Jako człowiek ubierający się na czarno, noszący długie włosy, jestem uwazany powszechnie za metala. Ponieważ mam trudną do przeniknięcia psychikę, jestem z reguły zamknięty w sobie i bardzo "pamiętliwy" (rozumiecie chyba o co chodzi?) - jestem uważany za pojebanego metala. Przy czym nie mówię o hip hopowcach, bo ich wogule na razie nie biorę pod uwagę. To o kim mówię? O dziewczynach, słuchających ogólnie rzecz biorąc gitarowej muzyki, znajomych z mej nowej klasy jednego z liceów, do którego od września uczęszczam. Przez lata swego życia wyrobiłem sobie umiejętność powstrzymywania się od jakichkolwiek uczuć, mówienia czegokolwiek i polemizowania z kimkolwiek, z kim nie mam ochoty rozmawiać, zwłaszcza jeśli nie da się z tym kimś rozsądnie porozmawiać. Brzydzę się i gardzę przekrzykiwaniem z półmózgami i odpowiadaniem na debilizm - debilizmem. A w mojej klasie mam przyjemność obcować z karykaturalnymi wręcz przykładami skejtów. Uważam się za znawcę ludzi, myślę, że potrafię rozpoznać człowieka i wniknąć w jego psychikę. Ale tych ludzi nie rozumiem. Ich wygląd jest żałosny. Mógłbym ich połamać za pomocą jednej ręki. Zasada jest taka - im koleś mniej umięśniony, tym bardziej hałaśliwy. Wykrzykuje podczas lekcji na głos że nienawidzi metalu. Takiej ekspresji można uświadczyć w rzadko którym filmie. Co on chce przez to osiągnąć? Zarobić w mordę? Mam w swojej klasie dziewczynę słuchającą Mansona, wiele innych lubiących metal. One również nie podejmują z nim dyskusji na jego ulubiony ("metal to gówno, shit, nienawidze! nienawidze!, kurwaa rozpiera mnieeeeaaaa!!!!") temat. On się zachowuje jak szaleniec. Drugi to pierdolony cwaniak. Wyruchiwacz i cwaniak. Tym większy cwaniak, że ma brata w trzeciej klasie (a ja nóż w kieszeni...). Jest niebywałym autorytetem w robieniu ludziom kawałów w ten sposób, ze jego poczciwa mordka jest bezpieczna, a biedny, poszkodowany delikwent, nie wie nawet na kim się mścić. Cwaniaczek i jego kumple mają przy tym oczywiście kupę radochy. Teraz chcę podsumować wszystkie powyższe akapity. Przemilczam ich durne teksty i dowcipy, beznadziejne aluzje. Kiedyś, żeby mi popsuć opinię, nazwali mnie satanistą. Nie domyślają się nawet, że mieli rację. Gdyby się o tym dowiedzieli, posraliby się w gacie. Gdyby mnie zobaczyli przy muzyce Witchmastera, omijaliby mnie trzymetrowym łukiem, krokiem sugerującym chęć prześcignięcia Korzeniowskiego w szybkim chodzeniu. Właśnie to sobą reprezentują. Ten tekst umyślnie jest pisany w ten sposób. Nie jestem żadną samotną duszą błądzącą po otchłaniach światów w poszukiwaniu czegoś, co choć trochę by do niej pasowało. Ale dla mojej klasy tak wyglądam. Powiedzcie mi kurwa skejci i hiphopowcy gdzie są ci wasi wspaniali ludzie, którzy wyrośli na hiphopowych tekstach mówiących o nietolerancji i złu świata codziennego? Gdzie są wasze wspaniałe "ideały" przekazywane za pomocą zawiłych metafor i aluzji? Ja widzę tylko te mniej wspaniałe - w tym wypadku po prostu pojebane. Moi "koledzy" z klasy są tak durni, że nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo uwidaczniam ich głupotę przez swe milczenie, ignorancję i cień pogardliwego uśmiechu. A przecież chodzą do liceum, do całkiem dobrego liceum, gdzie nie wchodziło się "z marszu". Twierdzą, że mają hobby i zainteresowania, że nie dostali się do tej szkoły przypadkiem. To jak wyglądają ci z techników, zawodówek? Prometeuszu, czemuś nas nie uprzedził, że stworzyłeś dwa modele mózgu? Czyż nie można było to ich zatopić na Atlantydzie, wraz z ruinami ich zaściankowej ideologii? Dlaczego wmieszałeś ich w ludzkość przeznaczoną do rzeczy WIĘKSZYCH? Jak to jest, iż w świecie przyrody zginą ci, którzy znają tylko prawo silniejszego? 1) bo znają tylko prawo grupy silniejszej od jednostki. 2) bo nie wzięli poprawki, iż człowiek dzięki swej ewolucji nauczył się używać UMYSŁU i MĄDROŚCI jako broni wysoce efektywnej i zabójczo skutecznej. Są zbyt krótkowzroczni, by wygrać ze mną jakąkolwiek bitwę. Jeśli nawet wydaje im się że wygrywają, to dlatego, iż dzieje się to na polu, na którym mi nie zależy. Mogą z dumą zakomunikować, iż po mężnej walce zdobyli kilkaset kilometrów kwadratowych pustyni zanieczyszczonej odpadami radioaktywnymi. Sądząc po ich osobowościach, ich przodkowie musieli wiele czasu spędzić na takich pustyniach. Z pewnością przeminą i przeminie ich "kultura". Pewnie pojawi się inna, bo cóż mogliby robić potomkowie ludzi opowiadających o zyciu na ulicach miasta, jak nie opowiadać o zyciu na obrzeżnych koloniach Ziemskiego Imperium, zajmujących się wydobywaniem surowców na potrzeby Panów - ludzi, którzy zwyciężyli w konfrontacji z bezmyślnością i siłą nie popartą rozumem. Oni opowiadają o swoim życiu. Ono jest beznadziejne. Ktoś tak żył i opowiadał, oni to usłyszeli i zaczęli tak żyć, bo przecież nie żyli tak od początku. To jak to się zaczęło? A może Ty właśnie rozpoczynasz Wielkie Dzieło Oczyszczania, Prometeuszu? Perfection or Vanity.
|