Opowiadania
Czytelników


Cykle / Powieści

Listy / Inne

POWRÓT DO
AM



 
  <<<poprzednie :::: następne >>>
 

:::: Mariusz Saint ::::

Zwykły człowiek


[[ Małe info: Napisanie tego tekstu powodowane było ciasnota mieszkań w blokach. Sam żyjący w dość przestronnym domu na dwa tygodnie zmuszony byłem mieszkać w M-3 i o mało nie ześwirowałem do reszty. Poza tym, nigdy nie wiadomo, co się kryje w człowieku. Ale . . . ///

Żył sobie pewien człowiek. Ciekawe, prawda? Uczciwie pracował, chodził do kościoła, co niedzielę, płacił podatki. Można by powiedzieć: normalny człowiek. Można tak powiedzieć, ale to nieprawda; bo co to znaczy normalny? Pełnej definicji na normalnego człowieka nie ma. Ale ten konkretny człowiek był jednak inny.

Mieszkania w blokach - pojedyncze komórki przestrzeni życiowej ludzi. Mieszkanie zajmowane przez rodzinę musi być funkcjonalne, wygodne, ładne. Czasem nawet takie jest. Taka mała przestrzeń to jednocześnie bardzo duże i bardzo małe pole do zaznaczenia swojej osoby. Nie osoby. Osobowości.

Człowiek, o którym mowa, zajmował jedno mieszkanie w bloku. Mieszka w nim od urodzenia; nie wyobraża sobie domu w innym miejscu. Żyje sam. Nie rozmawia z sąsiadami, bo i po co? Pani z naprzeciwka - matka z trojgiem dzieci i mężem-pijakiem znowu zacznie wylewać na niego swe żale, emeryt po prawej nie zna innego tematu niż program telewizyjny... i tak dalej...

Na szczęście w domu czuje się bezpieczny. Jeszcze chwila i skończy liczyć te rzędy liczb w biurze, gdzie pracuje, wsiądzie do autobusu, WRÓCI DO DOMU... Zrobi sobie kolację; porządną, taką jak lubi. Włączy radio. I nareszcie wejdzie do swojego pokoju. TEGO pokoju.

Jest to mały pokój, ale dla tego człowieka znaczy bardzo wiele. Dlatego człowiek ten cały czas trzyma pokój zamknięty na klucz. I kłódkę. I łańcuch. Można by pomyśleć, że się obawia tego pokoju, i w pewnym sensie, na którejś płaszczyźnie podświadomości tak jest. Dzieciaki dziwiły się, czemu jedno, jedyne okno w bloku jest pomalowane na czarno. Najbezczelniejszy z bandy młodzików zaczaił się rano na człowieka przy wejściu bloku, kiedy ten wychodził do pracy, i zapytał. Człowiek mu nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę i poszedł dalej.

Ale my jesteśmy teraz razem z nim, gdy wyciąga z szuflady, wygrzebuje spod sterty ubrań klucze do pokoju. Gdy gmera nimi przy zamkach, otwiera drzwi. Zapala światło.

Nie ma w tym pokoju wielkiego, kryształowego żyrandola, który by rozświetlał cały pokój, nadając mu białej poświaty. Nie o to tu chodzi. Zamiast tego jest jedna, słaba i już mocno wyeksploatowana żarówka, osłonięta spartańskim abażurem. Daje światło kojarzone zwykle z melinami pijackimi. Ale takie światło tutaj pasuje. Jaśniejsze światło zburzyłoby cała misterna konstrukcję. Konstrukcję reprezentacji własnej osobowości w realnym świecie, jak można by ująć w jeszcze zrozumiałe słowa to, co znajdowało się w tym pokoju. Coś, czemu człowiek poświęcał większość swojego życia.

