Saxon - "Killing Ground"
Wbrew domysłom jakie nachodzą do głowy po przeczytaniu nazwy zespołu Saxon nic wspólnego z saksofonami nie ma. Jest to typowy przedstawiciel prądu NWOBHM pochodzący z Anglii. Saxon przez ponad 20 lat działalności stał się tak samo kultowy jak chociażby Iron Maiden. Grają mocno, ale z wyczuciem. Maestria gitar idzie tutaj w parze z arcyciekawym głosem Biffa Byforda, który chociaż nie posiada tak czysto operowych płuc jak Bruce Dickinson, to nie można mu nic zarzucić, a już na pewno nie to, że śpiewa źle. W 2000 roku grupa ponownie weszła do studia, aby nagrać swój kolejny album o nazwie "Killing Ground".
Przedsmakiem tejże płytki i kasetki dla fanów zespołu była możliwość ściągnięcia z oficjalnej strony Saxona utworu "Dragons Lair". Już na kilka tygodni przed premierą albumu można było się przekonać, że będzie solidna dawka heavy metalu w najlepszym tego słowa znaczeniu. Biff Byford na wokalu z Nibbs'em Carter'em na basie, Doug'iem Scarratt'em z gitarą prowadzącą i Paul'em Quinn'em z tą samą funkcją wraz z obsługującym perkusję Fritz'em Randow'em zaprezentowali świetny, szybki kawałek, który znakomicie nadawał się na singla promującego "Killing Ground".
W kilka tygodni po tymże wydarzeniu Saxon wydaje ww. krążek. Na okładce znalazł się średniowieczny hełm z różnymi rycinami, nad nim olbrzymia nazwa zespołu, a pod tym wszystkim dosyć mała nazwa albumu. A wszystko to na czerwonym tle. Ogółem pierwsze wrażenie nie było zbyt imponujące. W porównaniu do klimatycznych okładek grup black metalowych i wymyślnych rysunków znanych w heavy, Saxon niewątpliwie sprawę przegrał. Ale dalej było już tylko lepiej.
Intro - Prelude To War daje nam możliwość wysłuchania odgłosów walki na froncie. Dźwięków spadających bomb, wystrzałów czołgów i eksplozji. Następnie ujawnia się gitara, która skąpo wygrywa podobne do siebie takty melodii. Wszystko to potęguje nastrój wyczekiwania jakby na kolejny wybuch. Niepokój budzi się w duszy słuchacza. Dawno tak dobrego intra nie słyszałem. No i wybuch następuje - tym razem w postaci tytułowego utworu "Killing Ground".
Mistrzostwo świata! Potężny początek, piekielnie szybki kawałek znakomicie zaaranżowany i posiadający ogrom energii, która rodzi się w słuchaczu już od pierwszej sekundy trwania piosenki! Kapitalna gra gitary i perkusji. Wszystko dopięte na ostatni guzik, a do tego odgłosy dzwonu na początek! Po tymże wprowadzeniu wchodzi Byford ze swoim genialnym głosem. Estetyka brudu jaką prezentuje znakomicie pasuje do utworu. "Killing Ground" wyrywa serce z klaty! Opowiada on o bitwie jaka się toczy nie tylko na polu bitwy, ale przede wszystkim w sercach walczących. Mówi o dumie jaka ich przepełnia, o poczuciu obowiązku i braterstwie na placu boju. Potem piosenka nieznacznie zwalnia, jak to często bywało w karierze Anglików. Pojawia się ciekawy podkład na basie i stopniowe wchodzenie coraz szybciej, aż do odzyskania pierwotnego tempa i wigoru. Sam początek i tak silne otwarcie. Cudo! Można się w tym kawałku zakochać bez opamiętania.
Dalej następuje z początku wolny, majestatyczny, a potem nabierający agresji "Court Of The Crimson King". Mimo wszystko utwór jest słabszy niż poprzedni i jest pierwszą balladą na krążku. W początkowej fazie dane jest słuchaczowi rozkoszować się wokalem przy cichych dźwiękach gitary. Potem reszta instrumentów wchodzi do gry i jest coraz lepiej i potężniej.
Po trzecim utworze na płycie następuje "Coming Home". Moim zdaniem najsłabsza piosenka z całego albumu. Jest dziwnie irytująca. melodyjna aż do bólu, z riffem typowo rockowym, co nie dla każdego jest zaletą. Taki kawałek rozprężający nadający się jedynie do przytupywania nogą w takt. Nie tego spodziewam się w muzyce metalowej. Dla mnie powinno być to coś bardziej ambitnego...
