Jesień
Jesień. Ciepłe dni odchodzą w mrok zapomnienia, żeby potem
znów wróć. Ale nie o nich trzeba zapomnieć, bo nie można żyć
samymi wyłącznie wspomnieniami. Liczy się to, co jest teraz. A
co jest teraz?? No cóż listopad. Złota Polska jesień już
przeminęła. Zimny deszcze leje się z nieba. Spływa po szybach
samochodów stojących na parkingu. W parku samotne drzewa
obdarte z liści, woda z nich skapuje na alejkę. Deszcz jest
brudny. Pada miarowo, cały czas ten szum. Wszystko jest
statyczne. Wszyscy ludzie pochowali się w domach. Nie ma oznak
życia. Niebo całe zaciągnięte ciężkimi burzowymi chmurami.
Panuje cisza, którą jedynie zakłóca szum deszczu.
Ławki malowane jeszcze na wiosnę, zdążyły już zatracić
swoje wesołe barwy. Na jednej z takich ławek siedziała młoda
dziewczyna. Nie miała żadnego zabezpieczenia przed padającym
deszczem. Była cała mokra. Siedziała w bezruchu i bezmyślnie
wpatrywała się w kałużę nieopodal jej stóp. Nikt nie
wiedział jak długo tu jest. Nikt tego się nie domyślał to
wiedziała tylko ona. Nie była stąd. Jej wygląd był nieważny.
Zwykła zagubiona dusza pośrodku miejskiego parku.
Wzdłuż alejki stały latarnie pozbawione lamp. Zaczynało
zmierzchać. Pogoda była niezmienna od tygodnia. Nic tylko to
wszystko, co przedtem, słonce ani na chwilę nie wyjrzało zza
zasłony. Deszcz padał miarowo.
Spoglądała na mokre zdjęcie jakiegoś chłopaka. Było czarno-białe.
Przedstawiało człowieka mniej więcej w jej wieku. Był poważny,
zadumany... Smutny?? Miał doły pod oczami. W ręku trzymał złamaną
róże. Całkiem możliwe że przed wykonaniem tego zdjęcia płakał.
Wielu malarzy zachwycałoby się teraz tym widokiem. Coś
niepowtarzalnego, wielu chciałoby to utrwalić na swoich płótnach.
Impresja. Skoro ten krajobraz jest taki piękny to dlaczego
wszyscy chowają się w swoich mieszkaniach i tylko wyglądają
przez mokre szyby?? Deszcz padał miarowo.
Na głównej ulicy przejechał pojazd służb komunalnych. Jakiś
zagubiony przechodzień przebiegł szybko alejką i pomknął w
stronę odjeżdżającego autobusu. Nie zauważył tej statycznej
postaci na ławce. Właściwie przez nią przeszedł. Ona swoimi
oczami bez wyrazu spojrzała najpierw na zdjęcie potem na niego.
On jej nie widział. Może nie chciał jej zauważyć.
Gdyby ktoś ja teraz obserwował z daleka wydałaby mu się jakąś
zjawą... Wyglądała nie materialnie. Być może teraz tylko była
z krotką wizytą na tym świecie.
Byłem ogromnie zdziwiony że tamten mężczyzna, który
przechodził tędy jakieś kilka minut temu nie dostrzegł jej.
Przecież to jest dziwne. Dziewczyna siedząca podczas ulewy w
parku na ławce. Deszcz padał miarowo.
Moim zwyczajem były spacery w takiej aurze. Wtedy wszędzie było
pusto i spokojnie, wtedy byłem ze swoimi myślami sam na sam.
Nikt mi nie przeszkadzał. Byłem sam i to mi odpowiadało. Szukałem
sensu życia ale nie spieszyłem się z tymi poszukiwaniami.
Doskonale wiedziałem, że kiedyś w końcu znajdę to czego
szukam. Nie obchodziło mnie czy stanie się to dziś, jutro czy
za 10 lat. Było mi to obojętne, bo byłem pewien, że to kiedyś
odkryję. Postanowiłem porozmawiać z tą tajemniczą dziewczyną.
- Witaj... co tu robisz?
- Mam pewną sprawę do załatwienia. - Mówiąc to spojrzała mi
w oczy a następnie na zdjęcie, które trzymała w ręku. Uśmiechnęła
się smutno.
- Piękna pogoda nieprawdaż?? - próbowałem rozpocząć rozmowę.
Och przepraszam, że się nie przedstawiłem, ale już naprawiam
błąd. Mam na imię Paweł, a Ty moja nieznajoma?
- Paweł... ładnie. Ja... różnie mnie nazywają.... chciałabym
pozostać dla ciebie jak to określiłeś nieznajomą... dobrze??
- Oczywiście do niczego Cię nie zmuszam.
Deszcz padał miarowo.
- Czyje to zdjęcie?? Zapytałem wskazując fotografię którą
trzymała.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? To teraz i tak już nie jest
istotne, ale skoro pytasz. - to mówiąc podała mi ów portret.
Przez chwilę nie mogłem wydusić z siebie żadnego słowa. Byłem
kompletnie zaskoczony. Milczenie przerwała ona:
- I jak znalazłeś wreszcie sens życia? Wiesz już po co żyjemy?
- Ale.... skąd.... czemu..... ty.... mnie ... znasz??? - bełkotałem.
Wtedy to chyba zrozumiałem co jest tak naprawdę celem życia.
Nie chciałem tego od siebie dopuścić, nie, nie zgadzałem się
z tym. To nie mogła być prawda. Nie, nie teraz. Przecież byłem
jeszcze młody. Ten mężczyzna na zdjęciu.... Co to miało
znaczyć? Zrozumiałem. Ona... ona przyszła po mnie. Wiedziałem,
że nie ucieknę, wszelkie objawy protestu byłyby bezsensowne.
Więc to była ta sprawa, która miała załatwić.
- Więc już zrozumiałeś? Wierz mi, że gdyby to ode mnie zależało...
ja tylko wykonuję polecenia. Zaufaj mi, tam nie jest gorzej niż
tu na ziemi. A tak w ogóle to nigdzie nie może być gorzej niż
tu.
Powstała i podała mi dłoń. Uchwyciłem jej malutką i
delikatną rączkę. Uśmiechnęła się smutno.
- No to w drogę. - zawyrokowała.
Ruszyliśmy zachlapaną alejką. Wokół podniosła się mgła i
w tej mgle się zatraciłem. Po naszej obecności w parku pozostał
tylko jeden ślad. Czarno - białe zdjęcie leżało teraz w kałuży.
Przedstawiało ... mnie samego. Krople bębniły o jego
powierzchnię. Jakaś wprawna ręka umieściła na nim napis o
treści:
Śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają.
( Małgorzata Musierowicz )
Deszcz padał miarowo........
Royal Gryffin
phantazm@interia.pl
<<< poprzednie::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|