SIRRAH - "ACME"


Płytka została wydana w 1995 roku przez (jak dobrze pamiętam) wytwórnię "Melissa Productions". 
Książeczka z tekstami jest bardzo ładnie wykonana w kolorach czerni i bieli. Na okładce widzimy nagą kobietę klęczącą w jakimś pokoju z oknem.
Gdy ją otworzymy znajdziemy fotografie członków zespołu (w skład wchodzi siedem osób) i jedną fotografie zbiorową. Po drugiej stronie znajdują się teksty do kilku piosenek.
W niektórych pieśniach swego głosu użyczyła Maja Konarska z Moonlight!
A teraz przystąpię do recenzji...

A więc album rozpoczyna wspaniałe połączenie klawiszy z gitarą, która wspaniale komponuje się z rytmem wyznaczonym przez klawisze i perkusję. Po chwili klimat się zmienia i słyszymy iście barbarzyński okrzyk głównego (jak dla mnie) wokalisty. Gdy okrzyk zmienia się w słowa (także wykrzyczane) koncentrujemy się na nich by zrozumieć co on "wrzeszczy". Za pierwszym razem rozumiemy jednak tylko słowo "Human", gdyż jego wokal jest baaaardzo niewyraźny! Tuż przed tym jak do głosu dojdzie drugi wokalista z nieco bardziej współczesnym śpiewem (tak, on śpiewa!). Gdy skończy następuje tak jakby połączenie dwóch głosów (albo drugi się wysilił) i po chwili znów słyszymy wrzask barbarzyńcy. Ta kwestia szybko się kończy i słyszymy połączenie się dwóch głosów. Jego koniec następuje niestety szybko i porządną robotę odwalają w tym momencie klawisze, które tworzą naprawdę wspaniały klimat i wspaniały moment muzyki... nie da się go opisać słowami! Po prostu jest on cudowny i podczas słuchania chcemy aby trwał wiecznie. Niestety klimat przemija w momencie dojścia gitary. Gdy to nastąpi muzyka przechodzi w jakiś taki dziwny styl... (Aladyn czy coś :)) Ale na szczęście szybko się to kończy i do głosu dochodzi mój ukochany barbarzyńca! Jego kwestia zmienia się w wejście drugiego wokalisty, który śpiewa ze dwa zdania i słyszymy (przez kilka sekund) samą muzykę.  Nie pozwala ona nam się szybko znudzić gdyż prawie natychmiast pojawiają się dwa głosy - barbarzyńca i piękny kobiecy (TAK KOBIECY!!!) wokal w tle... owa kobieta to Maja Konarska (Moonlight) i odegra jeszcze wiele ról na naszej płycie. Bez niej ten zespół nie byłby tym samym czym jest... ten głos dodaje klimatu... Gdy barbarzyńca skończy przez chwilkę słychać jeszcze głos Mai i prowadzenie obejmują klawisze z gitarami. Perkusja w całym utworze odgrywa także bardzo ważną rolę... bez niej nie osiągnęliby takiego klimatu. Owy układ doprowadza nas spokojnie do końca utworu - jednego z najlepszych jakie słyszałem! Po "Acme"  słyszymy dwie piosenki, które... jak to nazwać? Nie są tak dobre jak utwór tytułowy lecz i tak są świetne. Mimo wszystko słuchając ich czekamy na "A.U. Tomb". Ta piosenka powala... jest prawie tak cudowna jak "Acme". Szczególnie zwróćcie uwagę na moment objęcia wokalu przez "Barbarzyńcę" tuż po Mówionym-Śpiewie drugiego wokalisty! 
"Iridium" zaczyna lekko dziwna przygrywka gitarowa ale tuż po niej słyszymy wrzask i rozpoczyna się całkiem dobra piosenka. 
Oczywiście zespół musiał mnie czymś zaskoczyć (nie licząc pochodzenia). Zaskoczyła mnie pieśń "Panacea", która jest po prostu żartem... wesołe dźwięki i zupełnie nie pasujący do nich głos "Barbarzyńcy" dają bardzo ciekawy efekt. Nie będę już przynudzać ale
powiem jeszcze tylko, że płyta składa się z 8 utworów :

"Acme"
"Passover 1944"
"On The Verge"
"A.U.Tomb"
"Iridium"
"Pillbox Impressions"
"Panacea"
"Bitter Seas"

Wszystkie pieśni prezentują bardzo wysoki poziom techniczny i w ogóle wykonanie jest świetne.
Ogólnie warto kupić ten album gdyż moja ocena jako nowego fana Sirrah to.......

+8/10

Gdy posłuchacie tych utworów zdziwicie się, że to Polacy (sam się zdziwiłem ! I to bardzo) ale tym lepiej! Jednak jeśli chcemy to potrafimy... Marsz do sklepu i kupować! A potem wszyscy wyjdziemy na ulicę i krzykniemy "SIRRAH, SIRRAH, SIRRAH !!!"

Ragnar