Pokój był pełen regałów. I znowu - nie takich z szybkami i pięknymi okleinami. Były to raczej półki biblioteczne, w kolorze ciemnego brązu, odrapane i zniszczone. Ale nie chodzi też o nie. Chodzi o książki. Jeżeli można TO było tak nazwać. Ale pierwszym elementem, który by przykuł uwagę odwiedzającego to pomieszczenie, to ściany. Tak. Oblepione od samej podłogi, aż po sufit pożółkłymi kartkami papieru. Tu prawdopodobnie nie trzeba dodawać, że były to karty z Biblii. I Koranu. I Tory. Teksty na kartach dotyczyły sprawiedliwości boskiej i pokonywania Szatana. Na czerwono była zaznaczona strona z fragmentem Biblii: "Nazywam się Legion, bo jest nas wielu"... Zostaje jeszcze sprawa książek na regałach. Papier do nich zrobiony był ręcznie, z przerobionych kartek z kalendarza i starych gazet. Papier ten jest gruby, szary i nieforemny. Ale ponownie, piękny biały papier listowy byłby nieodpowiedni. Kartki są zeszyte razem czymś dziwnym. Włosami. Nie martwcie się - człowiek strzyże się przed lustrem i starannie do foliowego woreczka zbiera swoje włosy. Tak misternie stworzone książeczki człowiek zapełnia gotyckim, drobnym pismem. Zapisuje w nich to, co czuje, kiedy czyta gazetę. Ogląda telewizję. Przechodzi przez swoje miasto. Czasem, w chwili natchnienia, napisze wiersz, ozdobi rysunkiem; "To jest otchłań, nicość ponad portalem z kości. Tutaj ciemność w sercu wszechrzeczy czyni niemożliwe rzeczywistym." Obok tego umieszcza szkic bramy zrobionej z żeber. Szkic może nie wykonany profesjonalnie, ale na pewno stworzony z pasja. Jedna półka jest szczególna. Człowiek umieścił tam swoje ukochane książki: autorstwa Lovercrafta; najbardziej lubił te o Starożytnych, uśpionych demonach, potężnych jak bogowie; albumy malarstwa, pełne chorych wizji. Człowiek przeglądał te książki z namaszczeniem; robił to rzadko, ale czuł się wtedy spokojny i bezpieczny. "To proste, to seryjny morderca, pewnie ma meble z ludzkiej skóry", powie wielu. Nieprawda. Ten człowiek nigdy nikogo nie skrzywdził. Nie odczuwa takiej potrzeby. Dlaczego więc interesuje się czymś TAKIM? Lubi zmarłych? Nekrofil jakiś? Boi się śmierci? Oswaja się z nią? Chce poprawiać świat, zapisując swoje rozgoryczenie na kartkach? Nie wiadomo.

Nie wiadomo, co kto nosi w sobie; czy ty, czy ja, pozostawieni sami ze sobą, nie zaczęlibyśmy tworzyć czegoś... hm... niestandardowego. Ale to, co kto tworzy, obojętnie gdzie; czy we własnym umyśle i po godzinie to zapomina, czy w małym pokoju wyłożonym kartami z Biblii; dopóki nie czyni tym krzywdy sobie i innym, nie mamy prawa w to ingerować. Niestety... los płata figle...

Pożar. W bloku, w którym mieszkał człowiek. Wybuchł w mieszkaniu klatkę niżej. Stało się to pod nieobecność człowieka, w środku dnia. Ludzie nie powiedzieli strażakom, kto tam mieszka; nie wiedzieli lub nie chcieli powiedzieć. Strażacy weszli do mieszkania człowieka sądząc, że być może żyje tam ktoś, kto nie może samodzielnie wydostać się z mieszkania; niewiele myśląc wyważyli drzwi od małego pokoju. Dlaczego? Pytani, sami nie wiedza; po prostu zdziwił ich widok tak zaryglowanych drzwi wewnątrz mieszkania. I stało się.

Ktoś w okolicy popełniał morderstwa. Rytualne. Wycinał na czołach ofiar krzyże i zostawiał kartki z Biblii z podkreślonymi fragmentami mówiącymi o Sadzie Bożym. Tego typu historia. Wiadomo, na kogo padło w pierwszej kolejności podejrzenie. Człowiek miał złożyć zeznania, lecz nie zdołał. Powiesił się we własnym mieszkaniu, w SWOIM pokoju. Dlaczego? Bo się za dużo naczytał o tej śmierci, powiadali jedni. Bał się kary, ale teraz wiadomo, kto zabijał, powiadali drudzy. Wszyscy się mylili. Człowiek zdecydował się zakończyć życie nie dlatego, że bał się kary, ponieważ był niewinny. Nie dlatego, że naczytał się o śmierci, gdyż jest to po prostu spłycanie tematu. Więc dlaczego? Czego się bał? Bał się ludzi; którzy już przedtem dziwnie na niego patrzyli, a teraz niechybnie przeszliby do wyzwisk, pukania do jego drzwi; nawet może do linczu. Dlatego poddał się rozpaczy i zakończył życie.

Jeszcze jedna sprawa. Seryjnym morderca dokonującym rytualnych mordów był maż-pijak mieszkający naprzeciwko człowieka. Nie popełniał już więcej morderstw i nigdy go nie złapano. No proszę. A niby to taki zwykły człowiek.


/// . . . ten temat jest nad wyraz bogaty i jeszcze coś tu powstanie... :) No i oczywiście, jeśli po lekturze w/w tekstu nawiedziły Cię jakieś myśli pośrednio bądź bezpośrednio z nim związane, to wyślij mejla o tym do mariuszsaint@interia.pl. ]]



Mariusz Saint

mariuszsaint@interia.pl


<<< poprzednie:::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>