"Hell Freezes Over" jest następne w kolejce. O wiele lepszy utwór od poprzednika. Wokale Byforda są tutaj nagrane ze swoistym echem. Głos jest głębszy i wyższy, co w tymże wokaliście podoba mi się najbardziej. Jego głos osiąga wspaniałą barwę gdy śpiewa on wysoko. I to właśnie składa się na sukces tej piosenki. Mimo to jest ona jedynie wstępem do wspaniałego...
..."Dragons Lair'a". Piosenka o tematyce fantasy, oczywiście zawarty wątek podróży. Majestatyzmu smoka, do którego wędrowano i mistycyzmu świata Gorron. Więcej pisałem o tej piosence wyżej, więc teraz dodam tylko, że dźwięki gitar są tutaj przeważające nad wokalem. To gitary tworzą tutaj nastrój. Są szybkie, najszybsze na całym albumie i prezentują się wspaniale.
Siódmym utworem z kolei jest "You Don't Know What You've Got". Stylowo podobna do "Coming Home", ale o klasę lepsza. Jednak nie przyciąga na długo - kawałek bez historii po prostu...
Rekompensuje nam to wszystko w pełni "Deeds Of Glory". Kapitalna piosenka! Po "Killing Ground" najlepsza na albumie. Kolejny kawałek zahaczający o tematykę fantasy i wojen. Znakomicie pasuje do "wojennej" koncepcji płyty. Jest w miarę szybki, melodyjny, ale i wysmakowany. Kapitalne przejścia między zwrotkami i wyśmienity refren. Biff znowu ujawnia swój talent do odśpiewania wysokich partii wokalnych! Wszystko to składa się na klimat tego utworu. Po raz kolejny serce słuchacza bije szybciej i wpuszczona w nie zostanie iskra nadziei i radości. Aby odzyskać humor i przestać się smucić wystarczy posłuchać właśnie "Deeds Of Glory". Polecam!
Reszta piosenek jest raczej średniej jakości. Nie są one złe, ale do czaru poprzednich kawałków dużo im brakuje. "Running For The Border", czyli dziewiąty już utwór, jest z ostatniej trójki najlepszy. Jednak jego klimat nieco gryzie się z "Deeds Of Glory". Po tejże piosence nie można się zachwycać niczym innym, więc "Ucieczka za granicę" jest skazana na porażkę.
"Shadows On The Wall" to dziesiąta piosenka albumu "Killing Ground". Jest nieco tajemnicza i pasuje do koncepcji albumu, jednak oddzielnie jest niczym. Nie pomaga jej nawet to, że jest długa. Chociaż nie wydaje się sztucznie rozciągana. Nie jest to jednak to, czego się po Saxonie spodziewałem.
Ostatnią piosenką jest "Rock Is Our Live", która byłaby wcale fajna, gdyby nie to, że jest tak gwałtownie zakończona. Jakby została urwana, ucięta ze względów finansowych... Prezentuje się jednak lepiej od przedostatniego kawałka, chociaż mimo to ma się ochotę na przełączenie albumu tak, aby znowu posłuchać początku.
Ogółem "Killing Ground" jest kolejnym dziełem Anglików. Jak na zespół dosyć wiekowy grają nadal arcyciekawie i są prawdziwą chlubą heavy metalu. Ta płytka Saxona jest bardzo ostra, co pasuje do nazwy krążka. Po wydanym w 1999 roku "Metalhead" tytułowy album angielskiej grupy nie traci na niczym w porównaniu do reszty dokonań zespołu. Kto lubi ostre granie ze świetnym wokalem ten będzie w niebie, a raczej na polu bitwy.
Playlist: =red HAMter= Członek SMMF
1. Intro - Prelude To War
(ocena 10/10)
2. Killing Ground (10/10)
3. Court Of The Crimson King
(7/10)
4. Comming Home (4/10)
5. Hell Freezes Over (8/10)
6. Dragons Lair (9/10)
7. You Don't Know What You've
Got (6/10)
8. Deeds Of Glory (9,5/10)
9. Running For The Border
(7/10)
10. Shadows On The Wall
(5/10)
11. Rock Is Our Live (6,5/10
- za te urwanie końcówki, inaczej byłoby 8...)
Ocena ogólna: 8,5/10
Mitologia oddaje kształty, przez które
bezkształtny
kształt kształtów może być poznany. (J.
Campbell)
http://ixds.p.lodz.pl/~gmork
& http://smmf.rpg.info.pl
http://altar.rpg.info.pl