ci coś ładnego.
Po czym włożyła zabawkę w tylną część płaszczyka i pobiegła przed siebie przeskakując kałuże i śpiewając cichuteńko pod nosem.


Drzwi lekko zaskrzypiały i już po chwili do pokoju wszedł ciemnowłosy mężczyzna. Zdjął czapkę z głowy, powiesił mokre palto na wieszaku i ucałował bladą twarz żony.
- Gdzie Marysia - spytał po chwili.
Kobieta podeszła do okna i powolnym ruchem ręki odsłoniła firankę.
- Wyszła na dwór.
- Jest już ciemno, nie powinnaś była jej pozwalać - odparł mężczyzna z wyrzutem.
- Mówiła, że idzie do babci. Wiesz jak lubi z nią przebywać. - Mężczyzna z niezadowoleniem pokiwał głową, po czym rzekł : - Podobno szykuje się jakieś powstanie.
- Oby jak najszybciej - odparła cicho kobieta.


- Ela, popatrz. - szepnęła dziewczynka. - Jak tu ładnie! Zadbane trawniki i drzewa. Nie to co u nas.
Nagle usłyszała głośne krzyki. W jej stronę zbliżała się grupa mężczyzn z pochodniami. Setki migocących płomieni przypomniały jej o tym co mówił ojciec. "Wolność ?!" krzyknęła niepewnie. Skuliła się za jednym z drzew, aby lepiej widzieć to co będzie się działo. Ludzie skierowali się ku wielkiemu gmachowi soleckiego Browaru. Już po chwili stanął on w słupie ognia i dymu. Dziewczynka z zachwytu klasnęła aż w dłonie, widząc strzelające w górę czerwono-złote płomienie. "Brama, brama wolności !!" krzyczała. Podbiegła bliżej, żeby nie przeoczyć momentu pojawienia się tak od dawna oczekiwanej Białej Pani. Poczuła powiew ciepła grzejący jej wyziębione ciało. "Tato! Ona jest tu !"

Była coraz bliżej. Spadająca deska zraniła ją w rękę. Szklistymi oczyma wpatrywała się w pomarańczowe jęzory ognia, szukając w nich choćby najmniejszego śladu . . . "Gdzie jesteś?" szepnęła i zaczęła kaszleć, gdyż wszechobecny dym ograniczył dostęp powietrza do tego miejsca. Poczuła jak jakaś niewidzialna obręcz ściska jej płuca. Zakręciło się jej w głowie. Powoli osunęła się na ziemię. I nagle do jej uszu dotarło ciche dzwonienie. Białe światło płynęło ku niej z góry. Cichy szelest skrzydeł łączył się z niebiańską melodią. "Wolność" szepnęła dziewczynka, a jej głos odbił się echem od śnieżnobiałej kopuły Nieba. "Witaj Marysiu" szepnęła kobieta i przytuliła dziewczynkę do piersi.


nabuchodonoZorka

nzorka@poczta.onet.pl


<<< poprzednie:::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>